Osiem lat po ślubie, Zerwane więzy

Jessica Steele, Barbara McMahon

Osiem lat po ślubie, Zerwane więzy

Średnia ocena:
4.33 (3 głosy)
Ocena:
4
Autor:
Jessica Steele, Barbara McMahon
Seria:
Romans DUO
Liczba stron:
320
Oprawa:
miękka
ISBN:
9788323881216
W sprzedaży od:
28.09.2011
Cena:
14.50 zł
Dostępność książki:
Wyprzedane

Zarejestruj się i:

O książce

Jessica Steele - Osiem lat po ślubie

Nathan Mallory i Phelix Bradbury zawarli ślub ze względów praktycznych, po czym się rozstali. Osiem lat później spotkali się na konferencji. Phelix, niegdyś zahukana szara myszka, jest teraz atrakcyjną, pewną siebie kobietą. Nathan jest zdumiony tą przemianą, a także tym, że Phelix nadal nosi obrączkę, którą jej podarował...

Barbara McMahon - Zerwane więzy

Mieszkająca w Londynie Sara Andropolous postanawia odnaleźć w Grecji swą rodzinę. Aby zarobić na tę wyprawę, podejmuje pracę na jachcie Nikosa Konstantinosa. Wbrew sobie zakochuje się w swoim szefie. On jednak nie szuka miłości. Pragnie zawrzeć małżeństwo z bogatą kobietą, która nie czyhałaby na jego majątek, a Sara ma puste konto...

 

 

Fragment książki:


Spojrzała w stronę, skąd dobiegał głos, i ujrzała zbliżającego się Rossa Dawsona.
- Phelix Bradbury! – zawołał, podchodząc do niej.
- Cześć, Ross – odpowiedziała.
Pocałował ją w policzek, a ona zamierzała rzucić jakąś uwagę na temat jego udawanego zdziwienia. Nieoczekiwanie jej spojrzenie padło na wysokiego ciemnowłosego mężczyznę, stojącego w towarzystwie blondynki i innego mężczyzny. Co za niespodzianka! Usiłowała się uspokoić, udając, że nic się nie stało, ale z trudem przybrała spokojny wyraz twarzy. Odwróciła wzrok, wcześniej zauważając, że mężczyzna uporczywie na nią patrzy.
Poczuła silny niepokój. Nie widziała go od ośmiu lat, a wcześniej spotkała go tylko dwa razy, ale zawsze by go rozpoznała! Miała wówczas osiemnaście lat, on dwadzieścia osiem. Czyli obecnie on ma lat trzydzieści sześć. Wzięła się w garść, pocieszając się, że  mógł jej nie rozpoznać. W najmniejszym stopniu nie przypominała nastoletniego dziwadła, jakim wówczas była.
Choć w środku wszystko w niej dygotało, potrafiła utrzymać pozory spokoju, wiedząc, że nie może teraz uciec. Nie miała jednak ochoty zostać w Davos. Jak tylko nadarzy się okazja, powie Chrisowi albo Duncanowi, że o czymś zapomniała, i wróci do hotelu. Stamtąd zorganizuje lot powrotny do Londynu.
Wbrew sobie łudziła się, że ten mężczyzna jest on wytworem jej wyobraźni. Na przekór rozsądkowi musiała jeszcze raz na niego spojrzeć. To naprawdę on! Wyróżniał się w tłumku otaczających go osób nie tylko z powodu wzrostu. Przeniosła wzrok na mężczyznę  i kobietę stojących obok. Czy to jego dziewczyna? Bo z pewnością nie żona.
O Boże, on znowu na nią patrzy. Phelix odwróciła wzrok. Była przyzwyczajona do spojrzeń mężczyzn i uznała, że jest to chwilowe zainteresowanie. Kobiet było na sali niewiele, konferencję zdominowali panowie.
Usiłowała skupić uwagę na słowach Rossa i dwóch pozostałych mężczyzn. Kiedy jednak zauważyła, że mężczyzna oddala się od towarzyszących mu osób, targnął nią niepokój.
Ratunku! On chyba zmierza w jej kierunku! Phelix miała nadzieję, że on chce się przywitać z Rossem, a może Ross nie zechce ich sobie przedstawić...
Podszedł do nich, a ona czuła suchość w ustach i gwałtowne bicie serca. Pozdrowił Rossa, potem skinął głową Duncanowi i Chrisowi, po czym zwrócił spojrzenie szarych chłodnych oczu na nią. Zdołała zachować spokój, kiedy przez najdłuższą chwilę w jej życiu patrzył na nią w sposób jak nikt inny dotąd. Potem, swobodnie, jakby widywał ją codziennie przez ostatnie osiem lat, zapytał:
- Jak się masz, Phelix?
Pomyślała, że nie wykrztusi słowa.
- Bardzo dobrze. A ty? – wybąkała.
- Znacie się? – zapytał Ross.
- Z dawnych czasów – odrzekł przeciągle, nie spuszczając z niej wzroku.
Domyślała się, że jest zdumiony jej przemianą z zastraszonej myszki, jaką była osiem lat wcześniej, w stojącą przed nim opanowaną i wytworną kobietę.
- Przyjechałeś na konferencję? – zapytała i poczuła się głupio, zadając tak oczywiste pytanie.
- Jeden z naszych referentów musiał odwołać uczestnictwo. Pomyślałem, że zajmę jego miejsce.
Uśmiechnęła się, wiedząc, że jego nazwisko nie figuruje w programie jako mówcy. Domyślała się, że będzie w Davos tydzień później, wraz z innymi szefami firm. Dokładnie przeczytała listę referentów, zanim zgodziła się przyjechać na tę konferencję.
- Wybaczcie – wybąkała, z trudem opanowując zdenerwowanie, jakiego nie czuła od lat. – Muszę się zarejestrować.
Jakoś udało jej się pójść we właściwym kierunku. Później, choć tego nie planowała, zajęła miejsce w sali, słuchając otwierającego konferencję wykładu, z którego nic do niej nie docierało.
Powoli dochodziła do siebie. Nie sądziła, że po tylu latach właśnie tu spotka Nathana Mallory’ego. Był wysoki i nadzwyczaj przystojny. Typ mężczyzny, który mógł mieć każdą kobietę, jakiej zapragnął. Ale Nathan Mallory był jej mężem! Wszyscy znali ją jako Phelix Bradbury, ale w rzeczywistości nazywała się Phelix Mallory. O mój Boże!
Dotknęła obrączki na palcu i myślami wróciła do tego okresu sprzed ośmiu lat. Nie słyszała głosu mówcy, bo znalazła się w smutnym zimnym domu w Berkshire, w którym mieszkała z ojcem. Była w gabinecie ojca.
Jej dziadek, chłodny i nieprzystępny Edward Bradbury senior, umarł niedługo po śmierci jej matki. Phelix bardzo tęskniła za ciepłą kochającą mamą i później zdała sobie sprawę, że to właśnie potrzeba ciepła sprawiła, że zakochała się wówczas w Lee Thompsonie, synu ogrodnika, który przyjechał na wakacje w przerwie studiów.
Wydawało jej się, że zna go od zawsze. Była nieśmiała, a Lee, w okresie rozkwitu ich romansu, zdawał się to rozumieć.
Sama przyszła do gabinetu ojca, by mu powiedzieć, że ona i Lee chcą wziąć ślub.
- Ślub! – ryknął ojciec w osłupieniu.
- Kochamy się – wyjaśniła.
- Możesz go kochać, ale zobaczymy, jak mu na tobie zależy! – odparł z lekceważeniem.
I to był koniec rozmowy i koniec romansu.
Nigdy więcej nie zobaczyła Lee ani jego ojca. Kiedy nie zatelefonował do niej zgodnie z umową, ona do niego zadzwoniła. Dowiedziała się, że jego ojciec został wyrzucony z pracy, a Lee przekupiony (do tego się to sprowadzało), by zerwał wszelkie z nią kontakty.
Była zbyt wstrząśnięta, żeby w pełni zrozumieć słowa Lee.
- Co to znaczy, że ojciec spłaci twoją pożyczkę na studia? – zapytała.
- Posłuchaj, Phelix, jestem po uszy zadłużony. Myślałem, że się pobierzemy i jakoś to będzie. Ale bylibyśmy w nędzy przez wiele lat. Ty nie pracujesz…
- Pójdę do pracy – powiedziała gwałtownie.
- Co miałabyś robić? Nie masz zawodu. Za twoje zarobki nie moglibyśmy się utrzymać.
Poczuła, że jej duma została urażona.
- Dla pieniędzy jesteś gotów zapomnieć o wszystkim,  co nas łączy…
- Nie mam wyboru. Przepraszam. Nie powinienem z tobą rozmawiać. Ryzykuję premię, którą obiecał mi twój stary, jeżeli…
- Do widzenia, Lee – ucięła i rozłączyła się.
Przez jakiś czas czuła chłód. Nieco później udało jej się zrozumieć, że uczucie do Lee było bardziej zauroczeniem niż miłością. W rzeczywistości u podstaw jej chęci wyjścia za mąż leżała paląca chęć zmiany, potrzeba ucieczki od tej… beznadziei, pragnienie opuszczenia domu, wyrwania się spod wpływu ojca.
Ponieważ Lee również jej nie kochał, zdała sobie sprawę, że ich małżeństwo nie miał szans przetrwania. To nie znaczy, że uznała działanie ojca za pozytywne. Wcale nie. Nadal pragnęła uciec z domu, ale doszła do wniosku, że żyje w nierzeczywistym świecie, bo kiedy pomyślała o opuszczeniu domu i samodzielności, przestraszyła się, że nie da sobie rady. Nie było jej stać na najtańszy nawet hotel. Lee miał rację, kto by zechciał ją zatrudnić?
Minął kolejny tydzień i właśnie kiedy czuła coraz większe przygnębienie, ojciec wezwał ją do gabinetu. Tonem nieco cieplejszym niż zwykle kazał jej usiąść. Posłusznie zajęła miejsce.
- Właśnie poinformowano mnie o treści ostatniej woli twojego dziadka  – powiedział.
- Aha – szepnęła, zastanawiając się, po co jej to mówi. Dziadek Bradbury był równie skąpy jak jego syn, więc pewnie zostawił duży majątek, ale nie dla niej. W każdym razie jeżeli cokolwiek jej zapisał, musiało to być obwarowane trudnymi do spełnienia warunkami.
- Twój dziadek był bardzo dla ciebie hojny – ciągnął ojciec.
- Naprawdę? – wykrzyknęła zdumiona. Za życia dziadek nigdy się nią nie interesował.
- Obawiam się jednak, że nie możesz rościć sobie prawa do spadku, dopóki nie skończysz dwudziestu pięciu lat – dodał ojciec.
Nadzieja, jaka się w niej obudziła, umarła w jednej chwili. Radość, że będzie mogła opuścić dom i kupić sobie coś własnego, rozpłynęła się we mgle.
- Chyba żebyś… - mruknął ojciec w zamyśleniu.
- Chyba żebym? – zapytała niecierpliwie.
- Wiesz, jaki był nieugięty w sprawie świętości więzów małżeńskich?
Uważała, że dziadek przede wszystkim był fanatycznym przeciwnikiem  rozwodów. Przewrażliwienie na tym punkcie uwidoczniło się po tym, gdy porzuciła go żona i mimo jego wysiłków w końcu się z nim rozwiodła. Ta nienawiść do kobiet porzucających mężów przeszła na syna. Kiedyś matka, gdy Edward Bradbury zachował się wobec niej wyjątkowo podle, zwierzyła się jej, że chciała się z nim rozejść już dawno. Wpadł w szał, kiedy go o tym poinformowała i zagroził, że odbierze jej córkę.
- Kiedy skończysz osiemnaście lat, odejdziemy razem – obiecała matka i została z ojcem aż do tej ostatniej tragicznej próby, która podjęła, gdy Phelix miała siedemnaście lat.
Phelix otrząsnęła się ze wspomnień. Ojciec bębnił palcami o blat biurka, czekając, że zgodzi się z nim w kwestii stosunku dziadka do sakramentu małżeństwa.
- Niewątpliwie pragnął twojego szczęścia – zauważył z ledwie dostrzegalnym uśmiechem ojciec – dlatego umieścił w swojej ostatniej woli klauzulę, że jeżeli wyjdziesz za mąż przed dwudziestym piątym rokiem życia, będziesz mogła otrzymać dziesięć procent kwoty, którą ci zapisał.
Wzięła głęboki oddech. Poczuła się podniesiona na duchu, by po chwili znów wpaść w przygnębienie. Gdyby to miało miejsce parę tygodni wcześniej, mogłaby poślubić Lee, zażądać tych dziesięciu procent i być wolna. No, może nie do końca. Dopiero teraz stwierdziła, że jest zadowolona z takiego zakończenia romansu z Lee. Małżeństwo z nim byłoby wielkim błędem.
- Twój dziadek najwyraźniej nie chciał, żebyś cierpiała niedostatek w początkowym okresie małżeństwa.
- Rozumiem – wyszeptała.
- Co o tym sądzisz?
Czyżby ojciec chciał usłyszeć jej opinię? To się zdarzyło po raz pierwszy.
- Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby mieć własne pieniądze – odważyła się powiedzieć.
Ojciec dawał jej bardzo skąpe kieszonkowe, żeby nie podjęła jakiejś pracy, która przynosiłaby mu wstyd.
- Musimy teraz znaleźć  dla ciebie odpowiedniego męża – stwierdził chłodno.
Na tym rozmowa się skończyła, ale dwa dni później wezwał ją znów do gabinetu.
- Jest jeszcze jedna sprawa – powiedział niecierpliwie. – Wybrałem dla ciebie męża.
- Nie chcę męża! – zaprotestowała wstrząśnięta.
- Oczywiście, że chcesz – powiedział, lekceważąc jej protest. – Chcesz otrzymać spadek, prawda? Dziesięć procent to spora suma. I nie muszę dodawać, że małżeństwo zostanie anulowane zaraz po jego zawarciu. Muszę przedstawić twój akt ślubu adwokatom dziadka i…
- Chwileczkę – ośmieliła się przerwać. – Czy to oznacza, że znalazłeś mężczyznę, którego poślubię, żeby odebrać te dziesięć procent?
- Właśnie tak.
Patrzyła na niego z niedowierzaniem.
- Czy to Lee?
- Oczywiście, że to nie Lee – prychnął Edward Bradbury.
- Ale… ale kogoś znalazłeś…
- Do diabła – przerwał jej zniecierpliwiony, z trudem powstrzymując irytację.  – Tak, to właśnie powiedziałem.
W szkole mówiono jej, że jest bystra, ale gdzie się podziała ta zdolność logicznego myślenia, kiedy była jej najbardziej potrzebna?
- Mówisz, że zaraz po otrzymania aktu małżeństwa, który muszą zobaczyć prawnicy, mogę wziąć rozwód?
Nie miała zamiaru wychodzić za mąż! Poza tym ojciec nienawidzi rozwodów. Coś w tym jest podejrzanego.
- Nie będziesz musiała się rozwodzić. Wystarczy unieważnić małżeństwo, bo nigdy z mężem nie zamieszkasz.
Myśl o wolności obudziła w Phelix  iskierkę zainteresowania, a nawet coś w rodzaju podniecenia.
- Ile on ma lat? – zapytała, niechętnie myśląc o poślubieniu jakiegoś starca z grona kolegów ojca.
- Sprawdziłem, dwadzieścia osiem lat.
Jej zaciekawienie wzrosło. Dwadzieścia osiem lat to w porządku. Mogłaby wyjść za mąż, wziąć te dziesięć procent i…
- A czy ten człowiek jest gotów zawrzeć ze mną małżeństwo, żebym uzyskała prawo do części spadku? – zapytała. Mimo przemożnego pragnienia wyrwania się z rodzinnego domu nie do końca ufała ojcu.
- Słyszałaś, co powiedziałem – odparł.
Phelix wyczuwała jakiś podstęp, choć wówczas jeszcze nie miała pojęcia, jak przebiegły ojciec być potrafi.
- Co on z tego będzie miał?
- Co to znaczy, co on będzie z tego miał?
Phelix nie podejrzewała siebie o taką bystrość umysłu. Myślała o sobie jako o nieatrakcyjnej osiemnastolatce, która nie może się nikomu podobać. I nie rozumiała, jak jakiś mężczyzna miałby ją poślubić tylko dlatego, że jej ojciec go o to prosi.
- Czy on dla ciebie pracuje? – zapytała, podejrzewając, że jakiś biedak zostanie zmuszony do tego czynu.
Edward Bradbury zacisnął usta. Nie spodziewał się, że jego smarkata córka zacznie zadawać mu pytania.
- On i jego ojciec są właścicielami firmy elektronicznej – odrzekł krótko.
Wiedziała, że irytuje ojca i naraża szansę dostania pieniędzy na ryzyko, lecz brnęła dalej.
- Nie rozumiem.
- Do cholery! – wybuchnął ojciec, ale szybko się opanował i spokojniej dodał: - Jeżeli już musisz wiedzieć, to dotarło do mnie, że Nathan Mallory i jego ojciec są w dołku finansowym. Zaproponowałem więc synowi, że pożyczę im pieniądze, jeżeli w zamian wyświadczy mi przysługę.
Jej ojciec pomaga konkurentowi? Trudno było w to uwierzyć. Z drugiej strony potrzeba niezależności skłaniała ją, żeby się zgodzić. Zresztą nie znała się na interesach.
- Powiedziałeś, że dasz mu pieniądze, jeżeli…
- Żadne „dam”. Powiedziałem, że za zawarcie małżeństwa, które go do niczego nie zobowiązuje, dostanie pożyczkę, którą będzie musiał w ciągu dwóch lat spłacić. Jeszcze coś chcesz wiedzieć?
Ojciec nigdy nie próbował oszczędzać jej uczuć, ale nieco łagodniej niż zazwyczaj powiedział:
- Widziałem, jakimi pięknymi kobietami on się otacza. Zapewniam cię, że zanim umilknie marsz weselny, Nathan  pogna do adwokatów, żeby anulować małżeństwo.
Ale tak się nie stało. Nie było też marsza weselnego. W rzeczywistości wszystko odbyło się inaczej, niż zaplanował Edward Bradbury. Sądził, że wszystko da się załatwić w tydzień, a tymczasem musieli stawić się w urzędzie stanu cywilnego osobiście i zgłosić zamiar zawarcia związku, a następnie odczekać piętnaście pełnych dni.
I tak oto trzy tygodnie przed proponowaną datą Phelix stawiła się w urzędzie stanu cywilnego i po raz pierwszy zobaczyła mężczyznę, którego miała poślubić. Miała nadzieję, że ojciec też się pojawi, by trochę rozładować atmosferę, ale się rozczarowała. Nie widział potrzeby swojej obecności w urzędzie, bo miał ważniejsze sprawy.
- Jak go rozpoznam? – zapytała. - On cię rozpozna.
Zrozumiała, że ojciec dokładnie Nathanowi ją opisał. I rzeczywiście minutę po niej zjawił się wysoki ciemnowłosy mężczyzna, który bez wahania do niej podszedł.
- Cześć, Phelix – powiedział, a ona omal nie zemdlała. Miał klasę mimo zaledwie dwudziestu ośmiu lat. Nie wierzyła, że to jego ma poślubić!


Sara Andropolous obejrzała ciasto ze wszystkich stron. Wyglądało idealnie. Zadowolona przeniosła kawałek na porcelanowy talerzyk, polała odrobiną miodu, przybrała dwoma listkami mięty. Gotowe. Miała niecałe pięć minut na przyrządzenie kolejnych pięciu porcji.
Skończyła przed czasem.
Była na nogach od pięciu godzin, ale nie czuła zmęczenia. Uwielbiała tworzyć kulinarne dzieła sztuki. Skupiona na pracy zapominała o bożym świecie.
Przyjechała do Grecji cztery miesiące temu. Ucieszyła się, kiedy znalazła pracę w ośrodku Windsong kilka kilometrów od Salonik. Od dawna próbowała wyjechać do Grecji i nagle nadarzyła się okazja. Wiedziała, że nie może jej zmarnować. Porzuciła przyjaciół, wynajęła swoje londyńskie mieszkanie i ruszyła nad Morze Egejskie. Przyświecał jej jeden cel: zobaczyć się ze swoją babką, Eleani Konstantinos.
Przed rokiem Stacy, przyjaciółka Sary, odkryła miejsce pobytu starszej pani, która wiele lat temu wyszła za mąż po raz drugi. Pół roku później Stacy poinformowała przyjaciółkę, że w ekskluzywnym ośrodku wypoczynkowym należącym do wnuka obecnego męża Eleani trwa nabór pracowników. Sara natychmiast się zgłosiła. Przyjęto ją dwa tygodnie po rozmowie kwalifikacyjnej. To, że była Greczynką i znała język, niewątpliwie pomogło.
Po czterech miesiącach zdarzył się cud: została szefem kuchni na luksusowym jachcie Nikosa Konstantinosa. Liczyła na to, że prędzej czy później odwiedzą wyspę, na której Eleani osiedliła się wraz z mężem. Co będzie dalej, tego Sara nie wiedziała. Postanowiła zdać się na los.
Postawiła talerzyki z deserem na srebrnej tacy. Lada moment steward zaniesie tacę do jadalni.
Kucharz, który zwykle pracował na „Cassandrze”, dostał ostrego zapalenia wyrostka. Szef kuchni z Windsong zwrócił się do Sary z prośbą o zastępstwo. Wyjaśnił, że właściciel ośrodka, Nikos Konstantinos, zaprosił kilka osób na tygodniowy rejs po Morzu Egejskim. Sara nie posiadała się z radości. Może wreszcie spotka babkę!
Rodzinna wyspa Konstantinosów była odizolowana od świata. Dostęp do niej mieli jedynie członkowie rodziny i ich goście. List Sary został jej zwrócony nieotwarty, adresu mejlowego babki nie znała, numeru telefonu też nie. Wnuk na pewno strzegł prywatności dziadka i jego żony. Sara podejrzewała, że wyrzuciłby ją z pracy, gdyby wyjawiła, że chce się zobaczyć z Eleani.
Gdyby doszło do tego spotkania, może zdołałaby na chwilę zapomnieć o dumie cechującej rodzinę matki i powiedzieć Eleani o śmierci Damaris i jej ostatnich słowach, kiedy to wyraziła żal, że nie pogodziła się z rodzicami.
Mimo zerwania kontaktów z rodziną Damaris Andropolous nalegała, by Sara mówiła płynnie po grecku. Matka z córką mieszkały w Londynie, w dzielnicy greckich imigrantów, którzy przestrzegali tradycji i uwielbiali celebrować greckie święta. Zapewne dzięki swoim korzeniom i doskonałej znajomości języka Sara bez trudu przystosowała się do życia w Windsong. Zresztą słoneczna Grecja stanowiła miłą odmianę po dżdżystym Londynie.
Sara nieustannie zastanawiała się, co powie babce, jeśli oczywiście nadarzy się okazja do rozmowy. Jedyne informacje na temat Andropolousów miała od swojej przyjaciółki Stacy, której kuzyni wciąż mieszkali w Grecji. Otóż dziadek Sary zmarł kilka lat temu, a Eleani poślubiła Spirosa Konstantinosa, właściciela wielkiej firmy żeglugowej. O rodzinie Konstantinosów Sarze niewiele udało się dowiedzieć.
- Spóźniłem się, przepraszam. To się nie powtórzy – rzekł Stefano, zabierając tacę z deserami. Spóźniał się przynajmniej raz dziennie i zawsze obiecywał, że to się nie powtórzy. – Wygląda pysznie. Zaniosę gościom…
Wrócił, zanim Sara skończyła szykować deser dla załogi.
- Córeczka roztacza swoje wdzięki – oznajmił, opierając się o framugę. – Podejrzewam, że po to jest ten rejs: żeby śliczna Gina Fregulia i Nikos mieli okazję się lepiej poznać. Stary Fregulia chciałby wydać córkę za Nikosa, a Nikos nie wydaje się temu przeciwny.
- Skąd wiesz? – spytała Sara, nie przerywając pracy.
- To żadna tajemnica. Szef ma trzydzieści cztery lata. Najwyższy czas założyć rodzinę, inaczej kto odziedziczy ten majątek?
Sara podniosła wzrok.
- A ty masz trzydzieści pięć lat. I co, jesteś żonaty?
Stefano roześmiał się.
- Ja to co innego. Pływam po Morzu Egejskim, codziennie spotykam piękne kobiety. Nie muszę myśleć o tym, komu zostawię w spadku dwie fortuny.
- Dwie?
- Nikos nie poszedł w ślady ojca i dziadka. Zamiast pracować w rodzinnej firmie żeglugowej, zarobił fortunę, prowadząc ośrodek wypoczynkowy. Chciałbym mieć choć część jego majątku.
- Nie wątpię.
- Ciekawe, jak się rozwinie romans między panną Giną a Nikosem.
- Chyba normalnie?
- Bo ja wiem? Podobno Nikos bardzo kochał swoją pierwszą narzeczoną. Po ich rozstaniu długo miotał się jak ryba w sieci. W świecie wielkich pieniędzy aranżowane małżeństwa wciąż są praktykowane. Rodzice Giny są znanymi producentami wina. Ich majątek dorównuje fortunie Nikosa.
- Życzę młodym dużo szczęścia – powiedziała Sara, kończąc szykowanie deseru dla załogi.
- Gina będzie bardzo szczęśliwa, mogąc dorwać się do milionów Nikosa.
- Mówiłeś, że jest bogata…?
- Nie ona. Jej ojciec.
Sara pokręciła głową. Stefano mówił o szefie „Nikos”, przypuszczalnie jednak w jego obecności zachowywał się poprawnie. Ona sama jeszcze szefa nie poznała. I wcale jej na tym nie zależało; chciała tylko, żeby jacht dopłynął do rodzinnej wyspy Konstantinosów.
- Kapitan nie będzie jadł deseru, wrócił już na mostek. – Stefano sięgnął po tacę.
Sara wyszła za nim na rufę, gdzie ustawiono stół dla załogi. Nie licząc Stefana, mężczyźni byli w wieku jej matki. Odprężyła się. Minęła dziewiąta. Statek łagodnie kołysał się na wodzie, wiał leciutki wiatr, na ciemniejącym niebie migotały gwiazdy.
Zjadłszy kolację, Sara zastanawiała się, czy nie położyć się na leżaku. Podobało jej się to delikatne kołysanie. Może powinna poszukać stałej pracy na jakimś statku?
Członkowie załogi kolejno wstawali od stołu, dziękując za posiłek. Jeden oparł się o reling, inni wrócili do swoich zajęć. Po jakimś czasie Sara również wstała i zeszła na dół sprawdzić, czy ma wszystko na jutrzejsze śniadanie.
Kuchnia lśniła. Stefano pozmywał naczynia, wytarł blaty i znikł. Szkoda; miała ochotę na towarzystwo.
Nucąc pod nosem, zajrzała do ogromnej spiżarni. Nagle podskoczyła, słysząc, jak ktoś otwiera drzwi. Obróciwszy się, ujrzała Nikosa. Nie mógł to być nikt inny.
Sara wpatrywała się w niego jak urzeczona. Był wysoki i szczupły, miał falujące czarne włosy, opaleniznę świadczącą o wielu godzinach spędzonych na egejskim słońcu i ciemne oczy, które przyglądały się jej z powagą. W białej marynarce prezentował się wspaniale. Szkoda, że Stacy nie widzi, jak na prywatnych jachtach bogacze stroją się do kolacji, przemknęło Sarze przez myśl.
- Czym mogę służyć? – spytała, ocknąwszy się ze zdumienia. Coś ją ciągnęło do tego mężczyzny, jakaś magnetyczna siła. Zerknęła na swoje nogi i odetchnęła z ulgą: nie, nie przysunęła się bliżej.
- Pani zastępuje Paula? – zdumiał się.
Na dźwięk jego niskiego głosu Sarę przeszył dreszcz. Miała ochotę zamknąć oczy i poprosić mężczyznę, aby powiedział wiersz. Albo od biedy policzył do stu.
- Tak – odparła z uśmiechem.
Nie popełnij żadnego głupstwa, ostrzegła samą siebie. Bo tylko dzięki temu człowiekowi możesz dotrzeć do Eleani.
Nikos zmrużył oczy.
- Nie spodziewałem się tak młodej osoby.
- Wiek niekoniecznie idzie w parze z umiejętnościami.
Czyli kobieta dwudziestokilkuletnia nie może być równie utalentowana co pięćdziesięciolatka? Sara przestała bujać w obłokach. Nikos Konstantinos pochodzi z tego samego świata, który jej matka porzuciła trzydzieści lat temu. Cóż on mógł wiedzieć o niedostatku, trudzie i bólu? O ciężkiej pracy bez chwili wytchnienia? Ona, Sara, harowała dniami i nocami, doskonaląc swoje umiejętności. Wiek nie ma nic do rzeczy. Liczy się zapał, upór, determinacja.
Może Nikos Konstantinos nie jest jej wrogiem, ale z całą pewnością nie jest przyjacielem.
- Przepraszam, jeśli panią uraziłem. Nie chciałem. Przyszedłem podziękować za dzisiejszą kolację. Goście byli zachwyceni. Jagnięcina niemal rozpływała się w ustach.
Sara ucieszyła się z pochwały i zdziwiła, że jej nowy szef zadał sobie trud, by zejść na dół i osobiście wyrazić uznanie.
- Jestem Nikos Konstantinos – oświadczył. Jakby nie wiedziała.
- Sara Andropolous – odparła, wstrzymując oddech.
Czy Nikos skojarzy nazwisko? A może to nie on kazał odesłać do nadawcy list, jaki wysłała wiele miesięcy temu?
- Niczego tu pani nie brakuje?
- Och, nie. Taka kuchnia to marzenie.
- Podobnie jak pani posiłki.
Sara milczała, nie wiedząc, co powiedzieć. Po chwili mężczyzna skinął głową i opuścił kuchnię.
Nikos Konstantinos osiągnął sukces w branży hotelarskiej. Zbudowany przez niego ośrodek Windsong zajmował ważne miejsce na turystycznej mapie Grecji. Zatrzymywali się w nim goście z całego świata. Podobno rezerwacje należało robić co najmniej rok naprzód. Sam hotel oferował mnóstwo atrakcji, poza tym goście mogli pływać po zatoce, uprawiać sporty wodne, wybrać się do jednej z sześciu doskonałych restauracji na terenie ośrodka lub zamówić kolację do pokoju i zjeść posiłek na tarasie.
Nikos mógł być z siebie dumny: w tak młodym wieku prowadzić tak wielki ośrodek… Może, pomyślała Sara, powinna była odwzajemnić jego komplement. Z drugiej strony za Nikosem stała bogata rodzina; w przeciwieństwie do normalnych ludzi on nie musiał martwić się, skąd wziąć pieniądze.
Ona zaś dorastała w biedzie. Chcąc do czegoś dojść w życiu, skończyła szkołę gotowania. Na naukę zarabiała, harując godzinami przy zmywaku. Upór, determinacja i odziedziczona po matce duma pozwoliły jej zdobywać coraz wyższe szczyty.
Z kolei Nikos… Psiakość, jaki Nikos? – skarciła się w duchu. Nie są przyjaciółmi ani nawet znajomymi. Pan Konstantinos, tak powinna o nim myśleć.
Jeśli gościom będą smakować posiłki na jachcie, pan Konstantinos zatrzyma ją do końca rejsu. Może popłyną na jego rodzinną wyspę…?
Wkrótce później Sara skierowała się do swojej malutkiej kabiny. Miała ogromne szczęścia, że szef kuchni w Windsong polecił ją do pracy na „Cassandrze”. Na pokładzie znajdowało się dwanaście osób: pięcioro gości, Nikos, kapitan, czterech załogantów, no i ona. Nie było porównania z ilością dań, jakie musiała codziennie przygotowywać w ośrodku.
Na widok pięknego białego jachtu zaparło jej dech w piersiach. Sprawiał wrażenie bardzo przestronnego; na tylnym pokładzie można by śmiało urządzić przyjęcie dla pięćdziesięciu gości. Właśnie na rufie załoga spędzała wolny czas. Właściciel jachtu wyjątkowo dobrze traktował swój personel.
Sara zmarszczyła czoło. Nie powinna skupiać się na zaletach szefa. Wprawdzie Nikos był jednym z najbardziej seksownych mężczyzn, jakich kiedykolwiek spotkała, ale dzieli ich przepaść. Poza tym, jak mówił Stefano, w czasie rejsu Nikos miał zdecydować, czy chce się ożenić z córką człowieka, z którym łączą go interesy. Małżeństwo z rozsądku? Sarze przypomniała się sytuacja, w jakiej przed laty znalazła się jej matka. Ale przynajmniej Gina z Nikosem nie wydawali się przeciwni pomysłowi.
Sarę zaskoczyło, że Nikos tak się jej spodobał. Na moment zapomniała, że jest jej szefem; niewiele brakowało, żeby zaczęła z nim flirtować.
Przystojny mężczyzna, samotna kobieta, romantyczna sceneria…
Popełniłaby duży błąd.

O serii - Romans DUO

Seria ta oferuje powieści o subtelnej i pełnej uroku miłości. Książki z tej serii koncentrują się na opisie głębi ludzkich uczuć, często poruszają ważkie problemy, ale zawsze w lekkiej i przystępnej formie. Nasycone są lokalnym kolorytem i ciekawymi obserwacjami, gdyż akcja rozgrywa się w różnych zakątkach Ameryki, Europy i Australii. 

Seria ta oferuje powieści o subtelnej i pełnej uroku miłości. Książki z tej serii koncentrują się na opisie głębi ludzkich uczuć, często poruszają ważkie problemy, ale zawsze w lekkiej i przystępnej formie. Nasycone są lokalnym kolorytem i ciekawymi obserwacjami, gdyż akcja rozgrywa się w różnych zakątkach Ameryki, Europy i Australii. Bohaterami bywają zarówno tzw. zwykli ludzie, jak i przedstawiciele elity finansowej, towarzyskiej lub arystokracji. Powieści te propagują tradycyjne wartości, takie jak: miłość małżeńska i rodzicielska, przyjaźń, wierność.


W serii Romans Duo oferujemy dwa pasjonujące opowiadania w jednej książce.

Zobacz stronę serii

Dowiedz się więcej

Czytelniczki, które interesował ten produkt, oglądały również:

Opinie czytelników

Zarejestruj się, aby dodać opinię

Rejestracja użytkownika

Zarejestruj się w naszym serwisie, by oceniać książki, dodawać opinie oraz spotkać osoby, które tak jak Ty lubią czytać książki.

Zapisz się na newsletter, a otrzymasz prezent w postaci eBooka „Raj na Ziemi”, Mary Alice Monroe

Zarejestruj się lub

Hity Miesiąca

  1. 1. W cieniu starych drzew W cieniu starych drzew

    Autor:
    Penny Jordan
    Seria:
    Satine
    Ocena:
    5
    Cena:
    19.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  2. 2. Bratnie dusze Bratnie dusze

    Autor:
    Diana Palmer
    Seria:
    Romans
    Ocena:
    5
    Cena:
    34.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  3. 3. Trzej bracia Trzej bracia

    Autor:
    Nora Roberts
    Seria:
    Romans
    Ocena:
    5
    Cena:
    34.99 zł
    Kup taniej:
    Kup

Top 10 Tygodnia

  1. 1. Pozory mylą, W zamku nad Loarą Pozory mylą, W zamku nad Loarą

    Autor:
    Julia James, Christina Hollis
    Seria:
    Światowe Życie DUO
    Ocena:
    4
    Cena:
    14.99 zł
    Dostępność książki:
    Wyprzedane
  2. 2. Koło fortuny Koło fortuny

    Autor:
    Margaret Way
    Seria:
    Romans
    Ocena:
    4
    Cena:
    9.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  3. 3. Serce milionera Serce milionera

    Autor:
    Lucy Monroe
    Seria:
    Światowe Życie
    Ocena:
    5
    Cena:
    9.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  4. 4. Na paryskich salonach Na paryskich salonach

    Autor:
    Caitlin Crews
    Seria:
    Światowe Życie
    Ocena:
    5
    Cena:
    9.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  5. 5. Niezapomniany wernisaż Niezapomniany wernisaż

    Autor:
    Kate Hewitt
    Seria:
    Światowe Życie Extra
    Ocena:
    3
    Cena:
    9.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  1. Podróż w chmurach
  2. Zakochana bez pamięci
  3. Kłopotliwy spadek
  4. W cieniu starych drzew
  5. Smak czerwonego wina, Bezsenne noce

Nowość

Trzej bracia Trzej bracia

Autor:
Nora Roberts
Seria:
Romans
Ocena:
5
Cena:
34.99 zł
Kup taniej:
Kup

Przejdź do strony książki

Bezpłatny Newsletter

Zapisz się. Poinformujemy Cię o promocjach i konkursach z nagrodami.