Jak pokochać księcia

Kasey Michaels

Jak pokochać księcia

Średnia ocena:
4.8 (15 głosów)
Ocena:
5
Autor:
Kasey Michaels
Seria:
Powieść Historyczna
Liczba stron:
352
Oprawa:
miękka
ISBN:
978-83-238-8076-9
W sprzedaży od:
05.10.2011
Cena:
14.99 zł
Dostępność książki:
Wyprzedane

Zarejestruj się i:

O książce

Anglia, XIX wiek

Lydia Daughtry po raz pierwszy odważyła się obdarzyć uczuciem mężczyznę. Niestety, wkrótce go utraciła, i to na zawsze. Ukochany zginął w bitwie pod Waterloo, a wraz z nim umarło marzenie o wspólnym szczęśliwym życiu. Z natury zrównoważoną Lydię ogarnęły jednocześnie żal za niespełnioną miłością i gniew na okrutny los. Posłańca tragicznej wiadomości niemal znienawidziła.

Tanner Blake, książę Malvern, nie mógł odmówić prośbie przyjaciela śmiertelnie rannego w bitwie pod Waterloo. Przyrzekł, że jego ukochaną osobiście powiadomi o stracie. Obiecał też, iż się nią zaopiekuje. Początkowo księciu udało się tylko częściowo wypełnić szczególną misję, ponieważ  Lydia nie chciała go znać. Z czasem odkryła w nim przyjaciela, przed którym mogła otworzyć duszę. Jednak księciu przyjaźń nie wystarczała…

 

 

Fragment książki:


Koń jednak nie dał się uspokoić. Tanner rozejrzał się nieufnie dookoła, nagle pełen obaw o bezpieczeństwo Lydii. Nie był pewien, czy nie zobaczy błysku szabli odyńca, chociaż dzika w tych okolicach nie widziano od wielu lat. Tak w każdym razie twierdzili leśnicy. Dostrzegł jedynie duży, nieruchomy kształt. Przez chwilę zastanawiał się nawet, czy nie udać, że niczego nie zauważył. Gdy to rozważał, Lydia go wyprzedziła.
- Czy coś się stało, Tanner? – zawołała.
Podjechał kilka kroków.
- Chyba zdarzył się wypadek – powiedział i zeskoczył na ziemię. – Ktoś leży między drzewami na ziemi. Zostań, proszę, tam, gdzie jesteś.
- Czy to Justin? – spytała z wyraźnym zatroskaniem. – On tędy jechał, prawda?
Tanner zdążył już przywiązać konia do drzewa.
- To nie Justin. Z daleka poznałbym jego strój.
- Poczekaj, pójdę z tobą.
Pokręcił głową.
- Nie. Ktokolwiek to jest, nie rusza się.
- O Boże. – Lydia skinęła głową. – Zrobię, jak sobie życzysz. Pospiesz się, proszę.
Szybko jednak okazało się, że nie ma najmniejszego powodu do pośpiechu. Po kilku krokach Tanner ujrzał Thomasa Harburtona leżącego na plecach i wpatrzonego w niebo niewidzącymi oczami. Chwasty dookoła były zachlapane krwią, ktoś bowiem bardzo fachowo poderżnął rządcy gardło. Nic dziwnego, że koń się spłoszył, skoro poczuł krew.
- Kto to jest? Czy mam sprowadzić pomoc?
Tanner wstał i ruszył w stronę Lydii, pilnując, by przez cały czas zasłaniać sobą okropny widok.
- To jeden z moich ludzi pracujących w majątku. Już nie możemy mu pomóc. Pojedź, proszę, do dworu i powiedz Justinowi, żeby natychmiast tu się zjawił.
- Tanner, co się dzieje?
- Proszę, zrób, co ci mówię. Nie rozmawiaj o tym z nikim oprócz Justina.
- Ale… Dobrze. Wolałabym nie zostawiać cię tu samego. Czy nic ci nie grozi?
- Nic a nic – zapewnił, choć wcale nie był o tym przekonany. Na szczęście, Lydii to zapewnienie wystarczyło.
Dopiero gdy usłyszał, że ukochana dosiadająca klaczy się oddala, przyklęknął, by dokładniej przyjrzeć się zwłokom kuzyna. Na placu boju widział wiele martwych i okaleczonych ciał. Jednak Thomas Harburton nie zginął w bitwie; został zamordowany. Co tutaj robił? Naturalnie, ścieżka istniała z dawien dawna, chadzali nią miłośnicy rozległych widoków. Tyle że Thomas nigdy do nich nie należał. Jeśli znalazł się w tym miejscu, musiał mieć po temu konkretny powód. Pewnie był z kimś umówiony. Z kimś, komu ufał, bo inaczej wziąłby z sobą broń.
Tanner obszedł polankę, raz po raz zerkając ku ciału i szacując odległość. Wreszcie podszedł do drzewa, które zwróciło jego uwagę. Istotnie, trawa za drzewem była wydeptana, jakby ktoś tam niedawno stał. To wskazywało na zasadzkę. Ktoś ukrył się i czatował na Thomasa, by nieoczekiwanie zaatakować. Chwycił ofiarę od tyłu i wciągnął między drzewa, tam wyciągnął nóż i dokończył dzieła. Upuszczone ciało runęło na ziemię, a serce jeszcze przez chwilę pompowało krew.
- Tchórzliwy drań – mruknął Tanner. Nie przepadał za swoim kuzynem, ale na taką śmierć nie zasługiwał żaden człowiek.
Tętent konia wyrwał go z zadumy. Wyszedł na ścieżkę akurat w chwili, gdy Justin zgrabnie zeskoczył z wierzchowca.
- Lydia mówi, że ktoś nie żyje – odezwał się baron, przywiązując konia do tego samego drzewa, przy którym stał już koń Tannera. – Sądząc po twojej minie, nie była to śmierć ze starości. Kto to?
- Mój kuzyn Thomas – odrzekł Tanner, wskazując ciało. – Ktoś zaszedł go od tyłu i poderżnął mu gardło.
Justin podciągnął rękawy surduta i ruszył ku zwłokom.
- Krwawa historia – powiedział niewzruszony, gdy stanął w pobliżu ciała. – Inna sprawa, że zbrodnia rzadko wygląda schludnie. Jak długo twoim zdaniem leży tutaj ten człowiek?
- Nie wiem – odrzekł Tanner, dołączając do przyjaciela. – Mógł przyjechać do Malvern wczoraj wieczorem. Zapowiadał, że przygotuje nam powitanie.
- Zatem witaj w domu, Tanner. Do roboty?
Justin nie musiał niczego wyjaśniać. Razem podeszli do zwłok i stanęli po obu ich stronach.
- Nie sądzę, żebyś chciał spojrzeć mu w oczy – powiedział Justin, przyklękając tak, by poły surduta nie dotknęły ziemi. – Powiadają, że jak patrzy się w oczy zmarłego, widzi się to, co on tuż przed śmiercią. Nieszczególnie w to wierzę.
Tanner uniósł ramię Thomasa.
- Jest zimny, a kończyna porusza się dość swobodnie. Może tu leżeć od wczorajszego wieczoru albo od dzisiejszego ranka.
- To dobrze. Nie znoszę sztywniaków, a ty?
- Justin, zlituj się…
- Mam makabryczne poczucie humoru? Przepraszam. Zajrzę mu do kieszeni.
Ostrożnie rozpiął surdut zmarłego i sięgnął za pazuchę. Po chwili ważył w dłoni niewielką sakiewkę. Usłyszeli brzęk monet.
- To nie był rabunek – stwierdził Justin i dalej obszukiwał ciało. Robił to niezwykle wprawnymi, pewnymi ruchami, które z pewnością zaskoczyłyby każdego, kto znał go jedynie z pogłosek. - O, a to co?
Tanner zobaczył aksamitny mieszek, który Justin uniósł za troczki. Wstali i odeszli kilka kroków od ciała, tam Tanner wziął mieszek od Justina i wysypał sobie jego zawartość na dłoń.
- Nieduże kamienie, ale bardzo ładne. Mam słabość do szafirów z brylancikami w oprawie – powiedział Justin, widząc naszyjnik mieniący się w słońcu. – Najwyraźniej twój kuzyn też.
- Co on z nimi zrobił? Ukradł je? Chciał zwrócić? Miał się tu spotkać z jakimś spiskowcem? A jeśli rzeczywiście odbyło się tutaj tajne spotkanie, to dlaczego ten drugi nie zabrał naszyjnika? Czy kamienie są prawdziwe, czy to falsyfikaty?
- Mnóstwo pytań, przyznaję, że wszystkie uzasadnione. Obawiam się jednak, że mogę ci udzielić odpowiedzi jedynie na ostatnie, i to dopiero w domu. Czeka na ciebie Lydia.
- Rzeczywiście, obiecałem jej…
- Co jej obiecałeś, przyjacielu? – spytał Justin, gdy dosiedli koni i skierowali się ku Malvern.
- Nieważne. – Tanner wiedział, że nie sposób tego wytłumaczyć przyjacielowi, bo spokojne, ciche życie z pewnością znużyłoby Justina najpóźniej po tygodniu. – Jasmine nie przyjmie dobrze wiadomości o śmierci ojca. Chyba więc jestem skazany na to, by się nią zaopiekować. Zamierzałem wyznaczyć Thomasowi pensję i odesłać ich oboje do domu, ale nic z tego. Co ja z nią teraz zrobię, do diabła?
- Jeśli chodzi o kosztowności, to obawiam się, że został ci tylko ten naszyjnik i resztki, które miałeś w Londynie i które nie okazały się fałszywe. Szkatułka za portretem była pusta. Zostało tylko kilka puzderek rozrzuconych na podłodze.
Dojechali do wypielęgnowanego trawnika i Tanner powściągnął konia. Cała kolekcja składała się z ponad pięćdziesięciu precjozów, niektóre sprzed ponad dwóch wieków. Wszystko zostało zabrane?
- Niczego nie było? Dumy Malvernów też nie?
- Przykro mi, ale niczego. Ciekawe. Czyżbyśmy mieli do czynienia z kradzieżą dla ukrycia kradzieży? Twój kuzyn wpadł w panikę i doszedł do wniosku, że jeśli spowoduje zniknięcie reszty biżuterii, ukryje w ten sposób to, że wcześniej dużą część podmieniono na falsyfikaty. Zapewne zamierzał powitać cię wiadomością, że odkrył kradzież. Tyle że coś w jego planie zawiodło.
- Uważasz, że Thomas zabrał resztę kosztowności, a potem padł ofiarą wspólnika? Kogoś, kto pomagał mu podmieniać klejnoty?
- Niezupełnie to powiedziałem, ale taka wersja wygląda na prawdopodobną,  możemy przecież wykluczyć samobójstwo. Tymczasem sama Duma Malvern mogła wystarczyć, by zachęcić kogoś do zbrodni.
- Nic dziwnego, że nie wziął pieniędzy i mieszka. Klejnoty mu wystarczyły.
- Raczej nie znalazł reszty. Chociaż trudno mi powiedzieć, dlaczego twój kuzyn odłączył te szafiry. Może ze względów sentymentalnych? Poza tym skoro oryginały podmieniono wcześniej, może odłączył te szafiry jeszcze od oryginalnej kolekcji?
Tanner wpadł na inny pomysł.
- A może w pośpiechu upuścił mieszek, więc wcisnął naszyjnik do kieszeni, żeby służba nie zastała go z klejnotami w dłoni. Spieszył się na spotkanie ze wspólnikiem, żeby przekazać mu łup i w porę wrócić do Malvern, gdzie po naszym przyjeździe odegrałby rolę herolda złej wiadomości. W ten sposób mężczyzna, który go zabił, nie wiedziałby o szafirach.
- To dobre wyjaśnienie, aczkolwiek skoro Thomas nie żyje, prawdy raczej nie poznamy. Czy kiedyś rozważałeś karierę złoczyńcy, przyjacielu? Widzę u ciebie dostateczną zdolność pokrętnego myślenia, byś mógł na tej drodze osiągnąć sukcesy. Zawsze masz jakąś rezerwę, jeśli nie spiszesz się jako książę.
- W swoim czasie się nad tym zastanowię. – Zbliżali się do podjazdu, gdy  Tannerowi przyszedł do głowy następny pomysł. – A jeśli szafiry, które twoim zdaniem są tylko drobiazgiem, pozostawiono celowo, aby dowieść, że Thomas jest złodziejem? Nie dość, że nic wartościowego nie zabrano, to jeszcze coś dołożono?
- To mi się podoba jeszcze bardziej niż poprzednia wersja, ale muszę powtórzyć, że prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, jak było naprawdę. Wracam teraz do rabunku, bez wątpienia udanego. Jeden złodziej zdemaskowany i całkiem zimny, drugi najwyraźniej oddalił się z resztą klejnotów oprócz naszyjnika i od dawna pędzi co koń wyskoczy ku wybrzeżu. Nieznany i nie do znalezienia. Chyba że planujesz jednak zwołać ludzi…
- Wynajmę kogoś z Bow Street – odrzekł Tanner. – Naturalnie, wypytam służbę i spróbuję zasięgnąć języka w okolicy, ale to wszystko. Moim obowiązkiem jest przede wszystkim chronić Lydię. Nie mogę jej zostawić i włóczyć się po kraju w poszukiwaniu tych przeklętych kamieni, które w dodatku mogą być fałszywe.
- Tak, masz Lydię.
Tanner spojrzał na przyjaciela.
- Ona jest ważniejsza od wszystkich klejnotów świata, tu nie ma się o co spierać. Bez względu na to, co teraz planujesz, wiedz, że masz moje wsparcie – oświadczył baron.
Oddali konie pod opiekę masztalerza, który skłonił się przed księciem, witając go w domu. Tanner uznał, że czas podzielić się z Justinem najgorszym przeczuciem.
- Obawiam się, że jeszcze czegoś przy ciele nie znaleźliśmy. Thomas nie rozstawał się z pękiem kluczy do wszystkich możliwych drzwi i bram w majątku. Były oznaką jego władzy. W Malvern jest o wiele więcej dobytku niż tylko te przeklęte kosztowności. Człowiek, który zabił Thomasa, może wciąż się czaić w pobliżu, bo przecież dopóki nie wymienimy zamków, może wchodzić do dworu i wychodzić z niego, kiedy tylko zapragnie. On i jego wspólnicy.
- Tanner, sprawy przybierają paskudny obrót, prawda? Zanim przyłączymy się do dam, sprawdźmy więc, czy możemy wykluczyć jakieś wersje. Czy nadal powinniśmy patrzeć na dzisiejsze wydarzenia jak na część intrygi, która miała doprowadzić do twojego ślubu z Jasmine, czy to zupełnie inna kwestia?
- To o mnie i Jasmine jest jedynie przypuszczeniem, niczym więcej. Chyba jednak można się zgodzić, że śmierć Thomasa ostatecznie kończy takie spekulacje. Poza tym mamy pewność, że Thomas nie działał sam.
- Zgadzam się. Zostańmy więc przy motywie klejnotów i pewnego rodzaju zmowy. Raz celem była kradzież kamieni, innym razem podmiana i sprzedaż. Jednak z jakiegoś powodu złodzieje się pokłócili i twój kuzyn został zamordowany. To każe nam zapytać o wspólnika bądź o całą bandę wspólników. Czekaj, mam pomysł. Może ma z tym coś wspólnego bywalec jaskiń hazardu? Ktoś, komu Thomas był winien dużą sumę?
Tanner nie sądził, że jeszcze można go zaskoczyć.
- Hazard? Mój kuzyn grał?
- Jasmine ci nie powiedziała? Thomas nieustannie szukał okazji, by pograć w karty albo w kości. Zarówno tutaj w majątku, jak i w Londynie. Czasem znikał na parę dni. Jeśli wierzyć twojej kuzynce, to jest całkiem zrujnowana. Twierdziła, że albo niezwłocznie ją poślubisz i wykupisz długi jej ojca, albo z nim koniec. W każdym razie wspólnik czy też wspólnicy mogli udawać, że mu pomagają, ale mieć zupełnie inne cele. Podpisz cyrograf z diabłem i już po tobie, nawet jeśli ci się wydaje, że go przechytrzysz. A on wymyśli to, co tobie nawet się nie śniło.
Tannerowi wciąż jednak trudno było się pogodzić z myślą, że jego skąpy kuzyn był hazardzistą.
- Jak można być tak ślepym? Nie miałem pojęcia, że Thomas grał o duże stawki. Twój pomysł brzmi całkiem rozsądnie. Po co dzielić zysk z kamieni? Po co w ogóle przejmować się planami Thomasa? Złodzieje zobaczyli Malvern i doszli do wniosku, że można przywłaszczyć znacznie więcej.
- Gdyby nie wspólnicy, jego plan mógłby się powieść, a wkrótce nie byłoby już potrzeby dokonywania drobnych kradzieży. Naturalnie, gdyby na horyzoncie nie pojawiła się Lydia. To musiała być dla twojego kuzyna zgoła nieoczekiwana komplikacja. Nie sądził, że się zakochasz. W końcu przez dwa lata nie miałeś żadnych związków z kobietami i zgodziłeś się wziąć Jasmine do Londynu, więc można było przypuszczać, że chwycisz przynętę. Thomas musiał przeczuwać, że zbliża się do ostatecznego zwycięstwa, i trudno mu się dziwić. Połowa Londynu podzielała jego pogląd.
Tanner całkiem się wyłączył. Kojarzył fakty, a im bardziej nad nimi rozmyślał, tym wyraźniej widział, że przywożąc Lydię do Malvern, naraził ją na niebezpieczeństwo. Nie musiał jednak dzielić się tym przeświadczeniem z Justinem. Wiedział, że przyjaciel sam do tego dojdzie.
- Mam prowadzić tę rozmowę z samym sobą? – Justin westchnął. – Niech ci będzie. Zgadzamy się więc, że jeszcze ktoś jest zaangażowany w intrygę, może nawet więcej niż jeden człowiek. Ktokolwiek to jest, twój kuzyn mu przeszkadzał i dlatego skończył z poderżniętym gardłem. Może nawet Thomas był dość głupi, by powiedzieć, że więcej kraść nie będzie, że jego córka wkrótce zostanie księżną, więc on nie potrzebuje wspólników.
- Ciszej, Justin. Myślę.
- Rozumiem, ale ja wolę to robić głośno. O czym to ja…? Aha, może Thomas poniewczasie zrozumiał błąd i doszedł do wniosku, że nie chce, by jego córka była panią w ogołoconym domu. No dobrze, tylko właściwie dlaczego ta zbrodnia jest taka ważna? Stoimy tutaj, przyjacielu, Lydia i Jasmine są w środku, a wszyscy jesteśmy solą w oku tych, którzy dzierżą teraz klucze. Wątpię, czy będą się krępować twoją obecnością, gdy którejś nocy postanowią złożyć wizytę. Przecież nie powinieneś się spodziewać, że złodzieje, którzy skradli klejnoty, jeszcze wrócą. I w ten sposób jesteśmy trochę jak barany na rzeź, ktoś może nas zabić we śnie. Heeej, Tanner! Wybacz, ale jednak spodziewam się odpowiedzi. Może masz coś do dodania, na przykład: „Człowieku, w każdej chwili możemy być oblężeni, więc musimy natychmiast odesłać kobiety do Londynu!”.
Tanner jednak nie odpowiedział. Przypominał sobie bowiem sceny z podróży  do Malvern. Panna Lydia Daughtry robiła pełną niesmaku minę, ilekroć jego kuzynka zaczynała pleść trzy po trzy. Tymczasem wcześniej w Londynie panna Jasmine Harburton wydawała się Lydii miła i zabawna, choć niezbyt mądra. Kiedy Lydia weszła do jadalni w zajeździe wsparta na ramieniu kapitana Flynna, Jasmine omal nie zabiła jej wzrokiem. Może nie chodziło o pannę Daughtry, tylko o tego mężczyznę? Przypomniał sobie, co Lydia powiedziała o skazie na policzku jego kuzynki, i minę Jasmine, kiedy Lydia coś szepnęła jej do ucha. Czyżby kuzynka zwierzyła się Lydii? A jeśli tak, to co jej powiedziała?
- Kapitan Flynn – oświadczył cichym, stanowczym głosem.
- Twój kapitan Flynn? – spytał Justin.
- Wcale nie mój… Niech ci będzie, mój kapitan Flynn. To przecież ja, dureń skończony, zaprosiłem go na kolację. On wiedział o Fitzu, o Quatre Bras… Już wtedy podejrzewałem, że mógł nasłać go Thomas. Przecież te słowa o Fitzu i kobietach…
- Czyli twój kuzyn i Flynn byli wspólnikami. Rozumiem, jaki widzisz związek. Ten człowiek chciał zerknąć na ciebie, oszacować, z kim ma do czynienia. Dlaczego jednak Flynn miałby zabić twojego kuzyna? Która z moich wiekopomnych teorii najbardziej do ciebie przemawia?
- Nie wiem.
- To dobrze, bo już się bałem, że w podeszłym wieku zgłupiałem. Tymczasem jednak powinniśmy chyba odłożyć wszystkie teorie na bok i powiedzieć Jasmine o zejściu jej szacownego rodzica. Zajmij się tym, a ja zorganizuję służbę, żeby sprowadziła ciało. Potem wrócimy do rozmowy o tym, dokąd przewieźć damy, żeby były bezpieczne.
Tanner spojrzał na drzwi do swojego domu. Tak bardzo chciał, by były otwarte, kiedy będą zbliżać się do nich z Lydią. Jak to dobrze, że spędzili razem noc w zajeździe i przeżyli piękne wspólne chwile na wzgórzach. Należało się bowiem liczyć z tym, że na następne będą musieli poczekać.

O serii - Powieść Historyczna

Powieści te opisują dworskie intrygi i salonowe skandale, niezwykłe przygody, rycerskie pojedynki, sekrety rodzinne i tajemnice wagi państwowej, czułą miłość i gorącą namiętność – a wszystko to osadzone w realiach różnych epok historycznych, począwszy od wczesnego średniowiecza aż po wiek XIX.

Powieści te opisują dworskie intrygi i salonowe skandale, niezwykłe przygody, rycerskie pojedynki, sekrety rodzinne i tajemnice wagi państwowej, czułą miłość i gorącą namiętność – a wszystko to osadzone w realiach różnych epok historycznych, począwszy od wczesnego średniowiecza aż po wiek XIX. Gorące uczucie bohaterów przedstawiono na tle historycznym, bogatym w wątki szpiegowskie lub inne pasjonujące sekrety.

Zobacz stronę serii

Dowiedz się więcej

Czytelniczki, które interesował ten produkt, oglądały również:

Opinie czytelników

Zarejestruj się, aby dodać opinię

Rejestracja użytkownika

Zarejestruj się w naszym serwisie, by oceniać książki, dodawać opinie oraz spotkać osoby, które tak jak Ty lubią czytać książki.

Zapisz się na newsletter, a otrzymasz prezent w postaci eBooka „Raj na Ziemi”, Mary Alice Monroe

Zarejestruj się lub

Hity Miesiąca

  1. 1. W cieniu starych drzew W cieniu starych drzew

    Autor:
    Penny Jordan
    Seria:
    Satine
    Ocena:
    5
    Cena:
    19.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  2. 2. Bratnie dusze Bratnie dusze

    Autor:
    Diana Palmer
    Seria:
    Romans
    Ocena:
    5
    Cena:
    34.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  3. 3. Trzej bracia Trzej bracia

    Autor:
    Nora Roberts
    Seria:
    Romans
    Ocena:
    5
    Cena:
    34.99 zł
    Kup taniej:
    Kup

Top 10 Tygodnia

  1. 1. Pozory mylą, W zamku nad Loarą Pozory mylą, W zamku nad Loarą

    Autor:
    Julia James, Christina Hollis
    Seria:
    Światowe Życie DUO
    Ocena:
    4
    Cena:
    14.99 zł
    Dostępność książki:
    Wyprzedane
  2. 2. Koło fortuny Koło fortuny

    Autor:
    Margaret Way
    Seria:
    Romans
    Ocena:
    4
    Cena:
    9.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  3. 3. Serce milionera Serce milionera

    Autor:
    Lucy Monroe
    Seria:
    Światowe Życie
    Ocena:
    5
    Cena:
    9.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  4. 4. Na paryskich salonach Na paryskich salonach

    Autor:
    Caitlin Crews
    Seria:
    Światowe Życie
    Ocena:
    5
    Cena:
    9.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  5. 5. Niezapomniany wernisaż Niezapomniany wernisaż

    Autor:
    Kate Hewitt
    Seria:
    Światowe Życie Extra
    Ocena:
    3
    Cena:
    9.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  1. Podróż w chmurach
  2. Zakochana bez pamięci
  3. Kłopotliwy spadek
  4. W cieniu starych drzew
  5. Smak czerwonego wina, Bezsenne noce

Nowość

Trzej bracia Trzej bracia

Autor:
Nora Roberts
Seria:
Romans
Ocena:
5
Cena:
34.99 zł
Kup taniej:
Kup

Przejdź do strony książki

Bezpłatny Newsletter

Zapisz się. Poinformujemy Cię o promocjach i konkursach z nagrodami.