Niestosowne oświadczyny
- Średnia ocena:
- 4.67 (12 głosów)
- Ocena:
-
- Seria:
- Romans Historyczny
- Liczba stron:
- 272
- Oprawa:
- miękka
- ISBN:
- 978-83-238-8084-4
- W sprzedaży od:
- 12.10.2011
- Cena:
- 12.99 zł
- Dostępność książki:
- Wyprzedane
Zarejestruj się i:
-
Oceń książkę
Zaznacz tyle gwiazdek na ile oceniasz książkę
- Oznacz jako przeczytaną
- Chcę przeczytać tę książkę
- Skomentuj tę książkę
-
O książce
Anglia, XIX wiek
Grace Hetherington wybiera się wraz z wujostwem do Londynu, aby zadebiutować w towarzystwie. Z natury niezależna, wychowana przez rodziców o szerokich horyzontach, nie zamierza się poddać regułom obowiązującym w gronie socjety. Chce wyjść za mąż z miłości, a w małżeństwie oczekuje partnerstwa. Po drodze, w zajeździe, spotyka znajomego opiekunów, lorda Luciana St Claire`a, cieszącego się opinią hulaki i bawidamka. Niespodziewanie dochodzi do fatalnej pomyłki: podchmielony Lucian przypadkiem trafia do pokoju Grace, gdzie w kompromitującej sytuacji zastaje go jej ciotka. Jedynie ślub może zapobiec skandalowi. Panna Hetherington zgadza się na zaręczyny, ale postanawia zerwać je przy najbliższej okazji…
Fragment książki:
Następnego ranka Lucian uznał, że tak ciężkiego kaca jeszcze w życiu nie doświadczył, co go dziwiło, jako że pił brandy co wieczór, a później właściwie nie odczuwał żadnych skutków.
Czuł jednak potworne łupanie w czaszce, jakby tysiące maleńkich ludzików waliło tam z zapałem młotami. Jęknął przy próbie uniesienia głowy z poduszki, młoty bowiem uderzyły ze zdwojoną siłą.
- Obudził się pan!
Znieruchomiał. Był pewien, że pamięta ten chrapliwy, uwodzicielski głos z poprzedniego wieczoru, ale przecież miał świadomość, że panna Grace Hetherington nie powinna – absolutnie nie powinna! – znaleźć się w jego sypialni.
Zacisnął mocniej powieki, po czym wykrzyknął rozpaczliwie:
- Proszę mnie zapewnić, że to tylko wytwór mojej wyobraźni!
- Nie, milordzie, to nie jest świat iluzji, tylko najprawdziwszy świat realny.
- Mój Boże... – Tylko tyle zdołał wyrzec, gdy zdumiewającą rzeczywistość potwierdził głos należący definitywnie do panny Grace Hetherington.
Nie zważając na ból w czaszce, odważył się otworzyć oczy, obracając jednocześnie głowę ku źródłu głosu. Jego spojrzenie wyostrzyło się na Grace Hetherington. Siedziała na krześle przy łóżku, ubrana tylko w jedwabny szlafrok narzucony na koszulę nocną. Rozpuszczone włosy opadały aż do pasa, zgodnie z wczorajszym przypuszczeniem Luciana.
- Co, u diabła, wyprawia pani w mojej sypialni? – zapytał z furią.
Czy to jakiś nowy koszmar? Zastąpił poprzedni, w którym przeklinając, w dzikim szale dźgał raz za razem szablą francuskiego kawalerzystę, po tym jak ten zasiekł Simona Wyntera?
Ciemne brwi nad szarymi oczami powędrowały w górę.
- Uważam, milordzie, że przyzna mi pan rację, albowiem to ja powinnam zapytać, skąd się pan wziął w mojej sypialni.
Lucian omiótł wzrokiem pokój. Podobny, a jednak podejrzanie inny...
Żadnych ubrań z podróży rzuconych na krzesło, na toaletce brak przyrządów go golenia. Zamiast tego suknia z atłasu z koronką, taka sama jak ta, którą panna Grace Hetherington miała na sobie wieczorem. A w miejscu mydła i brzytwy, a jakże, szczotki w srebrnych oprawach oraz kolczyki z perłami, znów takie same jak te, które podczas kolacji zdobiły jej uszy.
Przeniósł spojrzenie na powrót na pannę Hetherington.
- Więc co ja robię w pani sypialni? – zapytał.
Pełne, kuszące usta wykrzywił smutny grymas.
- Miałam nadzieję, że pan mi to wyjaśni.
Lucian zmarszczył brwi. Pamiętał, jak niepewnie pokonywał schody, pamiętał bezgraniczną ulgę po uwolnieniu się od towarzystwa Francisa Wyntera. Nadzieję na spokojny sen i to, jak otworzył drzwi...
Świeca zgasła w progu sypialni... nie jego, tylko sypialni zajętej przez Grace Hetherington. Nie zadał sobie trudu, by ponownie zapalić świecę, rozebrał się w ciemności...
Rozebrał się!
Grace obserwowała spokojnie ruch jego ręki, którą raptownie uniósł okrywające go prześcieradło i upewnił się naocznie co do swojej nagości.
Tej samej nagości, która zaskoczyła Grace, gdy zapaliła świecę i ujrzała go nieprzytomnego u swoich stóp. Tej samej, na widok której zamarła i wpatrywała się tylko w osłupieniu w mężczyznę, niezdolna do jakiegokolwiek działania.
Tak jak sobie wcześniej wyobrażała, ramiona miał szerokie i umięśnione, brzuch płaski. No i dowiedziała się też, jak ten człowiek wygląda bez jasnych bryczesów!
Pięknie. Surowe męskie piękno, o którym dotąd brakowało jej choćby mglistego wyobrażenia. Milord miał długie i muskularne nogi – mięśnie rozwinęła zapewne długoletnia służba w kawalerii – i czarną kępę włosów, z której wyrastała jego męskość.
Niezwykle męski, piękny. Nie było innych słów, którymi Grace potrafiłaby opisać ciało Luciana St Claire’a.
Lucian pozwolił prześcieradłu opaść. Jego usta utworzyły cienką, wyrażającą potępienie linię. Tętnica na jego skroni pulsowała.
- Czy ja... Czy panią dotknąłem?
- Czy pan mnie dotknął? – powtórzyła cicho.
Lucian przymknął na chwilę oczy.
- Tak! Panią! Czy ja, zanim podziałała brandy, której za dużo wypiłem i po której utraciłem świadomość, pozbawiłem panią niewinności?
Otworzyła szerzej oczy.
- Nie pamięta pan, co się stało?
- Nie, ja... – W namyśle zmarszczył brwi. – Pamiętam, że gdy przekraczałem próg, podmuch zgasił świecę.
- Nic dziwnego, skoro otworzyłam przed snem okno.
Lucian skrzywił się, jakby panna Hetherington nie miała prawa wedle woli otwierać albo zamykać okna własnej sypialni.
- Panno Hetherington, proszę o jasną odpowiedź! Kochałem się z panią czy się z panią nie kochałem?
Wiedziona impulsem Grace wstała i na wszelki wypadek oddaliła nieco od łóżka.
- Skądże.
Nie pamiętał, jak wszedł do pokoju i zrzucił ubranie. Nie pamiętał, że kiedy Grace wtaszczyła go na łóżko, zaczęły go dręczyć koszmary, pod wpływem których miotał obelgi pod adresem jakiegoś „francuskiego drania”. I oczywiście, nie pamiętał roztrzaskanego na własnej głowie dzbana! Grace przygryzła wargę, niepewna, co powinna uczynić i powiedzieć. Stało się jasne, że Lucian St Claire, krążąc po jej pokoju i upuszczając na podłogę kolejne części garderoby, był przekonany że jest we własnej sypialni.
To ją nieco uspokoiło, bo gdy tkwiła bezradnie na krześle, a on miotał się nieprzytomnie po łóżku, z niepokojem zachodziła w głowę, czy Lucian St Claire rozmyślnie wkroczył do jej sypialni, a jeśli tak, to w jakim celu. W jakim celu? Przecież sam fakt pozbycia się ubrania stanowił wielce wymowną wskazówkę! Natomiast jego zdumienie po obudzeniu, gniew i zniecierpliwienie zaistniałą sytuacją jednoznacznie świadczyły o pomyłce.
Jestem rozczarowana? Być może, pomyślała, drwiąc z samej siebie. Gdyby nawet odrzuciła jego awanse, czułaby ekscytację, może nawet mile połechtałby jej dumę fakt, że stała się obiektem zainteresowania człowieka tak aroganckiego i przystojnego jak lord Lucian St Claire. Jednak tylko pomylił drzwi... Błąd, który można łatwo naprawić, każąc mu natychmiast opuścić pokój!
Z zamyślenia wyrwało ją niecierpliwe pytanie:
- Od jak dawna tu jestem?
- Zaledwie od jakiejś godziny.
Nie chciała dać do zrozumienia, że była świadkiem nękających go koszmarów. Poznała go już na tyle, że mogła założyć, iż poczytywałby sobie takie sny za słabość. Słabość, z którą zapewne nie chciałby się przed nikim zdradzić.
- Godzina...
Popełnił błąd, próbując usiąść. Błąd, po którym opadł, obejmując rękoma eksplodującą głowę. Piekło i szatani! Co to była za brandy? Ale co to? Znalazł źródło swoich cierpień, potężny guz z lewej strony, nad uchem. Guz, którego dotknięcie wywoływało potężny ból, jakby... Zmierzył Grace Hetherington oskarżycielskim spojrzeniem.
Pobladła, w jej ogromnych szarych oczach malowała się skrucha.
- Ja... uderzyłam pana w głowę dzbanem na wodę – wyznała.
Lucian się skrzywił.
- Skoro, jak pani twierdzi, nie nastawałem na pani niewinność, czy mogę wiedzieć, dlaczego uznała to pani za niezbędne?
Zwilżyła usta językiem. Kusząco.
- Wzięłam pana za intruza, sam pan rozumie...
Lucian rozumiał. Taki los czekał każdego, kto zapragnąłby odwiedzić sypialnię tej młodej kobiety bez zaproszenia. Ubolewał, że właśnie jemu to się przytrafiło, z drugiej jednak strony, miło było wiedzieć, że w razie potrzeby energiczna i zadziorna panna potrafi poradzić sobie z napastnikiem.
- A gdyby tym intruzem okazał się Francis Winter? – rzucił kpiąco.
Gniew zaczerwienił jej policzki.
- Uderzyłabym go jeszcze mocniej!
- Naprawdę? – Lucian ostrożnie zbadał wypukłość na głowie. – Nieco silniejszy cios mógłby pozbawić go życia.
- Gdyby Francis Winter zjawił się tu nieproszony, zasłużyłby na taki los!
Lucian powstrzymał uśmiech.
- Być może uratowało mnie także to, że upadłem na łóżko.
- Upadł pan na podłogę.
Zmarszczył brwi.
- Jak zatem zdołała mnie pani tu wtaszczyć?
Pamiętał, że Grace Hetherington nawet w pantoflach sięgała mu tylko do ramienia, także wiotkość postaci przeczyła sile i sprawności amazonki.
Znów się zaczerwieniła.
- Nie stracił pan do końca przytomności i trochę mi pomógł, no i ja... naprawdę nie mogłam zostawić pana na podłodze, zwłaszcza gdy odkryłam, że to pan.
Lucian musiał oddać sprawiedliwość tej młodej pannie. Po prostu podziwiał jej hart ducha. Nie sądził, by wiele znanych mu kobiet miało odwagę zdzielić napastnika dzbanem i by wzbudziło w sobie siłę umożliwiającą wciągnięcie go na łóżko. A także wykazałoby się takim opanowaniem, z jakim panna Hetherington z nim konwersowała w sytuacji, kiedy to nagi i rozwalony na jej łóżku odzyskał zmysły.
Zdał sobie nagle sprawę, że jest z nią sam na sam w jej sypialni, a uroda panny Grace wprost obezwładniała. Alabastrowe czoło, tajemnicze, zasnute mgiełką oczy, usta pełne i kuszące. Jedwab szlafroka uwypuklał jędrne piersi, układał się nęcąco na biodrach. Spod rąbka nocnej koszuli wystawały kształtne stopy. Luciana ogarnęło pożądanie. Oddech uwiązł mu w gardle, a mięśnie ud stwardniały.
Grace zamarła, wyczuwając nagłą zmianę rodzaju energii rozsadzającej ciszę, która zapadła w pokoju. Oczy Luciana St Claire’a, który obserwował ją spod na wpół przymkniętych powiek, pociemniały do głębokiej czerni.
- Uważam, że powinien pan wrócić do siebie, milordzie – oznajmiła.
- Naprawdę? – Obrócił się na bok i oparł na łokciu. – Wydaje mi się, że twoja sypialnia jest znacznie wygodniejsza od mojej, Grace.
- Pod jakim względem?
- Pod takim, że ty w niej jesteś, moja droga Grace.
Uśmiechnął się, zacierając wrażenie arogancji, którą przypisywała mu od chwili, gdy tylko się poznali. Właściwie sprawiał wrażenie pociągającego młokosa, a nie butnego mężczyzny. Wrażenie to potęgowało wspomnienie czuwania nad jego snem, kiedy dręczyły go koszmary, a on był wobec nich bezradny. Niesforny kosmyk, który opadł mu na czoło, jeszcze potęgował złudzenie.
To jednak tylko złudzenie, gdyż Lucian St Claire z pewnością nie jest młokosem, tylko zahartowanym w bojach żołnierzem Jego Królewskiej Mości, a także znanym rozpustnikiem dążącym bezwzględnie do przyjemności, które nie angażowały jego uczuć. Dreszcz, który poczuła pod wpływem spojrzenia milorda omiatającego powoli całą jej postać dowodził nieomylnie, że teraz właśnie ją obrał sobie za cel!
Żar, który piekł jej policzki, rozprzestrzenił się i ogarnął całe ciało. Obecność Luciana St Claire’a w jej sypialni nad ranem – jak również w każdym innym czasie – była nie do przyjęcia. Nie tylko niestosowna, ale i niebezpieczna zarówno dla niej, jak i dla wszystkich reguł narzuconych przez społeczeństwo, w którym żyła. A złamanie tych reguł pociągało za sobą nadzwyczaj bolesne konsekwencje.
Tyle że lord Lucian jest tak zawadiacko przystojny... Leży w jej łóżku, prześcieradło zsunęło się, odsłaniając umięśnioną klatkę piersiową porośniętą włosami tak ciemnymi jak te na jego głowie, i płaski brzuch. Pod prześcieradłem rysowały się biodra i nogi.
Wstrząśnięta Grace powróciła spojrzeniem do twarzy niechcianego gościa. Rumieniec na jej policzkach wystąpił jeszcze wyraźniej, kiedy Lucian wybuchnął śmiechem, kontemplując wychowaną w skromności pannę przerażoną swymi nieskromnymi myślami. Ściągnęła usta.
- Jeśli zamierza mnie pan przestraszyć, milordzie, nie zdoła pan.
- Doprawdy? – Usiadł na łóżku, opuszczając stopy na podłogę. Prześcieradło ułożyło się malowniczo wokół bioder, nie maskując jednak w najmniejszym stopniu reakcji jego ciała, która tak wytrąciła Grace z równowagi. – Masz nade mną przewagę, Grace, bo ja na przykład boję się okropnie – oznajmił, jakby drwiąc z samego siebie.
W jej oczach pojawił się ostrzegawczy błysk.
- Proszę nie stroić żartów, milordzie.
- Żartów? – Uśmiechał się drapieżnie. – Uważasz pożądanie, które we mnie wzbudziłaś, za żart?
Właściwie ostatnio zainteresowanie Luciana kobietami nie było na tyle silne, by wywoływać jakiekolwiek uczucie poza znudzeniem. Zamężne damy, te piękne i zblazowane matrony dążące do krótkich, pozbawionych znaczenia romansów jako odtrutki na małżeńską rutynę, stanowiły zbyt łatwy łup i nie wywoływały u niego dreszczu emocji.
Nie miał oczywiście zamiaru związać się na stałe z tą panną na wydaniu, do tego wychowanicą księstwa Carlyne’ów, chociaż musiał przyznać, że jest nie tylko wielce intrygującym, ale i smakowitym kąskiem. Większość młodych kobiet w jej sytuacji dawno uciekłaby z krzykiem. Może zatem pozwoli sobie, a także jej, na parę nieszkodliwych pocałunków? W końcu głupio by było nie dorosnąć do wizerunku rozpustnika, który Francis Wynter odmalował przed wszystkimi, w tym przed panną Grace Hetherington.
- Chodź tu do mnie, Grace. – Zapraszająco wyciągnął rękę, ona zaś odebrała ten gest jak ruch węża szykującego się do ataku. – A może wolałabyś, żebym to ja przyszedł do ciebie? – dodał, sugerując w ten sposób, że znów ukaże się jej nagi.
Zgodnie z tym, co przypuszczał, nie uszczęśliwił Grace Hetherington swoją propozycją. Spiorunowała go wzrokiem.
- Odmawiam udziału w tej groteskowej grze, milordzie.
- Wiesz co, droga Grace? Ponieważ jestem nie tylko w twojej sypialni, ale i w twoim łóżku, może powinnaś się do mnie zwracać po imieniu? – zaproponował leniwie.
- To by było całkowicie niestosowne, podobnie jak pańska obecność w moim pokoju. – Posłała mu kolejne gniewne spojrzenie. – I w moim łóżku! – dodała ze zgrozą. - Gdyby ktokolwiek tu pana znalazł, wybuchłby skandal!
Temu Lucian nie mógł zaprzeczyć. Nawet jego starszy brat Hawk, który złagodniał i stał się daleko bardziej wyrozumiały po poślubieniu w ubiegłym roku Jane, osłupiałby, gdyby zobaczył, że Lucian sprowadza na złą drogę taką pannę jak Grace Hetherington. Posłał jej kpiące spojrzenie.
- Im prędzej zatem uczynisz to, o co proszę, tym lepiej dla wszystkich zainteresowanych, nie sądzisz?
Grace poczuła się bezradna. Wiedziała doskonale, że milord znów zabawia się jej kosztem, jak jednak miała na to zareagować? Było nie do pomyślenia, by przyjęła jego zaproszenie, tyle że opór groził czymś jeszcze gorszym: Lucian wstanie i podejdzie do niej całkiem nagi.
- Nie! – rzuciła ostro, po czym wstała i przemierzyła pokój trzema nerwowymi krokami. Stanęła naprzeciw lorda St Claire’a, wciąż ignorując wyciągniętą do niej rękę. – Wykonałam pana polecenie. Będzie pan łaskaw teraz wyjść?
- Wolałbym, żebyś mnie przedtem pocałowała.
Ze złości pociemniały jej policzki, a szare oczy miotały gromy.
- Ma pan ze trzydzieści lat, nie trzy!
- Owszem. - Lucian dla potwierdzenia tego faktu skinął głową. – Tyle że wiek wcale nie łagodzi mojego bólu.
- Jest pan niemożliwy, milordzie.
- Lucianie.
- Przejście na ty nie uczyni pańskiego zachowania mniej oburzającym!
Uśmiechnął się raczej bezwstydnie.
- Pocałunek, Grace, jeden pocałunek. Przyrzekam, że potem natychmiast opuszczę twoją sypialnię.
Pocałowanie go, kiedy pozostawali sam na sam, byłoby wysoce niewłaściwe, uznała Grace, jednak gdyby miało to doprowadzić do opuszczenia przez niego pokoju...
- Jeden pocałunek? Tylko jeden? – upewniała się, spoglądając na niego surowo.
- Tak. Jeden pocałunek, Grace.
Nachyliła się nad nim na tak drżących nogach, że nie miała pewności, czy ją utrzymają. Nie musiały, gdyż Lucian St Claire zerwał się tak gwałtownie, że nie zdążyła nawet ujrzeć jego nagości, i przyciągnął ją do siebie.
Grace zaczęła się wyrywać.
- Powiedziałeś, że wystarczy, jeśli raz cię pocałuję...
- Aha, ale nie sprecyzowałem, w jaki sposób. - Zbliżył usta do jej warg.
Grace znieruchomiała, kiedy jego usta rozpoczęły wprawną pieszczotę. Milord zmusił ją, by rozchyliła wargi, a jednocześnie przyciągał ją do siebie coraz mocniej. Miała jako dziecko wielu przyjaciół, w tym i chłopców. Kiedy dorastali, przyjaźnie rozwijały się niekiedy w młodzieńcze zadurzenie. Kiedyś pewien młodzian odważył się nawet ją pocałować. Nieśmiało, powściągliwie, lecz i tak doskonale pamiętała tamto zdarzenie.
Lucian St Claire nie był chłopcem, jego pocałunków nie krępowała żadna powściągliwość. Wargi wprost ją paliły, nawet gdy ustępował, by sprowokować ją do wzajemności, kiedy ledwie się o nią ocierał. Pocałunek okazał się cudowny. Znacznie przewyższał wszystko, czego dotąd doświadczyła i co mogła sobie wyobrazić, kiedy marzyła, że całuje ją mężczyzna.
- Proszę... – jęknęła, kiedy przeniósł usta na jej szyję.
Dźwięk głosu Grace, miękkiego, lekko chrapliwego, podziałał na Luciana jak pieszczota. I właśnie ta swoista pieszczota przywróciła go rzeczywistości, przypomniała, co wyczynia i z kim. Gwałtownie cofnął głowę zaskoczony tym, jak silnie działa na niego panna Grace Hetherington, młoda niezamężna wychowanica księstwa Carlyne’ów!
Jak mógł zapomnieć, choćby na krótko, że Grace ma zaledwie dwadzieścia lat? Że jest niewinna i właśnie oczekuje na swój pierwszy sezon? Jak mógł tak ją wykorzystywać? W tym momencie Lucian sobą gardził. Kim się stałem? – pomyślał. Łajdakiem?
Czy aż tak pomiatał uczuciami innych, aż tak koncentrował się na sobie, że bez skrupułów odebrałby tej młodej kobiecie niewinność? Bez zważania na konsekwencje? Bez żadnej refleksji nad tym, co by to oznaczało dla niej? Kim by została? Jak on sam mógłby ją potem nazwać?
Zacisnął dłonie na jej biodrach i jęknął:
- Grace...
- Grace, moja droga, zauważyłam zapaloną świecę i pomyślałam...
Margaret, księżna Carlyne, otworzyła drzwi od razu po krótkim pukaniu i z otwartymi szeroko oczami znieruchomiała w progu.
- Och! – wyszeptała. – Ja... – Z niedowierzaniem pokręciła głową. – Ja... Jeśli mi wybaczycie...
Odwróciła się na pięcie i uciekła.
O serii - Romans Historyczny
Mistrzynie romansu historycznego - tak można nazwać autorki książek, które wydamy w naszej nowej serii Wielki Romans Historyczny. Rosemary Rogers, określana mianem "królowej romansu historycznego", Candace Camp, Stella Cameron, Nan Ryan, Anne Stuart - każda z nich napisała kilkadziesiąt utworów i otrzymała za swój dorobek najbardziej liczące się nagrody literackie.
Mistrzynie romansu historycznego - tak można nazwać autorki książek, które wydamy w naszej nowej serii Wielki Romans Historyczny. Rosemary Rogers, określana mianem "królowej romansu historycznego", Candace Camp, Stella Cameron, Nan Ryan, Anne Stuart - każda z nich napisała kilkadziesiąt utworów i otrzymała za swój dorobek najbardziej liczące się nagrody literackie. Na kartach powieści potrafiły wykreować wyraziste postaci i sugestywnie odtworzyć realia historyczne. Nie ograniczyły się do opisania wzruszających czy pełnych pasji, wesołych lub dramatycznych losów zakochanej pary. Obok historii miłosnej znajdziecie tu, Drogie Czytelniczki, wątki sensacyjne i przygodowe, odniesienia do ważnych wydarzeń historycznych. A wszystko to napisane wartko, żywo, z wyobraźnią i humorem.
Tych powieści się nie czyta, te powieści się pochłania.
Chcą przeczytać tę książkę (10)
Przeczytali tę książkę (10)
Czytelniczki, które interesował ten produkt, oglądały również:
-
Rozstania i powroty
- Autor:
- Susan Mallery
- Seria:
- Satine
- Ocena:
-
- Cena:
- 19.99 zł
- Kup taniej:
-
-
Marzenie
- Autor:
- Barbara Delinsky
- Seria:
- Satine
- Ocena:
-
- Cena:
- 19.99 zł
- Kup taniej:
-
-
Tajemnica
- Autor:
- Sandra Brown
- Seria:
- Satine
- Ocena:
-
- Cena:
- 19.99 zł
- Kup taniej:
-
Rejestracja użytkownika
Zarejestruj się w naszym serwisie, by oceniać książki, dodawać opinie oraz spotkać osoby, które tak jak Ty lubią czytać książki.
Zapisz się na newsletter, a otrzymasz prezent w postaci eBooka „Raj na Ziemi”, Mary Alice Monroe
Masz już konto?
Zaloguj się
Hity Miesiąca
-
1. W cieniu starych drzew
- Autor:
- Seria:
- Satine
- Ocena:
-
- Cena:
- 19.99 zł
- Kup taniej:
-
-
2. Bratnie dusze
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 34.99 zł
- Kup taniej:
-
-
3. Trzej bracia
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 34.99 zł
- Kup taniej:
-
Top 10 Tygodnia
-
1. Pozory mylą, W zamku nad Loarą
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie DUO
- Ocena:
-
- Cena:
- 14.99 zł
- Dostępność książki:
- Wyprzedane
-
2. Koło fortuny
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
3. Serce milionera
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
4. Na paryskich salonach
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
5. Niezapomniany wernisaż
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie Extra
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
Nowość
Nowość
Kłopotliwy spadek
- Autor:
- Seria:
- Gwiazdy Romansu
- Ocena:
-
- Cena:
- 12.99 zł
- Kup taniej:
-
Bezpłatny Newsletter
Zapisz się. Poinformujemy Cię o promocjach i konkursach z nagrodami.