Magia jemioły
Sophia James
- Średnia ocena:
- 4.91 (11 głosów)
- Ocena:
-
- Seria:
- Romans Historyczny
- Liczba stron:
- 272
- Oprawa:
- miękka
- ISBN:
- 978-83-238-8129-2
- W sprzedaży od:
- 26.10.2011
- Cena:
- 12.99 zł
- Dostępność książki:
- Wyprzedane
Zarejestruj się i:
-
Oceń książkę
Zaznacz tyle gwiazdek na ile oceniasz książkę
- Oznacz jako przeczytaną
- Chcę przeczytać tę książkę
- Skomentuj tę książkę
-
O książce
Anglia, XIX wiek
Chęć zemsty na Danielu Davenporcie mobilizuje Lucasa Clairmonta do odbycia długiej podróży z Ameryki do Anglii. Chce ujawnić prawdziwe oblicze człowieka, który uwiódł mu żonę i oszukał stryja. Wprawdzie oboje nie żyją, ale, jego zdaniem, ich krzywda wymaga zadośćuczynienia. W Londynie, w salonach socjety, przybysz z Ameryki jest ledwie tolerowany. Przejawiająca się w sposobie bycia silna osobowość i obcy akcent nie zyskują powszechnej aprobaty, natomiast wzbudzają zainteresowanie panny Lilliany. Ta chłodna piękność, zasłużenie uchodząca za wzór dobrych manier, odrzuca kolejnych konkurentów. Jej ojciec, zniecierpliwiony kaprysami córki, nalega na zamążpójście i nawet stawia ultimatum. Tymczasem Liliana jest zauroczona Lucasem…
Fragment książki:
Ernest Davenport czytał dokumenty rozłożone przed nim na biurku, a adwokat David Kennedy przyglądał mu się z drugiego końca biblioteki z dużym zainteresowaniem.
- Twierdzi pan więc, że panu Clairmontowi daleko do ubóstwa? – spytał lord Davenport. – Że ma kilka dużych majątków w Wirginii i dość pieniędzy, aby mnie wykupić?
- To może być dość skromny szacunek.
- Mówi pan ponadto, że w razie gdybym postanowił przyjąć tę propozycję małżeństwa, jest ona opatrzona wyraźnym warunkiem, aby moja córka pod żadnym pozorem nie dowiedziała się o bogactwie pana Clairmonta?
- Zwracam panu uwagę, że reputacja pańskiej córki została… splamiona, więc jest to najszybszy i najskuteczniejszy sposób, żeby zapewnić jej powrót do towarzystwa. Mojemu klientowi bardzo zależy również na tym, aby wspomniana dama nie decydowała się na ślub ze względu na jego pieniądze, stąd żądanie dochowania tajemnicy.
- Dlaczego Lucas Clairmont chce się ożenić z kobietą, która ma wiele powodów, by go nienawidzić?
- Piętnaście lat jestem adwokatem, ale motywów moich klientów jeszcze nie nauczyłem się rozumieć. Odgrywam tu rolę posłańca przewożącego wiadomości i oświadczenia woli.
- Domyślam się, że również honorarium nie jest tu bez znaczenia.
- To prawda, ale nie mam zwyczaju przyjmować pod swoje skrzydła klienta, nie mając niezbitej pewności co do jego honorowego charakteru.
- Twierdzi pan więc, że on nie jest oszustem.
- Stanowczo nie. Dodałbym również, ponieważ sam jestem ojcem, że byłbym bardzo ostrożny, rozważając odrzucenie takiej fortuny.
- Rozumiem.
- Mój klient wyraża nadzieję, że panna Davenport zostanie jego narzeczoną na początku przyszłego tygodnia. W tym celu postarał się o specjalną licencję, umożliwiającą zawarcie małżeństwa w dowolnym miejscu i czasie.
Lord Ernest uniósł pióro, na którego stalówce widać było kroplę atramentu.
- Proszę mu przekazać, że moja córka się zgadza. Ślub odbędzie się tu na miejscu, w kaplicy Fairley Manor. Proszę mu też powiedzieć, że jeśli jeszcze raz ją skrzywdzi, znajdę go i zabiję.
- Przekażę mu każde pańskie słowo.
Po głosie prawnika można się było zorientować, że cała ta sytuacja wydaje mu się absurdalna.
- Proszę mnie nie zawieść, panie Kennedy.
- Co takiego zrobiłeś?!
- Moja droga, przyjąłem w twoim imieniu propozycję małżeństwa złożoną przez pana Clairmonta, ponieważ jako ojciec uważam, że jest to jedyna rozsądna i właściwa decyzja.
- Właściwa? Rozsądna? To biedak i kłamca, a do tego hazardzista. Czy chcesz mi powiedzieć, że spokojnie oddajesz przyszłość Fairley w ręce człowieka, który najprawdopodobniej roztrwoni wszystkie pieniądze?
- Tak.
- Oszalałeś, ojcze. Nie możesz poważnie myśleć o powierzeniu naszego majątku człowiekowi, który okazał się bardzo niesolidny.
- Sądzę, Lillian, że nazbyt surowo go oceniasz. Gdybyś zamiast tego spojrzała na to małżeństwo jak na umowę korzystną dla was obojga…
- Nie!
- Specjalna licencja jest gotowa, ślub został wyznaczony na poniedziałek.
Nagle Lillian przypomniała się idiotyczna rymowanka:
„W poniedziałek ślub bogactwo wróży,
młodym z wtorku zdrowie zawsze służy,
środa jest najlepszym dniem ze wszystkich…”
- Nie uwierzę. On cię szantażuje? Zagroził ci w jakiś sposób?
Na tę myśl zrobiło jej się słabo. To nie był jej ojciec. W niczym nie przypominał ostrożnego i rozważnego człowieka, który prędzej dałby sobie rękę uciąć, niż pozwolił, by Fairley Manor wpadł w ręce nieodpowiedniego zięcia.
- Gdyby tak było, poleciłbym ci go oddalić.
- A jeśli oddalę go, nie zważając na twoje zdanie?
- Wtedy przez tę jedną nierozważną omyłkę, którą popełniłaś w życiu, na zawsze pozostaniemy więźniami Fairley Manor. Ani nie będziemy częścią towarzystwa, ani nie zostaniemy dopuszczeni do uczestnictwa w życiu wsi.
Przez jej omyłkę! I teraz miała do wyboru poświęcić siebie albo rodzinę.
- Jeśli zmusisz mnie do tej maskarady, ojcze, to nie wybaczę ci tego i nigdy nie zrozumiem.
- Jestem innego zdania, córko, szczerze bowiem wierzę w to, że z czasem zrozumiesz.
W ostatniej chwili Lillian, nadal niepogodzona z decyzją ojca w sprawie jej ślubu z Lucasem, nie zadała sobie wiele trudu i wybrała kremową suknię z jedwabiu, którą miała gotową po ostatnim sezonie. W dłoniach trzymała jednak gałązkę wonnego białego wawrzynku ze szklarni w Fairley, nie chciała bowiem wyrzekać się wszelkich oznak dobrego gustu.
Lucas Clairmont przyglądał jej się, stojąc przy ołtarzu. Nie widziała go od dnia jego niespodziewanej i burzliwej wizyty. Od tego czasu siniaki na jego twarzy przybrały żółtawo-zielonkawy odcień, lewe oko wciąż otaczała opuchlizna. Sądząc ze sposobu, w jaki trzymał prawą dłoń na żebrach, również one musiały sprawiać mu ból. Pomyślała, że całe jego życie zdaje się toczyć od awantury do awantury i nie przybiera spokojnego rytmu stosownego dla wygodnej egzystencji dżentelmena.
Łzy, które przez cały tydzień raz po raz cisnęły jej się do oczu, znów dały o sobie znać. Źle to wróżyło wspólnej przyszłości.
Ławy kościelne zajęte przez gości panny młodej były pełne. Natomiast po stronie pana młodego siedziały tylko cztery osoby: St Auburnowie i lord Stephen Hawkhurst w towarzystwie mocno starszego mężczyzny.
Skupiwszy wzrok na wazonie z kwiatami, umieszczonym na stole przy chrzcielnicy, Lillian z przykrością zauważyła w nim białe goździki nie pierwszej świeżości. Zresztą, ktoś z krewnych postarał się, aby tandetnie wyglądające dekoracje z przekwitających kwiatów i papieru przyczepić do wszystkich ław. Najchętniej by je pozdzierała.
Idąc do ołtarza, pilnowała, aby nie potknąć się o szeroki i suty dół sukni lub nie zaczepić nim o pełne drzazg dębowe ławy. Gdy muzyka umilkła, Lillian przystanęła obok przyszłego męża, którego strój uznała za zaskakująco dobrze skrojony. Czyżby lord Hawkhurst pożyczył surdut panu młodemu? Szybko jednak zaniechała rozważań. Mniejsza o to, co on ma na sobie i jak wygląda. Może doszedł do wniosku, że skoro jak z nieba spadł mu jej posag, powinien zadbać o to, aby się dostosować do otoczenia.
Inna sprawa, że gdy zerknęła na Lucasa, nie odniosła wrażenia, że czuje się szczególnie onieśmielony w zgromadzeniu, którego członkowie znacznie przerastali go rangą, pozycją i majątkiem. Mimo skaleczeń i siniaków wydawał się bardzo pewny siebie i zadowolony. Zupełnie jakby był tam, gdzie chciał się znaleźć.
Czy kiedykolwiek uda jej się go zrozumieć? Czy on kiedykolwiek pojmie, jak głęboko ją zranił? W każdym razie, ojciec musiał zdawać sobie z tego sprawę, bo z wyrazem zatroskania, malującym się na twarzy, wyglądał jak stary, zmęczony człowiek.
Pastor uniósł Biblię.
- Zebraliśmy się tutaj, aby udzielić ślubu Lucasowi Morganowi Clairmontowi i Lillian Jewell Davenport.
Lillian Clairmont! Trudno jej było wypowiedzieć słowa, których ksiądz od niej oczekiwał.
- …kochać i otaczać opieką od dziś aż do dnia, póki śmierć nas nie rozłączy.
Co za puste słowa! Zastanawiało ją, dlaczego Bóg nie ześle na kościół trzęsienia ziemi albo gradobicia lub przynajmniej nie zmusi swojego przedstawiciela do zakwestionowania intencji ślubu. Tymczasem pastor w dalszym ciągu monotonnie recytował formułki.
Nic w tym małżeństwie nie było takie jak w jej dawnych wyobrażeniach. Kiedy Lucas Morgan Clairmont ujął jej rękę i wsunął na palec obrączkę, potraktowała ten ceremoniał jak jeszcze jeden męczący dodatek do koszmarnego dnia.
Obrączkę ze złota zdobił duży rubin. Wykonał ją niewątpliwie ktoś, kto uważał, że im większa, tym lepsza. Nie była tania, ale raziła przepychem. Czy Lucas ukradł obrączkę? A może wygrał ją w karty? Szybko schowała dłoń w fałdach spódnicy, zażenowana pretensjonalnością gustu jubilera. Ona dała mu zwykłą złotą obrączkę z wygrawerowanymi inicjałami małżonków i datą.
Gdy ksiądz zaproponował, aby państwo młodzi wymienili pocałunek, Lucas zignorował tę sugestię i odwrócił się ku wyjściu. Ruszył, a Lillian ledwie mogła za nim nadążyć. Starała się nie patrzyć w oczy mijanym ludziom i czuła, jak przy pośpiesznych krokach suknia ociera jej się o nogi.
Kiedy to się skończy? Lucas starał się zachować spokój umysłu, chociaż odkąd wrócił do Anglii, przychodziło mu to z wyjątkową trudnością.
Skoczył do wody przejęty niemałym strachem dziesięć mil od linii brzegowej, nie wiedząc, czego może się spodziewać po oceanie i czy da radę. Przed tym pływał jedynie w rzece. Tylko myśl o Lillian sprawiła, że ciężko pracując ramionami, zbliżał się jednak do lądu, pokonując grzywiaste fale i nieprzyjazne prądy. I po co? Lillian zdawała się go nienawidzić, a jej ciotka, lady Taylor-Reid, sprawiała wrażenie, jakby widziała ducha, który wrócił ze świata umarłych.
Lucas ciężko westchnął. Najchętniej rzuciłby oskarżenie w twarz ciotce Lillian, wiedział jednak, że nie może tego zrobić. Nie bardzo rozumiał też, co właściwie wyprawia. Już raz popełnił błąd i ożenił się z niewłaściwą kobietą, więc teraz, gdy stracił część entuzjazmu, jaki ogarnął go na wiadomość, że Lillian zgodziła się go poślubić, pozwolił, by ogarnęło go złe przeczucie.
Nie znosił ślubów, nie cierpiał niewiele znaczących przysiąg, które towarzyszyły tym uroczystościom, tak chętnie później nie dotrzymywanych. Atmosfery radości, prawie zawsze podszytej niepewnością. Lillian ledwie na niego spojrzała i wyrwała mu dłoń z ręki, gdy tylko obrączka znalazła się na jej palcu. Specjalna licencja, o którą się postarał, wydała mu się nagle zupełnie bezwartościowa.
Może lepiej było wyciągnąć prosty wniosek z widocznej niechęci świeżo poślubionej małżonki i odpłynąć do Ameryki, gdzie czekały na niego ziemie i domy. Tam życie było łatwe. Rzeczywiście łatwe? Jeszcze trzy miesiące temu tak nie uważał. Zżerało go poczucie winy.
Wierzył w to, że Lillian uwolniła go od poczucia winy swoją dobrocią, a to, co wydawało mu się niemożliwe, porozumienie między mężczyzną a kobietą, wzajemne oczarowanie, stało się nagle osiągalne. Sądził, że spotkał piękną kobietę, której urodą się zachwycił, ale też którą polubił i szanował. Nie, nie może po prostu odwrócić się plecami i odejść.
- Coś ty taki zamyślony, Lucas?
Hawkhurst podał mu szklankę lemoniady.
- Rozmyślałem właśnie o tym, że moja oblubienica nie wygląda na szczęśliwą.
- Nathaniel powiedział, że Cassandra też wyglądała smutno w dzień ich ślubu.
- I uciekła od niego następnego dnia, pamiętasz?
Stephen uśmiechnął się.
- O tym zapomniałem.
Obaj odwrócili się nagle, zaintrygowani nagłym ruchem pod ścianą pokoju.
- Wygląda na to, że Alfred zapoznał się z twoją wybranką. Jak myślisz, ile czasu Lillian potrzebuje, aby zauważyć, że mój wuj nie ma piątej klepki?
- Chyba już to spostrzegła – odrzekł Lucas. – Zdaje się, że wuj właśnie próbuje ściągnąć jej z palca obrączkę. Może zdołasz go namówić, żeby tego nie robił.
Zanim jednak którykolwiek z nich zdążył się ruszyć, Lillian definitywnie rozwiązała ten problem. Ściągnęła obrączkę z palca i podała ją wujowi, który podszedł do okna i zaczął oglądać klejnot pod światło.
- Pierwszy raz widzę coś takiego – zauważył Hawkhurst. – Rzadko się zdarza, żeby ktoś z wrzaskiem przed nim nie uciekł.
- Nie poczekała też, by odebrać mu obrączkę – dodał Lucas, widząc, że Lillian odchodzi. – Sądzisz, że ona ma pojęcie, ile to jest warte?
- Przecież jest elegancką damą. Na moje wyczucie wie to doskonale, potrafi oszacować co do pensa.
- Dlaczego więc mu ją zostawiła?
- Twoja babka nigdy nie słynęła z artystycznego smaku.
- Dostała tę obrączkę od kochanki księcia Gloucester.
- I to widać!
Po tej uwadze przyjaciela Lucas zdecydował:
- Kupię jej inną.
- Obrączka wydaje mi się najmniejszym problemem – orzekł Stephen Hawkhurst. - Twoja żona wygląda na przygnębioną.
- Uważa, że celowo ją opuściłem.
- Nie powiedziałeś jej o porwaniu? Czemuś tego nie zrobił, do diabła?
Lucas milczał.
- Coś podobnego! Podejrzewasz, że ona ma z tym coś wspólnego? – spytał z przejęciem Stephen.
- Nie.
Powiedział to tak głośno, że głowy stojących w pobliżu osób obróciły się w ich kierunku. Przypomniały mu się kłamstwa Elizabeth, z początku drobne, potem coraz poważniejsze. Starał się zrozumieć zmiany jej nastroju i wybuchy gniewu. Kłamstw Lillian nie zniósłby z pewnością.
Gdy podszedł do nich Nathaniel, który klepnął go po plecach i dał znać, że wkrótce zaczną się mowy, Lucas odetchnął z ulgą. Spróbował zapomnieć o swoich strapieniach i poszedł na honorowe miejsce, by stanąć obok Lillian.
Lucas swobodnie gawędził z przyjaciółmi, podczas gdy ona stanęła z boku, ponieważ z trudem panowała nad emocjami. Dlaczego zabrakło jej uporu i uległa ojcu? Czekało ją niechciane małżeństwo, całe lata pod jednym dachem z mężczyzną, który w gruncie rzeczy jest jej obcy, a ponadto nieprzewidywalny. Była zdenerwowana i przybita. Akurat gdy myślała o tym, że chętnie zdjęłaby obrączkę, podszedł do niej mocno starszy mężczyzna i niemal ściągnął ją z ręki. Spytała, kim jest, a on przedstawił się jako wuj Stephena Hawkhursta. Wszystko wskazywało na to, że nie jest zrównoważony.
Lilian przycisnęła dłoń do skroni, coraz bardziej bowiem bolała ją głowa, a tymczasem zapowiedziano mowy. Z lękiem zastanawiała się, co powie jej ojciec i z czym wystąpi Lucas.
Czy właśnie w tym momencie fiasko uroczystości osiągnęło swoje apogeum? Omiotła wzrokiem salę i z zadowoleniem przekonała się, że nie widzi kuzyna Daniela. Przynajmniej jedno zmartwienie mniej. Za to Patrick wydawał się zdecydowany śledzić każdy jej krok, choć nie miała pojęcia, czy robi to z powodu skłonności opiekuńczych, czy raczej z potrzeby prężenia mięśni.
Deszcz zabębnił w szyby. „Pannie młodej się poszczęści, jeśli słońce na nią świeci...” Tego dnia przychodziły jej do głowy wyłącznie jakieś głupie rymowanki, które brzmiały jak szyderstwo.
Toasty rozpoczął jej ojciec, który wzniósł kieliszek i odczekał, aż zapadnie cisza.
- Za państwa młodych – powiedział, spoglądając na Lillian. – Niech żyją razem długo i szczęśliwie!
- I owocnie – dodał ktoś głośno i goście się roześmieli.
Niedoczekanie! To obcesowe przypomnienie o tym, co może jej przynieść najbliższa noc, obudziło w niej przestrach. Czy Lucas Clairmont będzie oczekiwał od niej świadomego udziału w tym, co do niego należy? Czy sumienie pozwoli mu zażądać tego, co niecałą godzinę temu obiecała mu przed ołtarzem? Przecież wie, co ona myśli o tej maskaradzie.
„Kochać i otaczać opieką…”
Jeśli on sądzi, że ja… Zaryzykowała ukradkowe spojrzenie na męża, a wątły uśmiech, którym jej odpowiedział, bynajmniej nie poprawił jej samopoczucia. Nawet wręcz przeciwnie, ponieważ w jego bursztynowych oczach dostrzegła błysk pożądania.
Zadrżała i wtedy nieoczekiwanie Lucas Clairmont podszedł do niej bliżej i stanął tak, że dotykał jej ramieniem. Czy był to gest pokrzepienia? Miała taką nadzieję, choć w głębi duszy bardzo w to wątpiła. Anne Weatherby i Cassandra St Auburn, stojące razem po drugiej stronie sali, uśmiechnęły się do niej. Lillian bardzo żałowała, że nie przyszła Eleanor Wilcox-Rice, ale oczywiście w tych okolicznościach nie było to możliwe, a oficjalny list, jaki otrzymała od niej w odpowiedzi na swój bilecik, nie pozostawiał wątpliwości co do tego, że dalsza korespondencja między nimi jest niepożądana.
Lillian znów poświęciła całą uwagę mężowi. Z coraz większym niepokojem czekała na jego wystąpienie. Lucas odczekał chwilę, jakby zastanawiał się nad tym, co chce powiedzieć, a kiedy zaczął, nie wydawał się ani speszony, ani zdenerwowany.
- Ku mojej radości Ernest Davenport oddał mi za żonę swoją córkę, chcę więc podziękować mu za szczodrość. – Lillian zastanowiło, dlaczego jej ojciec odwrócił spojrzenie. Czyżby nie dostrzegła czegoś ważnego? – Znam Lillian… - Zawahał się, tak jakby chciał powiedzieć „Lilly”, ale w ostatniej chwili się rozmyślił. – Znam Lillian od niedawna, ale ten czas wystarczył mi, aby zrozumieć, że ma ona wszystkie cechy niezrównanej żony. Z wielką dumą staję więc dziś przed wami jako jej mąż i dziękuję wam za to, że przyszliście.
Lillian uważnie słuchała tego, co mówił mąż. Nawet słowem nie wspomniał o miłości, szacunku czy przyjaźni. Tymczasem Lucas doszedł do zakończenia:
- Proszę, wznieście kieliszki do toastu i wypijcie za szczęście mojej żony.
Kiedy w całej sali gromko zabrzmiało jej imię, skłoniła głowę w podziękowaniu i wtedy ze zdumieniem spostrzegła, że z krzesła wstaje wuj Stephena Hawkhursta.
- Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że twoja obrączka jest błogosławiona – zaczął. – Przybyły tu wróżki i uświęciły twój związek. Nieczęsto to się zdarza i prawdę powiedziawszy, nie widziałem takich istot od lat, ściślej zaś, od ślubu mojego brata w marcu tysiąc osiemset szesnastego roku. Jemu też towarzyszyły wróżki…
Lord Hawkhurst podszedł do wuja i speszony ujął go za ramię, aby wyprowadzić go z sali. Lillian zwróciła uwagę, że zrobił to bardzo delikatnie. Staruszek jednak nadal mówił:
- Będziesz więc żyła w małżeństwie długo i szczęśliwie, jestem tego pewien...
O serii - Romans Historyczny
Mistrzynie romansu historycznego - tak można nazwać autorki książek, które wydamy w naszej nowej serii Wielki Romans Historyczny. Rosemary Rogers, określana mianem "królowej romansu historycznego", Candace Camp, Stella Cameron, Nan Ryan, Anne Stuart - każda z nich napisała kilkadziesiąt utworów i otrzymała za swój dorobek najbardziej liczące się nagrody literackie.
Mistrzynie romansu historycznego - tak można nazwać autorki książek, które wydamy w naszej nowej serii Wielki Romans Historyczny. Rosemary Rogers, określana mianem "królowej romansu historycznego", Candace Camp, Stella Cameron, Nan Ryan, Anne Stuart - każda z nich napisała kilkadziesiąt utworów i otrzymała za swój dorobek najbardziej liczące się nagrody literackie. Na kartach powieści potrafiły wykreować wyraziste postaci i sugestywnie odtworzyć realia historyczne. Nie ograniczyły się do opisania wzruszających czy pełnych pasji, wesołych lub dramatycznych losów zakochanej pary. Obok historii miłosnej znajdziecie tu, Drogie Czytelniczki, wątki sensacyjne i przygodowe, odniesienia do ważnych wydarzeń historycznych. A wszystko to napisane wartko, żywo, z wyobraźnią i humorem.
Tych powieści się nie czyta, te powieści się pochłania.
Chcą przeczytać tę książkę (6)
Przeczytali tę książkę (6)
Czytelniczki, które interesował ten produkt, oglądały również:
-
Słodycz zemsty
- Autor:
- Rosemary Rogers
- Seria:
- Powieść Historyczna
- Ocena:
-
- Cena:
- 34.99 zł
- Kup taniej:
-
-
Mistyfikacja
- Autor:
- Candace Camp
- Seria:
- Powieść Historyczna
- Ocena:
-
- Cena:
- 34.99 zł
- Kup taniej:
-
-
Mroczna noc
- Autor:
- Gena Showalter
- Seria:
- Paranormal
- Ocena:
-
- Cena:
- 34.99 zł
- Kup taniej:
-
Rejestracja użytkownika
Zarejestruj się w naszym serwisie, by oceniać książki, dodawać opinie oraz spotkać osoby, które tak jak Ty lubią czytać książki.
Zapisz się na newsletter, a otrzymasz prezent w postaci eBooka „Raj na Ziemi”, Mary Alice Monroe
Masz już konto?
Zaloguj się
Hity Miesiąca
-
1. W cieniu starych drzew
- Autor:
- Seria:
- Satine
- Ocena:
-
- Cena:
- 19.99 zł
- Kup taniej:
-
-
2. Bratnie dusze
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 34.99 zł
- Kup taniej:
-
-
3. Trzej bracia
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 34.99 zł
- Kup taniej:
-
Top 10 Tygodnia
-
1. Pozory mylą, W zamku nad Loarą
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie DUO
- Ocena:
-
- Cena:
- 14.99 zł
- Dostępność książki:
- Wyprzedane
-
2. Koło fortuny
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
3. Serce milionera
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
4. Na paryskich salonach
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
5. Niezapomniany wernisaż
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie Extra
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
Nowość
Nowość
Kłopotliwy spadek
- Autor:
- Seria:
- Gwiazdy Romansu
- Ocena:
-
- Cena:
- 12.99 zł
- Kup taniej:
-
Bezpłatny Newsletter
Zapisz się. Poinformujemy Cię o promocjach i konkursach z nagrodami.