Pierwszy pocałunek, Wieczory w Chicago
Natalie Anderson, Mira Lyn Kelly
- Średnia ocena:
- 4.83 (6 głosów)
- Ocena:
-
- Seria:
- Światowe Życie DUO
- Liczba stron:
- 320
- Oprawa:
- miękka
- ISBN:
- 978-83-238-8263-3
- W sprzedaży od:
- 11.01.2012
- Cena:
- 14.99 zł
- Dostępność książki:
- Wyprzedane
Zarejestruj się i:
-
Oceń książkę
Zaznacz tyle gwiazdek na ile oceniasz książkę
- Oznacz jako przeczytaną
- Chcę przeczytać tę książkę
- Skomentuj tę książkę
-
Fragment książki Powrót
Skończysz to do trzeciej? Wspaniale!
Dani zamarła na dźwięk znajomego głosu.
- Oczywiście – zapewniła sekretarka prawie bez tchu.
Dani nie wątpiła, że dotrzyma słowa. Sama stanęłaby na głowie, żeby wykonać przed czasem polecenie dyrektora naczelnego korporacji finansowej Carlisle. Aleks Carlisle znów dokonywał obchodu hali biurowej. Cała załoga wychodziła ze skóry, żeby go zadowolić. Dani nie potrafiła ocenić, czy on zdaje sobie sprawę, jak piorunujący efekt wywiera na rzeszy wielbicielek.
Sama do nich należała. Nie potrafiła od niego oczu oderwać. Jego obecność tak ją rozpraszała, że nie wykonywała nawet połowy zaplanowanych zadań. Z jednej strony wolałaby, żeby sobie poszedł, z drugiej pragnęła, by został jak najdłużej.
Obserwowała go cały tydzień. Gdy opuszczał swój wytworny gabinet na ostatnim piętrze, by nadzorować podwładnych, wszystkie pracownice szybciej stukały w klawiaturę. Charyzmatyczny, pewny siebie, zawsze dostawał to, czego chciał. Jedna z sekretarek zdradziła jej, że lubi kobiety – piękne, wykształcone, ambitne i z wyższych sfer. Podobno nie stronił od romansów. Każda z pracownic marzyła, żeby zostać jego wybranką.
Rozumiała je, skrycie podzielała ich pragnienia, ale nie mogła sobie pozwolić na słabość. Zerknęła na zegarek. Do przerwy pozostało zaledwie kilka minut. Zwykle nie czekała na nią z tak wielką niecierpliwością. Praca pochłaniała ją bez reszty, lecz tu żyła w nieustannym napięciu – z jego powodu. Podświadomie wciąż czekała na jego pojawienie się jak zadurzona nastolatka. W latach szkolnych nie doświadczała tego rodzaju emocji, lecz widocznie na wszystko musi przyjść czas.
Sam dźwięk jego głosu przyspieszył jej puls. Zupełnie niepotrzebnie. Rozmowna koleżanka poinformowała ją również, że Aleks Carlisle nigdy nie uwodzi pracownic. Wielka szkoda. Patrzyła, jak rozmawiał z jej kierowniczką. Był wysoki, długonogi, nieodparcie atrakcyjny.
Nagle odwrócił się, napotkał jej wzrok. Zatrzymał na niej spojrzenie przepięknych zielonych oczu. Dani uwielbiała zieleń. Chciwie chłonęła cudowny widok, niezdolna wykonać żadnego ruchu. Przestała słyszeć biurowy szum. Dyrektor zrobił krok w jej kierunku. Czyżby zamierzał zaszczycić ją rozmową?
W tym momencie ktoś go zawołał. Odwrócił głowę, uśmiech zgasł na jego ustach. Magiczna chwila minęła bezpowrotnie. Dopiero teraz Dani uświadomiła sobie, że wstrzymała oddech. Wypuściła powietrze z płuc. Usiłowała sobie wmówić, że to dobrze, że odszedł. Choć jego widok rozgrzewał jej serce, odbierał też zdolność logicznego myślenia. Nie wyobrażała sobie, jak można wykonać choćby najprostszą czynność, kiedy on krąży po sali.
Do lunchu pozostały dwie minuty. Choć nie zwykła opuszczać przed czasem stanowiska pracy, teraz musiała zaczerpnąć świeżego powietrza. Nie czuła wyrzutów sumienia. Przyszła wcześniej i obiecała zostać po godzinach.
Niski wzrost pozwolił jej niepostrzeżenie przemknąć przy ścianie do windy. Zwykle schodziła po schodach, ale ponieważ właśnie stał przy nich sam naczelny, rozsądek podpowiedział, że lepiej nie wchodzić mu w drogę. Dokładała wszelkich starań, by przełamać strach przed zamkniętymi pomieszczeniami. Powtarzała sobie, że miliony ludzi codziennie przemierzają piętra w ten sposób. Spróbowała skupić myśli na swoich poszukiwaniach. Jeżeli zje w biegu, zdąży przejrzeć pocztę internetową w publicznej bibliotece.
Lęk nie ustępował. Nacisnęła guzik i zamknęła oczy. Zaraz jednak jakiś hałas zmusił ją do ich otwarcia. Ktoś wsadził rękę w niedomknięte drzwi i na powrót je otworzył.
- Zaraz wracam. Prześlij listę gości Lorenzowi, dobrze? I sprawdź, czy tym razem podali właściwą liczbę wegetarian. Nie wolno nam nikogo zawieść. Aha, jeszcze przypilnuj, żeby Cara otrzymała szczegółowy plan na sobotę.
Podczas gdy Aleks Carlisle wydawał polecenia, winda dawno zdążyłaby wrócić z parteru. W końcu wsiadł i przeprosił za zwłokę. Tylko czy szczerze? Zdaniem Dani nie cenił cudzego czasu. A miała tylko godzinę, w dodatku niepłatną. Lecz gdy drzwi się zamknęły, irytacja ustąpiła miejsca lękowi. Czy nigdy go nie zwalczy? Odnosiła wrażenie, że się dusi. Pot spływał jej po plecach. Stanęła sztywno w najdalszym końcu kabiny i zacisnęła zęby.
- Dobrze się pani czuje?
Dani nie zdołała odpowiedzieć. Z zapartym tchem odliczała mijające sekundy.
Nagle usłyszała zgrzyt. Winda stanęła, ruszyła i znów stanęła. Między piętrami. Światełka na tablicy rozdzielczej zgasły. Dani wpadła w popłoch, dostała mdłości. Powiedziała sobie, że musi wytrzymać. W końcu kilka lat terapii powinno przynieść jakiś rezultat. Na razie jednak jej zdenerwowanie nie umknęło uwagi dyrektora.
- Przerwa nie potrwa długo. Nasze windy nigdy się nie psują – zapewnił ze zniewalającym uśmiechem, od którego rosło jej ciśnienie.
- Do czasu. Widocznie zmylił ją pan, zatrzymując zbyt długo z otwartymi drzwiami.
- Maszyny nie doświadczają ludzkich rozterek – zażartował. – Działają według konkretnego programu. Chyba pracuje pani od niedawna. Widziałem panią w biurze.
- Tak – potwierdziła z zakłopotaniem.
Zielone oczy popatrzyły na nią z troską. Zrobił krok w jej kierunku.
- Nazywam się...
- Wiem, kim pan jest.
Spochmurniał.
- W takim razie wie pani więcej ode mnie, bo ja nie potrafię powiedzieć, kim jestem – oświadczył z goryczą.
Zaskoczona niespodziewanym wyznaniem, umknęła wzrokiem w bok. Ledwie zerknęła na ścianę, strach ponownie chwycił ją za gardło. W płucach zabrakło powietrza.
- Nie ma powodów do obaw – spróbował ją uspokoić, a gdy nie zareagowała, dodał: - Wszystko będzie dobrze... koteczku.
Najdziwniejsze, że ostatnie słowo zdziałało cuda. Zapomniała o strachu. Zaskoczona, podniosła na niego wzrok. Wtedy objął ją dłońmi w talii i powoli, nieskończenie powoli pochylił głowę, jakby dawał jej czas do namysłu.
Lecz Dani przestała myśleć. Nie zaprotestowała, gdy poczuła na ustach dotyk ciepłych warg. Kiedy uniósł ją do góry, odruchowo otoczyła go ramionami w poszukiwaniu oparcia. Pocałunek sprawił jej taką przyjemność, jakby równocześnie ogrzewały ją promienie słońca, owiewała morska bryza i omywały fale tropikalnego morza. Objęła go ciaśniej, wplotła palce w gęste, ciemne włosy. Oddawała pocałunki, spragniona jeszcze większej bliskości, kompletnie nieświadoma, że gorączkowo rozpina mu koszulę.
Wtem oderwał ją od siebie i postawił na podłodze. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że winda ruszyła w dół. Aleks otworzył usta, lecz zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, na kolejnym piętrze wsiadło kilku bankierów i techników. Wszyscy wykrzykiwali jego imię.
Dani nie zmarnowała okazji. Umknęła niepostrzeżenie. Lecz gdy zerknęła do tyłu, spostrzegła, że odprowadza ją wzrokiem. Przyspieszyła kroku. Postanowiła zadzwonić do agencji pośrednictwa pracy, żeby poszukali jej innego stanowiska. Musiała twardo stąpać po ziemi, choć na chwilę została zabrana do nieba.
Aleks upił łyk słabej kawy. Nawet w wygodnej poczekalni pierwszej klasy smakowała okropnie, jak zwykle na lotniskach. Od dwudziestu minut usiłował skupić uwagę na treści przygotowywanego raportu, lecz litery wciąż tańczyły mu przed oczami. Powinien pracować, albo choćby spróbować przetrawić sensacyjną wiadomość od Patricka i przerażające wyniki testu ustalenia ojcostwa. Ale nie potrafił. Myślał tylko o tym, jak ponownie nawiązać kontakt z niewysoką, lecz bardzo ponętną pracownicą.
Chyba oszalał! Czy kiedykolwiek całował w windzie obce dziewczyny, na dodatek podwładne? No cóż, w każdym razie przynajmniej uśmierzył jej lęk... w na tyle przyjemny sposób, że na chwilę zapomniał o własnych kłopotach. Tylko jak doprowadzić do powtórki?
Zanim znalazł rozwiązanie, zadzwonił Lorenzo.
- Gdzie jesteś? – spytał bez wstępów.
- Na lotnisku w Sydney.
- Ostatnio trudno cię zastać w domu.
- Właśnie wracam.
Aleks zorganizował sobie służbowy wyjazd zaraz po telefonie od Patricka. Po latach nieregularnej wymiany korespondencji nagle postanowił wyznać mu wstrząsającą prawdę. O trzydzieści lat za późno. Aleks z początku mu nie uwierzył. Zażądał wykonania testów. W ciągu dwudziestu czterech godzin uzyskał potwierdzenie. Wtedy postanowił wyjechać, choć równie dobrze mógł załatwić interesy przez telefon. Lecz teraz już tęsknił za Auckland i za codzienną rutyną.
- Powinieneś coś zobaczyć – wyrwał go z zamyślenia głos Lorenza.
Dopiero teraz uświadomił sobie, że nadal trzyma aparat przy uchu. Zaalarmowała go jakaś ostrzegawcza nuta w głosie przyjaciela.
- Co takiego?
- Zaraz ci prześlę nagranie z You Tube.
- Jakiś głupi żart?
- Nie sądzę.
- Chyba nie porno?
- Lepiej spójrz na ekran.
Aleks odczytał tytuł: „Uwięziona i uwiedziona”. Zmarszczył brwi, zaskoczony słabą jakością czarno-białego obrazu. A potem rozpoznał windę. I aktorów widowiska. Tym razem on doznał ataku klaustrofobii, jak w pułapce bez wyjścia. Tylko muzyka mu nie pasowała. Nie puszczali jej w superszybkich, nowoczesnych windach, bo podróż trwała zbyt krótko, by wysłuchać choćby zwrotkę. Ktoś dodał do nagrania tak zwaną nastrojową melodyjkę, słodką i lepką jak roztopiona czekolada. Ohyda!
Na ekranie dziewczyna nie robiła wrażenia zdenerwowanej, choć w rzeczywistości drżała jak liść na wietrze. Po chwili zaczęli poruszać ustami. Mimo że kamera ochrony nie rejestrowała dźwięku, pamiętał każde słowo. Powtórzył je chyba z milion razy podczas pięciu nieprzespanych nocy.
Jej twarzy też nie zapomniał, ani krótkiej ciemnej czuprynki ze zbyt długą grzywką, ani koszuli, wzorowanej na męskiej, profesjonalnej aż do przesady, ani tym bardziej apetycznych wypukłości pod spodem.
Chciał jakoś odwrócić uwagę od wyników tego przeklętego testu. Nie chciał o nich myśleć. Faktycznie dość skutecznie wyłączył myślenie, gdy trzymał w ramionach apetyczną brunetkę. W ślicznych ciemnych oczach błyszczały złociste refleksy. Nadal marzył, by znów w nie spojrzeć z bliska.
Na filmie je zamknęła. Z pasją oddawała pocałunki, gładziła go po plecach, po głowie. A jego ciało zareagowało tak samo jak wtedy, gdy go rzeczywiście pieściła. Potem winda ruszyła, o wiele za szybko.
- Oglądasz po raz drugi? – spytał Lorenzo. – Otrzymałeś niezłe recenzje. Gratuluję, zostałeś gwiazdą.
Aleks po przeczytaniu kilku wpisów poczerwieniał jak nastolatek. Przyjaciel dobił go do reszty. Znał go jednak na tyle dobrze, by wiedzieć, że mimo pozorów beztroski zżerają go nerwy, tak samo jak jego.
- Kto to taki? – zapytał Lorenzo.
- Nie mam pojęcia.
- Jak to?
- Przyjęto ją na krótko, kilka dni temu. Nawet nie znam jej imienia.
- W takim razie radzę ci sprawdzić jej tożsamość. Film już krąży po wszystkich oddziałach.
- Chyba żartujesz!
- Niestety nie. Dziś rano przysłano mi go trzykrotnie, ostatni raz z filii w Hong Kongu.
Aleksa ogarnęła wściekłość. Nie potrzebował dodatkowych kłopotów, a dziewczyna na nie nie zasłużyła. Popełnił okropne głupstwo, spełniając chwilową zachciankę, niezgodną z jego etyką zawodową. Świadomy możliwych konsekwencji, do tej pory jak ognia unikał flirtów w miejscu pracy. Najgorsze, że ta dziewczyna nadal go pociągała. Zamiast pracować, zmitrężył wiele godzin na rozmyślaniach, jak nawiązać z nią kontakt po powrocie do Auckland, nie łamiąc ustalonych przez siebie zasad.
- Co by na to powiedział twój stary? – drwił dalej Lorenzo. – „Niegrzeczny chłopiec! Ciężki wstyd!”.
Aleks zamarł w bezruchu. Zatrzymał odtwarzanie nagrania. Nie wyjawił przyjacielowi wyników testu DNA, które dowiodły bez cienia wątpliwości, że Samuel Carlisle nie był jego ojcem. Spłodził go najbliższy przyjaciel, Patrick. Potem trzymał go do chrztu. Przez całe dzieciństwo odgrywał rolę dobrego wujka, zawsze gotów do pomocy. Kiedy Aleks zastanawiał się, czy podjąć pracę w rodzinnym przedsiębiorstwie, z niezachwianą pewnością rozproszył jego wątpliwości:
- To twoje dziedzictwo, chłopcze. Masz je we krwi. Nie zapominaj, że jesteś jedynym potomkiem rodziny Carlisle.
Jakże łatwo przychodziły mu kłamstwa!
Kilka lat później Aleks odkrył, że z Samuelem nie łączą go więzy krwi. Kiedy zachorował, jako kochający syn zaoferował swoje organy do przeszczepu. Wyniki badań nie wykazały pokrewieństwa. Matka ubłagała go, żeby to zataił. Nie wyjawiła jednak nazwiska jego prawdziwego ojca. Zabrała tajemnicę do grobu.
Aleks nie spytał o to Samuela, żeby nie rujnować mu ostatnich lat życia. Nierozwiązana zagadka dręczyła go przez długie lata. Zdrada i zakłamanie najbliższych pozbawiły go zaufania do ludzi. Czuł, że nigdy im nie wybaczy oszustwa. Przeżył zbyt wielki wstrząs.
Gdy ponownie zerknął na ekran, roześmiał się z goryczą. Złamał własne zasady jeden, jedyny raz, w najtrudniejszym momencie życia. Traf chciał, że akurat go na tym przyłapano. Fatalne zwieńczenie koszmarnego tygodnia!
- Niedługo wracam. Przyjdź do mnie po południu – poprosił Lorenza, po czym wyłączył telefon.
Narastała w nim złość. Najchętniej wpadłby do biura ochrony, odnalazł sprawców skandalu i wyrzucił z pracy. Lecz zdawał sobie sprawę, że narobiłby sobie jeszcze większego wstydu. Musiał poprzestać na upomnieniu za niewłaściwe wykorzystywanie Internetu, przynajmniej na razie.
Jej też nie mógł zwolnić. Popełniłby nie tylko przestępstwo, ale i nikczemność. Już ją naraził na przykrości. Wyobrażał sobie, jak będzie się czuć pod obstrzałem ironicznych spojrzeń współpracowników. Tylko jak ją ochronić? Nawet nie znał jej nazwiska.
Dani nie potrafiła sobie przypomnieć, co złego zrobiła. Pracowała tu od tygodnia. Do tej pory wszyscy traktowali ją uprzejmie, nie licząc Aleksa Carlisle. Ale o nim wolała nie myśleć. Najchętniej wyrzuciłaby z pamięci te najbardziej szalone pięć minut życia. On z całą pewnością już o nich zapomniał, bo zupełnie zniknął z pola widzenia. Po przygodzie w windzie zaprzestał codziennych wizytacji. Dani udawała przed sobą, że niewiele ją to obchodzi. Nie mogła sobie pozwolić na zmianę firmy. Korzystne oferty nie leżą na ulicy. Nikt nie oferował równie długiego terminu zatrudnienia i równie dobrych zarobków.
Musiała mężnie znieść zaciekawione spojrzenia. Wszyscy wyciągali szyje, żeby ją obejrzeć. Czyżby wiedzieli, co zaszło między nią a szefem? Nie, niemożliwe!
Tylko dlaczego wszyscy wciąż się na nią gapią? Może się pobrudziła? Schylona za ekranem komputera, wytarła twarz chusteczką. Bez skutku. Ciekawskie oczy nadal śledziły każdy jej ruch. Myśli wbrew woli wciąż krążyły wokół Aleksa. Uprzedzano ją, że on działa na kobiety jak magnes, ale nie doceniała niebezpieczeństwa, póki sama nie poznała jego siły przyciągania.
Nie tylko on ponosił winę za incydent w windzie. Przerażała ją własna słabość.
Tymczasem w sali wrzało, jakby jakiś niewidzialny, bezszelestny prąd zmusił całą załogę do wzmożonej aktywności ruchowej. Właśnie podeszła do Dani kierowniczka działu kadr, zwana pieszczotliwie Smoczycą.
- Czy mogłabyś do mnie przyjść? – poprosiła tonem, który wzbudził w Dani poczucie winy, choć nie popełniła żadnego wykroczenia.
W sali zapadła cisza. Wszyscy zastygli w bezruchu. Obserwowali ją. Uniosła wysoko głowę, żeby nie okazać słabości.
- Może pojedziemy windą? – zaproponowała kadrowa z dziwnym błyskiem w oku.
- Wolałabym pójść schodami – odparła półgłosem.
Oczy Smoczycy ponownie rozbłysły. Dani dostrzegła cień szyderczego uśmiechu. Lecz już po chwili jej twarz znów przypominała zimną, kamienną maskę. W drodze nie padło ani jedno słowo. Złowroga cisza aż dzwoniła w uszach. Gdy dotarły do gabinetu, Smoczyca nie poprosiła, żeby Dani usiadła.
- Właśnie dzwonili z agencji pośrednictwa pracy – oznajmiła bez wstępów. – Wykryli luki w twoich dokumentach.
Serce Dani przyspieszyło. Czyżby dotarły do nich informacje o ojcu? – myślała gorączkowo. Nawet jeśli tak, to śledztwo wykazało, że nie była jego wspólniczką, tylko ofiarą, jak wszyscy, których okradł. Najlepszy dowód, że w banku w Australii bez przeszkód załatwiła wszelkie formalności. Ale może w Nowej Zelandii obowiązywały inne przepisy?
- Jakie luki? – spytała drżącym głosem.
- Nie wiem. Zapytaj swoją agentkę. W każdym razie nie możemy cię dłużej u nas zatrzymać – dodała na koniec lodowatym tonem.
- Jak to?
Dani wpadła w popłoch. Nie mogła sobie pozwolić na utratę pracy. Nie zdołała nic zaoszczędzić. Zostało jej niespełna pięćdziesiąt dolarów w portfelu, a poszukiwania słono kosztowały. Musiała go odnaleźć. Obydwoje zbyt długo czekali.
- Agencja przygotowała dla ciebie wypłatę za przepracowane dni. Odbierz ją u nich.
- Teraz?
- Zaraz. Tylko najpierw zabierz swoje rzeczy.
Osłupiała Dani patrzyła na bezduszną istotę, niezdolna pojąć, jak można tak bez skrupułów zrujnować cudze życie w kilka minut. Wyprostowała plecy, napięła wszystkie mięśnie, żeby powstrzymać drżenie, i wyszła na pusty korytarz. Kiedy składała papiery w agencji, nikt nie zgłaszał zastrzeżeń, nie wątpił w jej kwalifikacje, póki komuś nie zaczęła przeszkadzać. Czyżby komuś ważnemu?
Ostatnia myśl dosłownie ją poraziła. Stanęła jak wryta, wzięła głęboki oddech. Potem obróciła się na pięcie i ruszyła w przeciwnym kierunku, ku końcowi korytarza, gdzie niemłoda sekretarka strzegła dostępu do najwyższego sanktuarium.
Jazz House w Streeterville, modnej dzielnicy Chicago, nie wyróżniał się na pozór niczym szczególnym. Wnętrze, utrzymane w oszczędnej stylistyce lat trzydziestych ubiegłego wieku, było eleganckie i spokojne. W przyciemnionej sali płynęły tęskne melodie, a goście rozmawiali przyciszonymi głosami.
Calista McGovern siedziała tyłem do baru, wolno poruszała szklanką ginu z tonikiem i lodem, wsłuchując się w dźwięki bluesa. Od razu polubiła to miejsce.
Mogłaby tu często przychodzić, ale przez następne dwa miesiące będzie musiała poświęcić się pracy, która nie tylko pozbawi ją widoku dziennego światła, ale nawet i nocnych mroków. Została z ramienia korporacji menadżerem wielomiliardowego projektu MetroTrek – sieci sprzedaży detalicznej, więc podczas pobytu w Wietrznym Mieście będzie spędzała wiele godzin dnia i nocy w świetle jarzeniówek, z przerwami na szybkie posiłki i trochę koniecznego snu.
Była na to przygotowana. Przyjechała do Chicago do pracy. Jeśli się wykaże, to dostanie awans i stanowisko w Londynie. Obiecała jej to Amanda Martin, nowojorska szefowa, a Cali bardzo na to liczyła.
Cali przyleciała do Chicago dopiero przed trzema godzinami. Od razy zabrałaby się do pracy, ale Amanda nalegała, by pierwszy wieczór spędziła w mieście, a dokładnie w tym klubie.
Nigdy nie była lizusem, ale teraz sytuacja wydawała się szczególna. Miała szansę na pracę w Londynie i odbudowanie kariery, którą prawie całkowicie zniszczyła, więc rozsądek podpowiadał, że powinna się zastosować do sugestii szefowej.
Podczas swojej ostatniej wizyty w rodzinnym Chicago Amanda odkryła ten klub dzięki Jacksonowi, który był mężem jej młodszej siostry. Ulubiony klub Jacksona musiał być z definicji doskonały, podobnie jak sam Jackson. Amanda uwielbiała opowiadać o swoim ukochanym szwagrze, a Cali zwykle podśmiewała się z niej w duchu. Amanda mówiła o tym, jaki jest doskonały, nie szczędząc najdrobniejszych szczegółów. Cali podejrzewała, że Amanda się w nim podkochuje; wiedziała, że jej opinie są bardzo stronnicze.
Jednak tym razem musiała przyznać Jacksonowi rację. Jazz House był wspaniałym miejscem, Cali bardzo odpowiadała jego spokojna atmosfera. Przynajmniej do czasu, dopóki jakiś podpity mężczyzna po czterdziestce nie usiadł na stołku obok niej.
– My się chyba znamy?
Jake Tyler stał oparty o ścianę, nie spuszczając wzroku z kobiety siedzącej przy barze. Znieruchomiał w chwili, kiedy zobaczył, jak ona przerzuca swoje kasztanowe loki przez ramię i jak jej spódnica odsłania udo, kiedy zakłada nogę na nogę. Zapragnął jej dotknąć, zabrać ją do domu i zatracić się w niej.
Co prawda, nie przyszedł tu w poszukiwaniu towarzystwa. Chciał się tylko zrelaksować po wielu godzinach spędzonych na sali operacyjnej. Wiedział, że słuchając smooth jazzu, odpręży się, a potem wróci do domu, żeby się wyspać.
Postanowił skupić się na muzyce i zapomnieć o ładnej dziewczynie przy barze i prawie mu się to udało, ale wtedy pojawił się ten natarczywy facet. Dziewczyna próbowała uwolnić się od jego towarzystwa, bez powodzenia. Wciąż powtarzał: „My się chyba znamy”.
To było tak oklepane, że już dawno powinno zostać wykreślone ze słownika podrywaczy, ale jak widać na niektórych nie ma rady. Kiedy stało się jasne, że tamten się nie odczepi, Jake podszedł do baru.
Cali poczuła zapach wody toaletowej, potu i whiskey, kiedy mężczyzna przysunął się bliżej. Odstawiła szklankę i sięgnęła po torebkę. Muzyka była wspaniała, ale przez tego faceta będzie musiała wyjść.
– Jesteś sama – mówił niezrażony podrywacz znaczącym tonem. – I ja jestem sam.
– Cześć, kochanie. – Na dźwięk tego głębokiego głosu Cali przebiegł dreszcz po plecach.
Ktoś usiadł na wolnym stołku obok niej, Cali drgnęła, kiedy ciepła męska ręka zakryła jej dłoń.
– Mam nadzieję, że długo na mnie nie czekałaś. Miałem dużo pracy – usłyszała.
– Co? – wykrztusiła zdumiona.
Widok tego mężczyzny zaparł jej dech w piersiach. Szczupły, wysoki, wspaniale zbudowany, miał ciemne włosy, niebieskie oczy i niesłychanie seksowny uśmiech.
Niebezpieczny.
Teraz zrozumiała, że zaloty podpitego podrywacza były błahostką. Powinna szybko odejść, nie oglądając się za siebie.
Koniecznie.
– Cześć, kochanie – odparła bezmyślnie, patrząc na jego pełne, zmysłowe wargi.
Patrzyła na swojego wybawcę, kiedy ten odprowadzał wzrokiem pijanego natręta. Nowy znajomy był bardzo wysoki, musiał mieć chyba metr dziewięćdziesiąt wzrostu, był muskularny, miał szerokie ramiona. Cali nigdy nie zwracała uwagi na takich mężczyzn, ale ten …
Ten był współczesnym rycerzem w drogich, markowych dżinsach, który uratował damę z opresji. Był jej bohaterem.
– Przepraszam za to „kochanie” – obdarzył ją rozbrajającym uśmiechem – ale chciałem, by zrozumiał, że nie jesteś samotna.
Miał cudowny głos.
– I podziałało, dziękuję – odparła.
Cali usiłowała otrząsnąć się z wrażenia, jakie wywarł na niej ten mężczyzna. Była dorosłą kobietą i miała okazję rozmawiać z wieloma atrakcyjnymi mężczyznami, jednak ten był wyjątkowy. Przystojny i taki seksowny. Połączenie sportowca z nieskazitelnym dżentelmenem. Miała ochotę zanurzyć palce w jego czarnych włosach i podziwiać z bliska pięknie rzeźbione rysy twarzy.
Wyjątkowo niebezpieczny.
– Jake Tyler – przedstawił się, wyciągając do niej rękę.
– Cali … Chyba powinnam już iść.
– Teraz, kiedy odstraszyłem twojego prześladowcę? – Obrócił się do niej, w jego niebieskich oczach wyczytała naganę. – Choćby po to, żeby mi podziękować, powinnaś jednak zostać i dalej słuchać muzyki - tak jak chciałaś, zanim przysiadł się ten natręt.
A więc ją obserwował. Wolałaby tego nie wiedzieć. Wolałaby, żeby jej to nie sprawiało satysfakcji. Zerknęła na niego. Powinna ocenić zagrożenie.
– Wydawało mi się, że muzyka ci się podoba – powiedział, wzruszając ramionami i sięgając po drinka, który przyniósł mu barman.
– Lubię jazz – dodał. – Miło, kiedy innym też się podoba. Ten facet ci przeszkadzał, więc uwolniłem cię od niego. To wszystko. Możemy tu siedzieć i razem słuchać muzyki, nie zwracając na siebie nawzajem uwagi. Właściwie… – odchylił się na stołku – już o tobie zapomniałem.
Popatrzyła na niego i roześmiała się. Rozsądek podpowiadał jej, że powinna wybiec z klubu i wsiąść do pierwszej taksówki.
On jest kusząco niebezpieczny.
– Jeszcze tu jesteś? – Cali uniosła brwi, udając zdumienie.
Teraz on się roześmiał. Jego śmiech miał w sobie uwodzicielską nutę.
– W porządku – powiedział. – Jeśli tak bardzo chcesz rozmawiać, porozmawiajmy. Może o pracy?
To był mężczyzna, jakiego na pewno teraz nie potrzebowała, kiedy nastąpił korzystny zwrot w jej karierze. Spotkała go w pierwszym dniu nowej pracy, od której tak wiele zależało. W jej życiu nie było teraz miejsca dla mężczyzn. Powinna stąd uciec, jednak nie ruszała się z miejsca.
Przez ostatnie trzy lata uciekała, kiedy jakiś przystojniak powiedział jej coś miłego albo uśmiechnął się czarująco. Nie pozwalała sobie na żadne przyjemności i ta strategia się opłaciła. Osiągnęła swój cel.
Jednak dzisiaj nie chciała uciekać.
Może to była wina muzyki, atmosfery klubu, jej dobrego samopoczucia. A może chciała sobie przypomnieć, jak to jest, kiedy tak wspaniały mężczyzna stara się o jej względy. W końcu ten Jake Tyler nie prosił jej o to, by porzuciła dla niego swoją karierę. To był tylko flirt. Niewinny i zabawny. Ten człowiek nie będzie miał żadnego wpływu na jej karierę, bo nigdy więcej go nie zobaczy.
Ale żeby miała rozmawiać z nim o pracy? Wykluczone. Praca wiązała się z wszystkimi jej marzeniami, nadzieją i ambicją oraz z największym błędem, jaki popełniła w swoim życiu.
Nie. Kariera była intymną sprawą, a nie tematem na przelotny flirt.
– Nie rozmawiajmy o pracy – powiedziała, podnosząc szklankę do ust. – Przez następne kilka miesięcy będę całkowicie w niej pogrążona. To mój pierwszy wieczór w Chicago i w pewnym sensie ostatni. Potem nie będę już miała własnego życia.
– A więc przyjechałaś do Wietrznego Miasta tylko do pracy – zauważył z uśmiechem Jake.
– Rzeczywiście tak bardzo tutaj wieje? – spytała Cali. – To mój pierwszy dzień w mieście. Nigdy przedtem nie byłam w Chicago.
– Wieją silne wiatry, szczególnie w zimie – odparł. – Ale ta nazwa nie ma nic wspólnego z klimatem, tylko z polityką.
Zdumiona Cali uniosła brwi.
– Mieszkańcy Chicago stwierdzili, że ich politycy zmieniają poglądy wraz z każdym powiewem wiatru – wyjaśnił Jake. – To ciekawe, że pierwszego dnia trafiłaś do Streeterville. To bardzo ciekawa dzielnica, nie tylko w nocy. Jest tu wspaniałe Muzeum Sztuki Współczesnej i teatr szekspirowski – dodał. – Mieszkańcy są do niej bardzo przywiązani.
Jest ciekawym rozmówcą, pomyślała Cali.
Minęły dwie godziny. Cali siedziała z głową odrzuconą do tyłu, przymkniętymi oczami i cudownie się śmiała. Jej śmiech zachwycał Jake’a. Była wspaniała.
Po chwili spoważniała i obróciła się do niego, zakładając za ucho luźny kosmyk włosów.
Pragnął jej i wiedział, że ona też go pragnie.
Kiedy przymykała błyszczące, zielone oczy, jej długie, czarne rzęsy rzucały cień na policzki, a kiedy patrzyła na niego… Kosmyk kasztanowych włosów wysunął się zza jej ucha, a Jake nie mógł się powstrzymać i sam go poprawił. Ten przelotny kontakt wyzwolił w nim nagłą falę pożądania, nią także wstrząsnął dreszcz.
Jednak w jej oczach wyczytał niepokój.
Co ja robię? – pomyślał. Nie powinien podrywać takiej kobiety jak ona. Była rozkoszna, seksowna, trochę nieśmiała. Nie była kobietą na jedną noc, ani nawet na kilka nocy, a on miał tylko tyle do zaoferowania.
– Jake – szepnęła – Ja nie… Jesteś tak zabawny i czarujący... więc chciałam trochę poflirtować. Ale tak dobrze się z tobą rozmawiało, że chyba się zapomniałam. Ja nie… - Cali zaczerwieniła się i odwróciła wzrok.
– Nie przejmuj się. Rozmowa, a nawet trochę flirtu nie musi od razu kończyć się w sypialni.
– Ale kryje w sobie wiele niebezpieczeństw. – Patrzyła na niego takim wzrokiem, że Jake’owi zakręciło się w głowie.
Wibrujący dźwięk telefonu odwrócił jego uwagę od tej fascynującej kobiety i skierował na sprawy życia i śmierci.
– Nie zapomnij tej myśli – powiedział, wyjmując telefon z kieszeni. – To ze szpitala. Muszę oddzwonić i sprawdzić stan zdrowia pacjenta. Wracam za pięć minut.
– Nie ma sprawy. – Cali skinęła głową.
Patrzyła za nim, dopóki nie zniknął za jakimiś drzwiami. Powinna stąd wyjść. Jak najszybciej. Zanim popełni katastrofalne głupstwo. Gdyby ich rozmowy nie przerwał telefon, to powiedziałaby mu… Nie chciała nawet myśleć, jaką złożyłaby mu propozycję.
Uroda tego mężczyzny była tak oszałamiająca, że to, co uważała za zwykły flirt, całkowicie wymknęło się spod kontroli. Nie potrafiła mu się oprzeć.
To na pewno feromony.
Jego zapach tak podziałał na jej zmysły, że wdała się w rozmowę, czego nie powinna była robić, choć był bardzo interesujący. Uroda, inteligencja, dowcip - był bardziej niebezpieczny, niż sobie wyobrażała.
Odstawiła szklankę na bar, wzięła torebkę i wstała. Mogłaby wyjść z klubu przed powrotem Jake’a, ale to byłoby niegrzeczne. Postanowiła wejść do toalety, wrócić i podziękować mu za wspaniały wieczór, a potem pożegnać się. Bez dalszych planów i wymiany numerów telefonicznych.
To powinno być proste.
Jednak kiedy kierowała się do odległej toalety, prześladowało ją wspomnienie jego niebieskich oczu, seksownego uśmiechu. Zauważyła niebieski neon, który wskazywał zakątek, gdzie można prowadzić rozmowy telefoniczne. Na pewno był tam Jake, więc postanowiła to sprawdzić.
Tylko jedna noc.
Co w tym złego? Przecież już nigdy więcej go nie zobaczy. Przez długi czas była wyłącznie oddana pracy, całkowicie w niej pogrążona.
Weszła do toalety, by przemyć twarz zimną wodą. Może to ją otrzeźwi.
W stosunkowo cichym pomieszczeniu klubowym Jake zakończył rozmowę telefoniczną w sprawie swojego pacjenta z bypasami i postanowił wrócić do baru. Zanim zdążył wyjść, wpadła na niego Cali. Przewróciłaby się, gdyby jej nie chwycił. Przerażona, krzyknęła.
– Spokojnie, trzymam cię – powiedział.
Obejmował ją w pasie, a drugą ręką opierał się o ścianę. Czuł na sobie jej piersi i brzuch, wyczuwał każdy jej oddech. Któreś z nich powinno się odsunąć, ale trwali w tej niespodzianej bliskości. Jej wzrok spoczął na jego wargach. Wzrastało napięcie.
Ktoś zamknął drzwi od klubowej sali i w pomieszczeniu, w którym stali, panował teraz półmrok. Jake pragnął jej, ale potrafił się opanować. Nie odsunął się jednak. Jeśli chciała to przerwać, niech zrobi to sama. Ale ona nie odepchnęła go. Wspięła się na palce i szepnęła:
– Tylko jeden... – Po czym przycisnęła wargi do jego ust.
Wiedział, że jeden pocałunek na pewno nie wystarczy.
Lekko przesunął ustami po jej wargach. Taki pocałunek był jedynie zachętą do czegoś więcej. Cali zadrżała, ale on czekał. Przypuszczał, że nie będzie to długie oczekiwanie.
– To było miłe, prawda? – szepnął.
– Zapomniałam, jakie to cudowne. – Cali cicho westchnęła. – Już dawno nikt mnie nie całował.
Trudno było ją rozszyfrować. Domagała się pocałunku, a jednocześnie robiła wrażenie delikatnej istoty, którą łatwo zranić. Ale on chętnie da jej to, czego była pozbawiona.
– To nie był prawdziwy pocałunek – mruknął. – Stać mnie na więcej.
Oczy jej pociemniały, kiedy przesunął palcem po jej wargach i przeczesał palcami jej jedwabiste włosy.
– Może jeszcze jeden – szepnęła.
Jake chciał w tym pocałunku wykazać się całym swoim kunsztem, jaki szlifował już od czasów licealnych. Będzie do wstęp do upojnej nocy.
Przycisnął usta do jej warg, stopniowo je rozchylając.
– Chodźmy stąd – wykrztusił po chwili, odsuwając się od niej.
– Nie mogę – wyszeptała, patrząc na niego z prośbą w oczach. – Czy nie moglibyśmy…? Jeszcze tylko minutę?
Zgodziłby się na wszystko, kiedy tak na niego patrzyła. Chciał być w niej, w tej cudownej dziewczynie, której od dawna nikt nie całował. Ale ona pragnęła rozegrać to inaczej. Uniósł ją i wprowadził do kabiny telefonicznej.
– Tylko minutę – szepnął jej do ucha.
– Dzięki – wykrztusiła, przyciągając go do siebie.
Wiedziała, że nie może sobie pozwolić na nic więcej, ale nie była w stanie zrezygnować z tej ukradkowej chwili rozkoszy. Minęły trzy lata od chwili, gdy się ostatnio całowała, ale nikt nie całował tak jak Jake. Nigdy się jeszcze tak całkowicie nie zatraciła. Nic się nie stanie, jeśli pozwoli sobie na kilka upojnych chwil.
Rejestracja użytkownika
Zarejestruj się w naszym serwisie, by oceniać książki, dodawać opinie oraz spotkać osoby, które tak jak Ty lubią czytać książki.
Zapisz się na newsletter, a otrzymasz prezent w postaci eBooka „Raj na Ziemi”, Mary Alice Monroe
Masz już konto?
Zaloguj się
Hity Miesiąca
-
1. W cieniu starych drzew
- Autor:
- Seria:
- Satine
- Ocena:
-
- Cena:
- 19.99 zł
- Kup taniej:
-
-
2. Bratnie dusze
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 34.99 zł
- Kup taniej:
-
-
3. Trzej bracia
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 34.99 zł
- Kup taniej:
-
Top 10 Tygodnia
-
1. Pozory mylą, W zamku nad Loarą
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie DUO
- Ocena:
-
- Cena:
- 14.99 zł
- Dostępność książki:
- Wyprzedane
-
2. Koło fortuny
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
3. Serce milionera
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
4. Na paryskich salonach
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
5. Niezapomniany wernisaż
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie Extra
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
Nowość
Nowość
Kłopotliwy spadek
- Autor:
- Seria:
- Gwiazdy Romansu
- Ocena:
-
- Cena:
- 12.99 zł
- Kup taniej:
-
Bezpłatny Newsletter
Zapisz się. Poinformujemy Cię o promocjach i konkursach z nagrodami.