Dzieci milionera
- Średnia ocena:
- 4.85 (13 głosów)
- Ocena:
-
- Seria:
- Światowe Życie
- Liczba stron:
- 160
- Oprawa:
- miękka
- ISBN:
- 978-83-238-8301-2
- W sprzedaży od:
- 25.01.2012
- Cena:
- 9.99 zł
- Dostępność książki:
- Wyprzedane
Zarejestruj się i:
-
Oceń książkę
Zaznacz tyle gwiazdek na ile oceniasz książkę
- Oznacz jako przeczytaną
- Chcę przeczytać tę książkę
- Skomentuj tę książkę
-
Fragment książki Powrót
Alexander Konstantinakos, szalenie przystojny i władczy miliarder, właściciel świetnie prosperującej firmy transportu morskiego, którą odziedziczył po dziadku, stał pośrodku luksusowego salonu w swym domu na greckiej wyspie Theopolis, wpatrując się w fotografię dwóch czarnowłosych chłopców o bliźniaczym wyglądzie.
Patrzyły na niego dwie śliczne buzie o czarnych oczach i oliwkowej cerze; obok klęczała ich matka. Cała trójka była skromnie ubrana.
On sam był wysoki i ciemnowłosy, a z rysów jego twarzy można było wyczytać starożytne dziedzictwo zwycięskich wojowników Hellady. W jego żyłach płynęła ich waleczna determinacja i nieustępliwość. W głowie dźwięczały mu echem oskarżycielskie słowa siostry.
- To muszą być twoi synowie - zarzuciła ich młodszemu bratu Nikosowi. - Mają cechy naszej rodziny, a ty przecież studiowałeś w Manchesterze.
Sander, jak zwracała się do niego rodzina, nie musiał się zbyt długo przyglądać zdjęciu zrobionemu telefonem komórkowym na angielskim lotnisku. Twarze dzieci wryły mu się w pamięć już na zawsze.
- Nic o nich nie wiem – zarzekał się Nikos. – Przysięgam, Sander, że nie mam z tym nic wspólnego.
- To jasne, że dzieciaki są twoje – upierała się Elena. – Wystarczy się przyjrzeć. Nikos kłamie w żywe oczy. Te dzieci to nasza krew.
Jak zwykle rodzeństwo omal się nie pokłóciło. Sander był od obojga o kilka lat starszy, a po śmierci dziadka jako jedyny dorosły członek rodziny, w naturalny sposób zaczął pełnić wobec nich rolę ojca. Często oznaczało to rozstrzyganie zaciętych sporów.
Tym razem jednak problem leżał w czym innym.
Sander jeszcze raz spojrzał na zdjęcie i orzekł:
- Nikos mówi prawdę. To rzeczywiście nasza krew, ale on nie ma z tym nic wspólnego. To nie są jego dzieci.
Elena wpatrywała się weń ze zdumieniem.
- Skąd wiesz? – spytała wojowniczo.
Sander wyjrzał przez duże okno na bezkresny błękit Morza Egejskiego. Wydawał się spokojny, lecz w jego sercu rosła niepohamowana furia. W głowie kłębiły się dawno pogrzebane obrazy.
- Ponieważ są moje – odparł sucho. Oczy siostry rozszerzyły się pod wpływem szoku. Otwarte usta łapczywie łowiły powietrze.
Musiał przyznać, że sam także był wstrząśnięty do głębi. Gdy tylko spojrzał na wyświetlacz telefonu, od razu rozpoznał młodą kobietę klęczącą obok chłopców podobnych do niego jak dwie krople wody. Co dziwne, wydawała się młodsza niż tamtej nocy, kiedy spotkał ją w manchesterskim klubie uczęszczanym przez młodych piłkarzy i kręcące się przy nich dziewczyny. Zaprowadził go tam znajomy, który szybko poderwał jedną z nich i zachęcił Sandera, by zrobił to samo.
Miliarder zacisnął usta. Wspomnienie jednorazowej przygody z jaskrawo umalowaną dziewczyną w obcisłej wydekoltowanej sukience pogrzebał najgłębiej, jak mógł. Podrywała go wręcz bezwstydnie. W pewnej chwili chwyciła go za rękę, jakby go chciała zaciągnąć do łóżka. Z pewnością należała jak inne do grona chciwych niemoralnych dziewczyn szukających bogatych kochanków, a jeszcze lepiej mężów. Znajomy wspominał, że bywalczynie owego klubu są z tego znane.
Uprawiał z nią seks wskutek niechęci i gniewu – na nią, że była aż tak nachalna, na dziadka, który kontrolował wszystkie aspekty jego życia, na ojca, który tak wcześnie umarł, pozbawiając jakże potrzebnego wsparcia, wreszcie na matkę, która wyszła za ojca z obowiązku, nie przestawszy kochać innego mężczyzny. Wezbrał w nim kipiący gniew, a teraz oglądał rezultat swoich poczynań.
Miał synów.
Bliźnięta.
Ogarnęło go nieznane dotąd uczucie. Miał chłodny i logiczny umysł, niepoddający się łatwo emocjom. Z nagłym szarpnięciem w trzewiach uświadomił sobie, że kulturowe dziedzictwo nakazuje mu jedno – jeśli mężczyzna ma synów, muszą oni z nim mieszkać pod jednym dachem.
Chłopcy należeli do niego. Ich miejsce było tu, przy nim, nie zaś w zimnej Anglii. Tylko tutaj mogli się dowiedzieć, co oznacza bycie potomkami rodu Konstantinakosów z Theopolis. Jako ojciec mógł ich nauczyć odpowiedzialności. Jak dalece zdołała ich zepsuć ta rozwiązła kobieta?
Spłodził ich nieświadomie, nie wiedząc, co czyni, teraz jednak nic na świecie nie powstrzyma go przed sprowadzeniem ich do Theopolis, gdzie jest ich miejsce.
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Na dźwięk dzwonka Ruby zaklęła pod nosem, nie podnosząc się z kolan. Miała nadzieję, że intruz zrezygnuje i da jej spokojnie posprzątać. Jednak dzwonek zabrzmiał ponownie, tym razem bardziej natarczywie.
Zgrzana i spocona Ruby prychnęła zniecierpliwiona i wstała. Bliźniacy niedługo przyjdą ze szkoły, na sprzątanie pozostało niewiele czasu. Odgarnęła z twarzy miękkie blond loki, podeszła do drzwi domu, który dzieliła z dwiema starszymi siostrami, i otworzyła je szarpnięciem.
Na widok stojącego w progu mężczyzny eksplodowała w niej mieszanina szoku, niedowierzania, paniki i gniewu, omal nie pozbawiając jej przytomności.
On oczywiście prezentował się bez zarzutu w ciemnym garniturze i świeżo wyprasowanej jasnoniebieskiej koszuli, podczas gdy ona miała na sobie wystrzępione dżinsy i sprany podkoszulek. Zresztą co to za różnica, przecież i tak nie chciała mu się podobać. Poczuła rozlewającą się w jej ciele dziwną słabość. Był jeszcze bardziej przystojny i męski, niż zapamiętała. Może wydał jej się tak atrakcyjny, bo była już kobietą, nie zaś niedoświadczoną dziewczyną jak wtedy. Nie wiedziała i nie chciała tego wiedzieć.
- To ty – wyjąkała pełnymi różanymi ustami, na co jego czarne oczy posłały jej wzgardliwe i władcze spojrzenie. Ostatecznie niepodzielnie królował na wyspie, która była jego domem.
Instynktownie zaczęła zamykać drzwi, ale był szybszy i bez wysiłku zdołał otworzyć je szerzej. Wszedł do holu i stanął tuż przy niej, w chmurze zapachu środków czyszczących. Mimo to bez trudu wyczuła jego zapach i zadrżała. Przecież to śmieszne. Sander nic dla niej nie znaczył, tak jak i ona dla niego tamtej pamiętnej nocy. Nie wolno jej o tym myśleć. Musi się skupić na tym, jaka jest teraz, i na danej bliźniakom obietnicy, że całkowicie zerwie z przeszłością.
Nie spodziewała się jednak, że przeszłość ją odnajdzie…
- Czego chcesz? – spytała ostrym tonem. – Po co się tutaj zjawiłeś?
Miał śliczne zmysłowe usta, które teraz zacisnął gniewnie, a jego słowa były równie zimne jak powietrze na zewnątrz manchesterskiego hotelu, w którym zostawił ją tamtego zimowego poranka.
- Sądzę, że znasz odpowiedź na swoje pytania – wycedził bezbłędnym angielskim. – Zjawiłem się tutaj po moich synów.
- Twoich synów? – prychnęła z gniewem. Na zazwyczaj spokojnej twarzy Ruby wykwitły rumieńce, niebieskozielone oczy miotały błyskawice.
Upłynęło ponad sześć lat od dnia, gdy ten mężczyzna ją posiadł, wykorzystał, a potem porzucił, jakby nic nie znaczyła. Jakby była tanim, przypadkowo kupionym ubraniem, które w świetle poranka wydaje się tak tandetne, że lepiej je wyrzucić. Owszem, wiedziała, że tylko ona jest winna temu, co się wydarzyło tamtej fatalnej nocy. To ona go podrywała, rozgrzana alkoholem, co wciąż jeszcze napawało ją wstydem. Jednak zażenowanie nie dotyczyło jej pięknych kochanych synków. Była i będzie z nich dumna, i chciała być dla nich matką, z której także oni mogą być dumni. Choć w duchu żałowała okoliczności, w jakich zostali poczęci, nigdy nie pragnęła cofnąć czasu, by tego uniknąć. Synowie byli całym jej życiem.
- Moi synowie… - zaczęła, ale jej przerwał.
- Są moi – rzekł – bowiem w mym kraju to ojciec posiada prawa do dzieci, nie matka.
- Nie jesteś ojcem moich synów – oznajmiła stanowczo Ruby, choć nie było to prawdą.
- Kłamiesz – odparł ze spokojem i sięgnął do kieszeni po zdjęcie.
Ruby zbladła jak ściana. Fotografia została zrobiona na lotnisku w Manchesterze, kiedy cała rodzina odprowadzała średnią siostrę lecącą do Włoch. Podobieństwu nie dało się zaprzeczyć. Obaj chłopcy byli Sanderem w miniaturze, jego wierną kopią.
Obserwujący dziewczynę Sander posłał jej triumfujące spojrzenie. Jasne, że byli jego synami. Wiedział to od chwili, gdy ujrzał ich w komórce siostry i poczuł przypływ gorących emocji.
Prywatna agencja detektywistyczna, którą wynajął, bez trudu odnalazła Ruby. Rozzłościły go wprawdzie komentarze w raporcie, że jest ona oddaną matką i raczej nie zechce dobrowolnie pozbyć się dzieci, uznał jednak, że może się to okazać przydatne.
- Miejsce moich synów jest przy mnie, na wyspie, która jest ich domem i którą po mnie odziedziczą. Według prawa mojego kraju chłopcy należą do mnie.
- Należą? To są dzieci, a nie przedmioty. Żaden sąd nie pozwoli mi ich odebrać.
W głębi ducha zaczynała wpadać w panikę, lecz nie dała tego po sobie poznać.
- Czyżby? Mieszkasz kątem u siostry, dom jest zadłużony, nie masz własnych pieniędzy ani wykształcenia, niczego! Ja zaś mogę zapewnić moim synom wszystko co najlepsze.
Mimo wstrząsu, że Sander tyle o niej wie, Ruby postanowiła się nie poddawać.
- Być może. Czy potrafisz dać im także miłość i poczucie, że są kochani i potrzebni? Nie, bo wcale ich nie kochasz. Nawet ich nie znasz, prawda?
W głębi serca odczuwała jednak niepokój. Sander podniósł pewien problem, którego nie dało się zignorować. Postanowiła się z tym zmierzyć.
- Oczywiście zdaję sobie sprawę, że kiedyś zapytają o ojca i rodzinę – przyznała.
Przyszło jej to z trudem. Chłopcy już kilka razy o to pytali; odparła, że ojciec przebywa za granicą. Było jej przykro, że z powodu błędu młodości pozbawia ich pełnej rodziny. Wiedziała, że w przyszłości nie uniknie drążenia tematu. Na razie akceptowali, że wzorem innych ojców ich tatuś także pracuje w innym kraju, lecz na tym nie koniec. Gdy będą starsi, będzie musiała wyznać im prawdę. Wizyta Sandera wydobyła na powierzchnię głęboko skrywane niepokoje. Pragnęła zapewnić dzieciom spokojne, pełne miłości dzieciństwo. Nie chciała, żeby musiały się trapić konfliktami dorosłych. Dlatego poprzysięgła nie wiązać się z nikim. Nie chciała fundować synom parady ciągle zmieniających się „wujków” i „przybranych tatusiów”.
Pytania Sandera zmusiły ją do pomyślenia o przyszłości.
- Dlaczego mi to robisz? – spytała. – Oni nic dla ciebie nie znaczą. Dotąd nie wiedziałeś nawet o ich istnieniu.
- To prawda. Jednak łączą nas więzy krwi, co oznacza, że jestem za nich odpowiedzialny.
Nie chciał jej wtajemniczać w swoje uczucia. Sam nie do końca siebie rozumiał. Wiedział jedynie, że przywiodły go do niej i tu pozostanie, dopóki nie odzyska synów.
- Nie było ci łatwo ponosić koszty ich wychowania.
Słysząc te z pozoru sympatyczne słowa, Ruby natychmiast stała się czujna. Chciała mu wyznać, że najtrudniejsze było dowiedzieć się, że jest w ciąży z mężczyzną, który wykorzystał ją i porzucił, ale zmilczała.
- Nawet jeśli uda się wam zatrzymać ten dom – mówił dalej – co będzie, jeśli twoje siostry zechcą się wyprowadzić? Jesteś od nich zależna finansowo. Przecież pragniesz najlepszej przyszłości dla swoich dzieci. Mogę im zapewnić dostatnie życie, a tobie również dać środki na utrzymanie. Ciężko samotnie wychowywać dwóch synów, nie mieć nawet czasu się zabawić.
Wstrząśnięta Ruby słuchała przemowy Sandera. Czy naprawdę spodziewał się, że ona sprzeda mu dzieci? Czy nie rozumiał, jak ohydna jest jego oferta?
Postanowiła być jednak ostrożna. Instynkt ostrzegał ją przed szczerymi wyznaniami na temat trudnej sytuacji finansowej. Stłumiła gniew i odrzekła ze spokojem:
- Dzieci poszły do szkoły, więc zamierzam dokończyć swoją edukację. I mam z nimi aż nadto zabawy.
- Wybacz, ale trudno mi w to uwierzyć, zważywszy na okoliczności, w jakich się poznaliśmy – brzmiała gładka i okrutna odpowiedź.
- To było sześć lat temu i… - urwała. Dlaczego ma się przed nim tłumaczyć? Jej siostry wiedziały, co sprawiło, że zachowała się tak nieodpowiedzialnie, i wspierały ją. Sander nie musiał tego wiedzieć. – Co było, to było – ucięła stanowczo. – Teraz jest inaczej.
Znaczące spojrzenie mężczyzny dopiekło jej do żywego. Mylisz się, chciała krzyknąć, wcale taka nie jestem. Tamtego wieczoru nie byłam sobą! Duma kazała jej milczeć.
- Jeśli przekażesz mi opiekę nad dziećmi – rzekł Sander – obiecuję, że tego nie pożałujesz. Jesteś jeszcze bardzo młoda, a rekompensata będzie nad wyraz hojna.
Pamiętał, że zdziwiło go, że ona ma tylko siedemnaście lat. Strój i makijaż dodawały jej wieku. Było mu potem głupio, że wziął do łóżka tak młodą dziewczynę. Gdyby wiedział, ile ma lat… to co? Odesłałby ją taksówką do domu? Gdyby umiał się wówczas kontrolować, w ogóle by się z nią nie przespał, ale przykra prawda była taka, że stracił nad sobą kontrolę. Inni mogli sobie na to pozwolić, ale nie on. To wspomnienie nadal kąsało jego dumę. Popełnił błąd, a teraz miał tego widome konsekwencje. Uważał za swój obowiązek sprawić, by poczęte wskutek owego błędu dzieci nie cierpiały biedy. Dlatego się tu znalazł. I nie odejdzie, dopóki nie dostanie tego, po co przyszedł.
Ruby potrząsnęła głową.
- Chcesz kupić moje dzieci? – spytała zimno. W jej głosie i oczach była wrogość. - Bo przecież o tym właśnie mówisz – dodała z pasją. – A gdybym zamierzała kiedyś dopuścić cię do ich życia, te słowa sprawiłyby, że odstąpiłabym od swego zamiaru. Za żadne skarby nie narażę moich synów na kontakt z tobą.
Sander nie chciał przyznać, że jej słowa mocno go zabolały. Nie przywykł, by ktokolwiek mu czegoś odmawiał, a już zwłaszcza dziewczyna, która, jak zapamiętał, zbyt jaskrawo umalowana i tandetnie ubrana nachalnie go podrywała. Teraz zresztą wyglądała zupełnie inaczej, w starych dżinsach i spranym podkoszulku, bez śladu makijażu, z naturalnie rozrzuconymi na ramionach włosami. Sander zrozumiał, że powinien zmienić podejście, jeśli chce ją przekonać do zmiany stanowiska.
- Możesz nie myśleć o sobie, ale powinnaś myśleć o moich synach. Pomyśl, jak się kiedyś poczują, gdy się dowiedzą, że odmówiłaś im kontaktu z ojcem.
- To nie w porządku – sprzeciwiła się gniewnie Ruby, świetnie wiedząc, że Sander trafił w jej czuły punkt.
- Bardziej nie w porządku jest odmawianie im poznania ojca i kultury, z której się wywodzą.
- Jako twoje nieślubne dzieci? – Jakże gorzko smakowały te słowa, ale musiała je wypowiedzieć. – Zmuszone ustąpić przed prawowitymi dziedzicami twojego majątku, narażone na niechęć i wzgardę twojej żony?
- Nie mam dzieci ani żony.
Dlaczego serce waliło jej teraz jak młotem? Jakie to miało znaczenie, czy Sander jest żonaty?
- Ostrzegam, że zamierzam odebrać ci moich synów. Wszelkimi środkami, nie zawaham się przed niczym.
Ruby zaschło w ustach. Przez myśl przeleciały jej wszystkie te okropne historie o porywaniu dzieci przez jedno z rodziców i wyjeżdżaniu z nimi za granicę… Sander był majętny i wpływowy. Wiele o nim czytała, gdy jeszcze roiła sobie, że się do niej odezwie i pojmie ją za żonę. W końcu pojęła, że to czyste mrzonki, wynikłe z potrzeby posiadania kogoś, kto jej zastąpi zmarłych tragicznie rodziców.
Sander miał niezaprzeczalnie większe możliwości zapewnienia synom wspaniałej sytuacji materialnej. W jej umyśle zjawiła się nieproszona myśl, że bliźniaki mogą ją kiedyś oskarżyć o to, że nie pozwoliła im wykorzystać majątku ojca. Chłopcy potrzebowali w życiu wzorca mężczyzny. Potajemnie nieraz się zamartwiała, że nie może im tego zapewnić. Jeśli nawet modliła się o rozwiązanie tego dylematu, z pewnością nie miała na myśli ich biologicznego ojca, a raczej stateczny typ dziadka, który miałby się pojawić, nie wiadomo skąd. Ona sama pragnęła zachować celibat.
Miała uczucie, że stoi na skraju przepaści. Decyzja, którą teraz podejmie, zaważy na życiu jej synów. Nie wolno jej ich oddać. Sander ich nie kocha, pragnie ich mieć, bo tak nakazują mu zwyczaje jego kraju. Wątpiła zresztą, by rozumiał, czym jest miłość. Pieniądze to nie wszystko. Dzieci jej potrzebowały.
Była zdolna do wszelkich poświęceń. Wyzwanie, jakie zamierzała mu rzucić, przedstawiało spore ryzyko, lecz była gotowa je podjąć.
- Twierdzisz, że miejsce chłopców jest w twoim domu?
- Tak.
- Mają zaledwie pięć lat, a ja jestem ich matką. Jeśli naprawdę ci na nich zależy, musisz wiedzieć, że są zbyt mali, by można ich było ze mną rozdzielić.
Choć niechętnie, Sander musiał przyznać, że tak właśnie było.
- Musisz być szczerze przekonany, że chcesz odzyskać bliźniaki, Sander – oznajmiła. – I że twoje pragnienie posiadania synów nie jest tylko kaprysem bogacza, ponieważ pozwolę im być z tobą tylko pod jednym warunkiem, a mianowicie, że ja także tam będę: jako ich matka i twoja żona.
Rejestracja użytkownika
Zarejestruj się w naszym serwisie, by oceniać książki, dodawać opinie oraz spotkać osoby, które tak jak Ty lubią czytać książki.
Zapisz się na newsletter, a otrzymasz prezent w postaci eBooka „Raj na Ziemi”, Mary Alice Monroe
Masz już konto?
Zaloguj się
Hity Miesiąca
-
1. W cieniu starych drzew
- Autor:
- Seria:
- Satine
- Ocena:
-
- Cena:
- 19.99 zł
- Kup taniej:
-
-
2. Bratnie dusze
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 34.99 zł
- Kup taniej:
-
-
3. Trzej bracia
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 34.99 zł
- Kup taniej:
-
Top 10 Tygodnia
-
1. Pozory mylą, W zamku nad Loarą
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie DUO
- Ocena:
-
- Cena:
- 14.99 zł
- Dostępność książki:
- Wyprzedane
-
2. Koło fortuny
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
3. Serce milionera
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
4. Na paryskich salonach
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
5. Niezapomniany wernisaż
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie Extra
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
Nowość
Nowość
Kłopotliwy spadek
- Autor:
- Seria:
- Gwiazdy Romansu
- Ocena:
-
- Cena:
- 12.99 zł
- Kup taniej:
-
Bezpłatny Newsletter
Zapisz się. Poinformujemy Cię o promocjach i konkursach z nagrodami.