Książę ciemności

Anne Stuart

Książę ciemności

Średnia ocena:
4.55 (11 głosów)
Ocena:
5
Autor:
Anne Stuart
Seria:
Powieść Historyczna
Liczba stron:
314
Oprawa:
miękka
ISBN:
978-83-238-8118-3
W sprzedaży od:
28.12.2011
Cena:
14.99 zł
Dostępność książki:
Wyprzedane

Zarejestruj się i:

Fragment książki Powrót

Złej sławy Francis Rohan był bogaty jak Krezus, o czym świadczył przepych pozostałej części rezydencji. Tymczasem tutaj czerwony adamaszek, którym była obita kanapa, był miejscami przetarty, a podłogę przecinały rysy. Elinor znów wydało się, że trafiła do snu, tylko innego niż wcześniej. Zwłaszcza że po kilku minutach pojawiła się przed nią pulchna zjawa.
- O, tu siedzisz, moja miła – powiedziała. – Nazywam się Clarke, jestem gospodynią. Wygląda mi pani na bardzo zmęczoną. Nic dziwnego, skoro tyle się pani naszukała. Pan Willis prosił, abym przekazała, że pani matka została znaleziona, wszystko jest w najlepszym porządku, a pan Reading odwiezie ją do domu.
Elinor z trudem wstała.
- Muszę do nich dołączyć.
- Już odjechali. Dostaliśmy wyraźne polecenia od pana hrabiego. Ma pani odpocząć, a potem wrócić do domu wygodnym powozem. Pani matce nic nie grozi. Pan Reading jest porządnym człowiekiem, mimo że zadaje się z tym towarzystwem.
- Przecież muszę…
- Wiem, moja miła. Niech pani posiedzi i odpocznie, a ja obiecuję, że wszystko będzie dobrze. Ojej, jeszcze ma pani na sobie narzutkę? O czym ten człowiek myśli?! Przecież pada na dworze, pani cała przemokła i zmarzła na kość.
Zanim Elinor zdążyła zareagować, pani Clarke ściągnęła jej narzutkę i chustę, po czym ostrożnie rozłożyła jedno i drugie przy ogniu.
- Moja matka…
- Tylko proszę go nie bronić – przerwała jej gospodyni. – To jest słodki chłopak, ale bywa bezmyślny. Ojej, trzewiki też ma pani przemoknięte.
Cmokając z niezadowoleniem, pochyliła się, by rozwiązać sznurowadła.
- Wcale nie…
Elinor próbowała wyjaśnić, że nie zamierza bronić Rohana, ale właśnie w tej chwili dotarło do niej znaczenie słów pani Clarke.
- Pani musi być w błędzie – powiedziała, usiłując odsunąć nogę. – Przyprowadził mnie tutaj hrabia de Giverney.
- No właśnie. Ja go wychowałam. Przyjechał z Anglii po tym, jak skazali go na banicję, i mam go pod opieką.
Ściągnęła z nóg Elinor oba trzewiki i postawiła je przy ogniu. Na pewno zauważyła, że są bardzo zniszczone i ciasne, ale nie powiedziała na ten temat ani słowa. Obeszła się z nimi tak, jakby były pantofelkami królowej. Gdy skończyła, zmierzyła Elinor wzrokiem.
- Trzeba przynieść pani gorącej herbaty i przekąskę.
- Nie zabawię długo – odparła Elinor, choć niewiele jej brakowało, by zemdleć z wycieńczenia.
Pani Clarke była głucha na sprzeciwy, podobnie jak jej chlebodawca.
- To potrwa minutkę, nie dłużej. Proszę posiedzieć i się rozgrzać. Kucharz panicza Francisa jest przemądrzałym Francuzem, ale umie zrobić grzankę z cynamonem i zaparzyć dobrej, mocnej herbaty. Tymczasem, panno Harriman, najbardziej potrzeba pani odpoczynku.
Elinor nie pamiętała, kiedy ostatnio przespała bez przeszkód całą noc. Matka miała skłonność do wędrówek. W zeszłym tygodniu dotarła dwie ulice dalej od ich kamienicy, ubrana jedynie w nocną koszulę. Bełkotała przy tym coś o spóźnieniu na przyjęcie. Elinor sprowadziła ją do domu i resztę nocy spędziła skulona na rogu łóżka chorej.
Pani Clarke wróciła. W pokoju rozszedł się zapach cynamonu i masła.
- Proszę bardzo – powiedziała, stawiając tacę przed Elinor. – Dobrze tu pani, prawda? Zaraz znajdę jakieś okrycie. Wprawdzie ogień jest duży, ale wygląda pani tak, jakby była o krok od przeziębienia.
Temu nie mogła zaprzeczyć. Moment później została otulona eleganckim kaszmirowym szlafrokiem.
- Biedactwo – użalała się nad Elinor pani Clarke. – Widzę, że muszę zapomnieć o manierach i usiąść obok pani. Ktoś musi przecież nalać herbaty do filiżanki, bo pani nie ma siły. Zresztą panicz Francis nigdy nie przejmował się konwenansami. – Przysiadła na krześle obok i zręcznie zdjęła babę z glinianego czajniczka. - Znajomo wygląda, prawda? – spytała, napełniając filiżankę parującym płynem. – Zabrałam ten czajniczek, kiedy wyjeżdżałam z Anglii, bo pomyślałam, że panicz Francis będzie chciał mieć pamiątkę z domu. Był wtedy bardzo młody i stracił wszystko: rodzinę, dom, rodzinny kraj.
Elinor nie zamierzała się dopytywać o szczegóły. Słyszała plotki na ten temat, ale zmienne losy arystokratycznej angielskiej emigracji w Paryżu nieszczególnie ją interesowały.
- No tak – mruknęła.
- Nie chce pani o nim rozmawiać – podjęła niezrażona tym pani Clarke. – Nawet to rozumiem. Z niego rzeczywiście jest niezgorszy hultaj, ale ma swoje powody.
- Nie przychodzi mi na myśl ani jeden, który mógłby usprawiedliwiać jego… - Elinor zamierzała powiedzieć „występność”, lecz uznała, że nie byłoby to rozsądne. – Jego zachowanie.
- Nie dziwię się. Po prostu jest pani za młoda, żeby pamiętać. – Musiała uznać, że dość już tego tematu. – Ogrzejemy panią, nakarmimy i wyprawimy z powrotem do domu – orzekła gospodyni.
Co sprawiło, że Rohan wbrew własnej woli opuścił Anglię? Jakiś skandal? Mniejsza o to, uznała Elinor. To nie jej sprawa.
- Wygląda mi pani na osobę, która pije herbatę bez mleka – ciągnęła pani Clarke – Wydaje mi się jednak, że akurat teraz potrzeba czegoś krzepiącego.
Elinor zrezygnowała z dodatków do herbaty już ponad rok temu, twierdząc, że chce lepiej czuć smak naparu. Tak naprawdę jednak śmietanę i cukier, jeśli akurat mieli je za co kupić, przeznaczała dla Lydii. Herbata podana przez panią Clarke wydała jej się więc prawdziwą ambrozją, tym bardziej że pijąc ją, niczego nie odbierała siostrze.
- Muszę przynieść jeszcze jedno okrycie – zdecydowała gospodyni, wstając. – Nie wiem, co mnie naszło. Tak dawno nie doglądałam prawdziwej angielskiej młodej damy, że mówię stanowczo za dużo.
- Nie tęskni pani za Anglią?
- Tęsknię, moje dziecko, nie może być inaczej. Jednak nie opuściłabym panicza Francisa. W każdym razie na pewno nie zrobię tego, póki panicz nie skończy z tymi niemądrymi zabawami i nie ustatkuje się w małżeństwie.
- Zdaje mi się, że Zastępy Niebieskie zbierają się tutaj już od wielu lat – powiedziała Elinor. To też wiedziała z plotek. – Może powinna jednak pani zrezygnować z czekania.
- Niedorzeczność – oświadczyła stanowczo pani Clarke. – Proszę zjeść grzankę, moja miła. Zaraz wrócę.
Cienkie grzanki posypane cynamonem były pyszne. Jednak Elinor zanadto zgłodniała, by rozkoszować się ich smakiem, i pochłonęła je w okamgnieniu. Zamknęła oczy, wciąż trzymając w dłoni filiżankę. Stare, delikatne naczynie z cieniutkiej porcelany naznaczonej siateczką drobnych pęknięć wewnątrz. Było częścią tego magicznego świata, w którym Elinor czuła się bezpieczna. Nie było tu tracących zmysły matek ani młodszych sióstr, służby, którą trzeba nakarmić, a przede wszystkim nie było Francisa Rohana.
Usłyszała trzask otwieranych drzwi i poczuła, że ktoś wyjmuje jej filiżankę z dłoni. Powinna była otworzyć oczy, zażądać, by natychmiast odwieziono ją do domu, lecz zabrakło jej siły. Uznała, że jeśli jeszcze trochę odpocznie, niczego to nie zmieni. Po powrocie zastanie matkę w stanie kompletnego odrętwienia, więc przez kilka dni będzie spokój. Pomyślała jeszcze, że w najbliższym czasie będzie się musiała martwić jedynie o to, co dalej robić.

Wyjął jej filiżankę z ręki i odstawił na niedużą tackę. Pani Clarke nieufnie się mu przyglądała. Znała go od podszewki. Była jedyną osobą na świecie, która wiedziała o wszystkich jego wadach, przejawach próżności i karygodnych nałogach. Mimo to kochała go miłością rodzicielki, której z trudem starcza cierpliwości, by znosić wybryki syna.
Prawdę mówiąc, nie była dużo starsza od niego. Do służby wstąpiła, mając dwanaście lat, i niemal od razu polecono jej się zająć najmłodszym synem wicehrabiego Rohana, Francisem. Chorowitym, humorzastym chłopcem początkowo opiekowała się Polly Siddons, okazało się jednak, że dwunastolatka radzi sobie z tym znacznie lepiej. Od tej pory była z nim stale, a po klęsce 1745 roku pojechała z nim do Paryża..
- I co pan robi z tą młodą damą? – spytała groźnie pani Clarke. – Skoro przyprowadził ją pan tutaj, to oboje dobrze wiemy, że nie należy do pańskich ślicznotek, czyli nie ma tu dla niej miejsca.
- To prawda – przyznał. – Odeślę ją do domu całą i zdrową, a w dodatku nietkniętą. Jest pani moją gospodynią dostatecznie długo, by wiedzieć, że nie znajduję upodobania w niewinnych pannach. Poza tym ona nie jest w moim guście, prawda? Przykładam dużą wagę do urody.
- To są reguły z innej części pałacu, paniczu. Tych pokojów to nie dotyczy. Tu panicz jest skłonny bardziej niż gdzie indziej doceniać to, co naprawdę ma wartość. Dlatego nie podoba mi się obecność tej panny.
Mnie się podoba, pomyślał zaskoczony.
- Proszę się nie martwić, pani Clarke. Odeślę ją do jej niewydarzonej rodziny natychmiast, gdy tylko się zbudzi.
- Biedaczka była śmiertelnie zmęczona – powiedziała gospodyni. – Należy jej się odpoczynek. Niech pan jej nie dręczy.
- Nie będę – zapewnił. – Sam się zdrzemnę. Podejrzewam, że po przebudzeniu będzie chciała mnie zbić pogrzebaczem, ale jestem gotów zaryzykować. Może pani się położyć.
Gospodyni przesłała mu powątpiewające spojrzenie, które zawsze wywoływało u niego poczucie, że znów ma dwanaście lat, ale w końcu skinęła głową.
- Tylko proszę porządnie się zachowywać, paniczu. Ta panna ma dość kłopotów na głowie. Nie potrzebuje dodatkowych komplikacji.
- Niech pani okaże mi trochę zaufania – powiedział, kierując się ku niewielkiej kanapie. – Chcę tylko ułatwić jej życie.
Pani Clarke pokręciła głową, ale odeszła. W pokoju było słychać trzask ognia w kominku, deszcz bębniący o szyby i spokojny, rytmiczny oddech panny Harriman. Kanapa nie była wygodna, ale wystarczyła, by go pomieścić. Pamiętał z młodych lat, że gdy sypiał na tej samej kanapie w domu ojca w Yorkshire, wydawała mu się niesłychanie elegancka.
Biednie ubrana panna, na którą spoglądał, nie zadziwiała urodą. Zaletami ciała z pewnością nie mogła konkurować z Marianne. Mimo to jej twarz była interesująca. Drobne skupiska piegów, które zauważył na policzkach, bardzo mu się podobały. Usta wyglądały kusząco, zapraszały do pocałunków, których z pewnością dotąd nie zaznały wielu. Był jeszcze nos. Wąski i szlachetny długością przekraczał kanony piękna tylko nieznacznie. Co więcej, też był na swój sposób atrakcyjny. Z modnym noskiem guziczkiem ta sama twarz wydawałaby się nieciekawa.
Mógł powierzyć Elinor opiece Readinga. Z pewnością wolałaby odjechać do Paryża tym samym powozem, co jej kompletnie pijana matka. Zatrzymał ją również dlatego, że lady Caroline zachowywała się dość wojowniczo i musiał dać jej do towarzystwa dwóch krzepkich lokajów, aby nie sprawiała kłopotów Readingowi. Lepiej, żeby ta surowa młoda dama wróciła do domu, gdy jej matka zostanie okiełznana. Dla pełnego bezpieczeństwa polecił zresztą Readingowi, aby jeden z lokajów został u Harrimanów do czasu, aż domownicy uznają, że dadzą sobie radę z lady Caroline.
Nie było zresztą pewne, czy w ogóle można na to liczyć. Widział, jak przeklinała lokajów i próbowała ich dosięgnąć pięściami. Syfilis odebrał jej rozum i dla wszystkich byłoby najlepiej, żeby zeszła z tego świata. Zastanawiał się nawet, czy jej w tym pomóc. Ta sekutnica miała z nim w przeszłości niewiele wspólnego, więc nikt nie podejrzewałby, że stoi za jej śmiercią. Policja w Paryżu słynęła z lenistwa. Śmierć arystokratki na emigracji nie wywołałaby większego poruszenia niż inne podobne zdarzenia. Zresztą w jego domu przy Rue Saint-Honoré pozwalano mu robić, co tylko chciał. Inna sprawa, że nikt tam dotąd nie umarł, przynajmniej o ile było mu wiadomo.
Doszedł do wniosku, że swoje nieoczekiwane skłonności charytatywne powinien tymczasem powściągnąć. Życie panny Harriman mogło być nie do zniesienia, ale nie do niego należało zmieniać je na lepsze, a tym bardziej usuwać z niego przeszkody. Tymczasem czekała go nie lada gratka, spanie z najprawdziwszą dziewicą. Bawiła go myśl, że panna Harriman będzie na niego pomstować. Nie zapomni do końca życia, że spali obok siebie niemal na wyciągnięcie ręki, choć naturalnie do niczego nie doszło. Z tą myślą zamknął oczy. Gdy zasypiał, na wargach igrał mu złośliwy uśmiech.

Minęła piąta rano, a Lydia Harriman wciąż czuwała. Wprawdzie w nocy położyła się do łóżka, ale spędziła trzy okropne godziny, przewracając się z boku na bok, w końcu więc skapitulowała, wstała i znów się ubrała.
Zniknięcie matki nie było niczym niezwykłym, lady Caroline opuszczała dom czasem nawet na kilka dni i nie było na to rady. Ostatnio jednak jej stan się pogorszył. W rozmowach matka coraz częściej podnosiła głos i przeklinała, a jej oczy przybierały dziwny wyraz. Nieustannie skarżyła się, że jest jej zimno nawet przy rozpalonym ogniu. Gdy dostawała napadu wściekłości, trzeba było przywiązywać ją do łóżka, żeby nie zrobiła sobie krzywdy. Zresztą, była wtedy groźna również dla otoczenia. Niania na wszelki wypadek trzymała wszystkie noże pod kluczem. Lydia pragnęła czasem, żeby z następnej eskapady matka po prostu nie wróciła.
Tym razem zaginęła również Elinor.
Świt wyglądał złowieszczo. Lydia starała się nie dokładać zbyt wiele drew do ognia. Nie wiadomo, na jak długo będą musiały im starczyć te resztki, które mieli. Elinor próbowała chronić ją przed złymi wiadomościami, a Lydia była gotowa udawać, że o niczym nie wie, jeśli tylko siostrze dodawało to otuchy. Elinor zawsze miała cechy przywódcze w najlepszym tego słowa znaczeniu, więc naturalnie nie chciała słyszeć o tym, że Lydia mogłaby dźwigać część ciężaru. Wprawdzie sytuacja wymknęła im się spod kontroli już wiele miesięcy temu, ale to niczego nie zmieniało.
Gdy usłyszała hałas w kuchni, rzuciła się w tę stronę, omal nie przewracając krzesła. Najpierw spotkała nianię w szlafroku i czepku. Zaraz potem wszedł Jacobs, ale sam.
- Gdzie reszta, ty stary głupku? – spytała Maude, zanim Lydia zdążyła otworzyć usta.
Stangret zwiesił głowę.
- Pojechaliśmy za miasto, aż do piekielnej siedziby tego diabła. – Zwrócił się do Lydii. – Nie dało się jej powstrzymać. Odeszła, a mnie nie wpuścili. Próbowałem walczyć, ale ich było dużo. I co ja, stary, mogłem im zrobić? Już nie ta siła co kiedyś.
- Rozumiemy – powiedziała uspokajającym tonem Lydia.
- Mnie nikt by nie powstrzymał – oświadczyła zajadle niania. – Jesteś głupcem i tchórzem.
- Takiej megiery jak ty nikt nie ważyłby się tknąć, ty stara, zbzikowana babo! – odpalił i wieczny spór rozgorzał.
- Przestańcie natychmiast! – przerwała im Lydia. – Jacobs, wciąż mi nie powiedziałeś, gdzie one są. W pałacu tego człowieka?
- Tak – potwierdził. – Matka panienki pojechała grać w karty. Byłem pod pałacem niecałą godzinę i przez cały czas próbowałem dostać się do środka. W końcu sami przyszli po mnie. Powiedzieli, żebym zabierał powóz i wracał do miasta, a matka i siostra panienki przyjadą potem.
- Jaki powóz?
Jacobs, który już wcześniej wydawał się zakłopotany, teraz zapomniał języka w gębie.
- Powóz… tak… właśnie chciałem powiedzieć… powóz… - Odchrząknął. – Musiałem pożyczyć powóz.
- Musiałeś ukraść powóz – poprawiła go Lydia. – Nic się nie stało, Jacobs. Wiem, że robiłeś to już wcześniej. Czy przynajmniej udało ci się odstawić powóz tak, żeby nikt nie zauważył?
- Niezupełnie, panno Lydio, ale zdążyłem uciec. Hałasu o to na pewno nie będzie, bo przecież wszystko jest znowu na miejscu.
- Nie ma tylko mojej matki i siostry.
- Ludzie hrabiego obiecali mi, że one przyjadą do domu eleganckim ekwipażem i że będzie im wygodniej.
- Musisz ukraść jeszcze jeden powóz, Jacobs. Zaraz tam pojadę.
- Jest już dzień, panienko. Nie mogę tego zrobić.
- Wobec tego pójdę piechotą – oświadczyła zdecydowanie Lydia. – Nie zamierzam siedzieć z założonymi rękami, kiedy moja rodzina…
Urwała, słysząc hałas na schodach. Pobiegła do sieni i otworzyła drzwi na oścież.
- Och, Nell, tak się o ciebie martwiłam!
Głos uwiązł jej w gardle, gdy przekonała się, że na progu stoi mężczyzna. Jego twarzy właściwie nie widziała, bo miał za plecami słońce, on za to z pewnością mógł obejrzeć ją dokładnie.
- Obawiam się, że to nie Nell. – Miał niski, dźwięczny głos i angielski akcent. Był jak żywe wspomnienie dawnych czasów. – Rozumiem, że pani jest jej siostrą. Przywiozłem pani matkę. Będę zobowiązany, jeśli pokaże mi pani, gdzie moi ludzie mogą ją wnieść.
- Naturalnie. – Potrzebowała chwili na zebranie myśli. – Do głównej sypialni, proszę.
Zza pleców obcego usłyszała wycie i przekleństwa. Nie ulegało wątpliwości, że matka wpadła w szał, a nie było Elinor, która najlepiej potrafiła ją uspokoić.
– Musimy ją związać, ale nie wiem, gdzie się podziały sznury - powiedziała.
- Proszę się nie martwić, panno Harriman – odparł spokojnie. – Moi ludzie dadzą sobie radę.

Powrót

Rejestracja użytkownika

Zarejestruj się w naszym serwisie, by oceniać książki, dodawać opinie oraz spotkać osoby, które tak jak Ty lubią czytać książki.

Zapisz się na newsletter, a otrzymasz prezent w postaci eBooka „Raj na Ziemi”, Mary Alice Monroe

Zarejestruj się lub

Hity Miesiąca

  1. 1. W cieniu starych drzew W cieniu starych drzew

    Autor:
    Penny Jordan
    Seria:
    Satine
    Ocena:
    5
    Cena:
    19.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  2. 2. Bratnie dusze Bratnie dusze

    Autor:
    Diana Palmer
    Seria:
    Romans
    Ocena:
    5
    Cena:
    34.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  3. 3. Trzej bracia Trzej bracia

    Autor:
    Nora Roberts
    Seria:
    Romans
    Ocena:
    5
    Cena:
    34.99 zł
    Kup taniej:
    Kup

Top 10 Tygodnia

  1. 1. Pozory mylą, W zamku nad Loarą Pozory mylą, W zamku nad Loarą

    Autor:
    Julia James, Christina Hollis
    Seria:
    Światowe Życie DUO
    Ocena:
    4
    Cena:
    14.99 zł
    Dostępność książki:
    Wyprzedane
  2. 2. Koło fortuny Koło fortuny

    Autor:
    Margaret Way
    Seria:
    Romans
    Ocena:
    4
    Cena:
    9.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  3. 3. Serce milionera Serce milionera

    Autor:
    Lucy Monroe
    Seria:
    Światowe Życie
    Ocena:
    5
    Cena:
    9.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  4. 4. Na paryskich salonach Na paryskich salonach

    Autor:
    Caitlin Crews
    Seria:
    Światowe Życie
    Ocena:
    5
    Cena:
    9.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  5. 5. Niezapomniany wernisaż Niezapomniany wernisaż

    Autor:
    Kate Hewitt
    Seria:
    Światowe Życie Extra
    Ocena:
    3
    Cena:
    9.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  1. Podróż w chmurach
  2. Zakochana bez pamięci
  3. Kłopotliwy spadek
  4. W cieniu starych drzew
  5. Smak czerwonego wina, Bezsenne noce

Nowość

Trzej bracia Trzej bracia

Autor:
Nora Roberts
Seria:
Romans
Ocena:
5
Cena:
34.99 zł
Kup taniej:
Kup

Przejdź do strony książki

Bezpłatny Newsletter

Zapisz się. Poinformujemy Cię o promocjach i konkursach z nagrodami.