Premiera w Wenecji

India Grey

Premiera w Wenecji

Średnia ocena:
5 (7 głosów)
Ocena:
5
Autor:
India Grey
Seria:
Światowe Życie
Liczba stron:
160
Oprawa:
miękka
ISBN:
978-83-238-8261-9
W sprzedaży od:
11.01.2012
Cena:
9.99 zł
Dostępność książki:
Wyprzedane

Zarejestruj się i:

Fragment książki Powrót

Znalezienie wolnego kawalera nie było łatwym zadaniem.
   Sarah zatrzymała się w rozterce na środku parkingu i mocniej ścisnęła w dłoni dużą kopertę. Tym razem to tylko gra, ale biorąc pod uwagę jej osiągnięcia w prawdziwym życiu, szanse dzisiejszego wieczoru wydawały się nikłe. Za szeregiem lśniących mercedesów i bmw zaparkowanych przed najmodniejszym obecnie w Oxfordshire pubem, leżały pola, strumienie i młodniki, urokliwie spokojne w blasku letniego zachodu. Zapatrzona w dal, wciąż mocno ściskała kopertę, usiłując choć trochę uspokoić kłębiące się myśli.
   Właściwie nie musiała tam wchodzić. Nie musiała brać udziału w tej idiotycznej zabawie i narażać się na drwiny. Mogłaby wykorzystać swoją doskonałą znajomość tych okolic i bez trudu przeczekać całe zamieszanie. Niestety, takie rozwiązanie nie wchodziło w grę. Trzeba stawić czoło wyzwaniu, choćby dla dobra córki. Dziecko potrzebuje obojga rodziców, więc kiedyś w końcu trzeba będzie spróbować wypełnić lukę po Rupercie. Ale jeszcze nie teraz, o tym była przekonana.
   Drzwi pubu otworzyły się szeroko i na zewnątrz wysypała się grupka roześmianych mieszczuchów w stanie piwnej euforii. Ostatni przytrzymał dla niej drzwi. Podziękowała burkliwie i wsunęła się do mrocznego wnętrza, wpychając kopertę do tylnej kieszeni dżinsów. Podczas jej nieobecności w Oxfordshire mały wiejski pub „Pod Różą i Koroną” zmienił się w elegancki lokal. Wytartą wykładzinę i wyblakłe sceny z polowań na zabarwionych nikotyną ścianach zastąpiły dębowa posadzka, ceglane mury i nastrojowa muzyka w tle, co z pewnością stanowiło zachętę dla nowego rodzaju klienteli, składającej się obecnie z maklerów giełdowych i adwokatów. Duma nie pozwoliła jej obrócić się na pięcie i uciec. Zawsze dotąd była bardzo samodzielna. W końcu jeżeli potrafiła zrobić sobie półki, rozliczać podatek dochodowy i wychowywać córkę, to z pewnością mogła podejść do baru i zamówić sobie drinka.
   Przepchnęła się w tamtą stronę. Drzwi na taras były otwarte i od razu dostrzegła Angelikę z przyjaciółmi. Trudno byłoby ich nie zauważyć. Ich stolik był najgłośniejszy, a barwna grupka przyciągała wzrok, zwłaszcza samotnych mężczyzn. Uczestniczki zabawy nosiły koszulki, zaprojektowane przez organizatorkę gry, przyszłą druhnę Angeliki, smukłą dziewczynę o imieniu Fenella.
   Sarah nerwowo obciągnęła przykrótką koszulkę na zbyt obcisłych dżinsach. Gdyby przestrzegała noworocznego postanowienia dotyczącego diety, byłaby teraz wśród nich. Śmiałaby się, popijała koktajle i flirtowała z całą gromadą przystojniaków. Gdyby ważyła mniej, Rupert nie porzuciłby jej dla smukłej blondynki. Niestety, noce spędzane samotnie na sofie, z butelką taniego wina i paczką ciastek, sprzyjały przybieraniu na wadze. Chwilowo nie zamierzała się tym zajmować. Ślub miał się odbyć w wiejskim domostwie, które Angelika i Hugh kupili i remontowali w Toskanii. Sarah doskonale potrafiła sobie wyobrazić przyjaciółki Angeliki w zwiewnych, jedwabnych sukienkach, plotkujące i raczące się smakołykami w pięknym ogrodzie, i samą siebie, przepasaną fartuchem, harującą w kuchni.
   Obok niej pojawiła się Fenella z tacą kolorowych drinków, przyozdobionych parasolkami i wisienkami. Dziewczyna zerknęła na Sarah z rozbawieniem.
   - Jesteś! Już prawie straciliśmy nadzieję. Co pijesz?
   - E… chyba białe wytrawne – odpowiedziała Sarah.
   Dietetyczny tonik były lepszy, ale potrzebowała czegoś mocniejszego, by przetrwać wieczór. Fenella wybuchła serdecznym śmiechem, odrzucając głowę w tył i prowokując męskie spojrzenia.
   - Miły pomysł, ale nierealny. Zajrzyj do koperty. – Uśmiechnęła się znacząco, znikając w tłumie.
   Sarah sięgnęła do kieszeni po kolejne instrukcje i jęknęła z przerażenia. Blond przystojniak za barem zerknął na nią z ciekawością. Serce biło jej mocno i gdy tylko otworzyła usta, poczuła, że się rumieni.
   - Proszę „Krzyk spełnienia”.
   Głos, który wydobył się z jej krtani, był niemile niski i skrzekliwy. Młodzieniec obrzucił ją pogardliwym spojrzeniem.
   - Słucham?
   - „Krzyk spełnienia” – powtórzyła żałośnie.
   Czuła nacisk otaczających ją ludzi, usiłujących dopchać się do baru. Teraz większość gapiła się na nią, ich spojrzenia wręcz paliły jej skórę. Przyjaciele Angeliki z zaciekawieniem zerkali przez otwarte drzwi, nawet nie próbując zapanować nad rozbawieniem. Barman odgarnął spadającą na oczy grzywkę i popatrzył na nią bez wyrazu.
   - Co to jest?
   - Nie wiem. – Uśmiechnęła się, starannie skrywając popłoch. – Nigdy nie próbowałam.
   - Nie próbowała pani „Krzyku spełnienia”? W takim razie, proszę mi pozwolić…
   Głos dobiegający zza jej pleców bardzo się różnił od typowego brzmienia klientów pubu. Głęboki i dojrzały, z akcentem trudnym w pierwszej chwili do rozpoznania i cieniem rozbawienia. Odwróciła głowę, ale w tłumie nie mogła się dobrze przyjrzeć mężczyźnie. Stał zbyt blisko niej i był dosyć wysoki.
   - Po miarce wódki, Kahlua, Amaretto…
   W tej chwili rozpoznała akcent. Włoch. Poznała to po sposobie, w jaki powiedział „Amaretto”, co zabrzmiało jak bardzo intymna obietnica. Przez chwilę tkwiła w rozmarzeniu, ale przecież Sarah Halliday nie była osobą, która pozwoliłaby obcemu mężczyźnie stawiać sobie drinka. Była dorosłą kobietą, matką pięcioletniej córeczki, od siedmiu lat zakochaną w tym samym mężczyźnie. Podrywanie obcych w barach nie było w jej stylu.
   - Dziękuję za pomoc – wymamrotała. – Już dam sobie radę.
   Podniosła wzrok i w blasku zachodzącego słońca zobaczyła ciemne włosy, regularne rysy i mocno zarysowaną szczękę z cieniem kilkudniowego zarostu. Całkowite przeciwieństwo Ruperta, pomyślała. Raczej frapujący niż przystojny.
   A potem to on się odwrócił i spojrzał na nią. Oczy ze zwężonymi źrenicami były tak ciemne, że nawet z bliska nie umiała dostrzec granicy między źrenicą a tęczówką
   - Chciałbym zaprosić panią na drinka – powiedział po prostu.
   - Dziękuję, ale…
   Drżącymi dłońmi wyciągnęła portmonetkę i zajrzała do środka, zupełnie jednak nie mogła się skupić na wykonywanych czynnościach. Portmonetka była prawie pusta. Ostatnie pięć funtów oddała do skarbonki Lottie jako karę za przeklinanie. W panice zerknęła na barmana. Jego wzrok nie wyrażał żadnych uczuć.
   - Dziewięć pięćdziesiąt – powiedział beznamiętnie.
   Dziewięć i pół funta? To był jeden drink, a nie trzydaniowy posiłek! Obie z Lottie przeżyłyby za to tydzień. Pobladła, wpatrywała się w puste wnętrze sakiewki. Kiedy znów podniosła wzrok, nieznajomy podawał barmanowi banknot i odbierał od niego przeklętego drinka. Odwrócił się od baru, a tłum rozstąpił się przed nim jak Morze Czerwone przed Mojżeszem. Bezmyślnie ruszyła za nim, nie odrywając wzroku od szerokich barów pod spłowiałą, niebieską koszulą. Wszyscy inni mężczyźni wyglądali przy nim jak karły. Zatrzymał się przy wyjściu na taras i podał jej szklankę. Płyn był biały i spieniony, zupełnie jak koktajl mleczny. Bardzo drogi koktajl mleczny.
   - Pani pierwszy „Krzyk spełnienia”. Mam nadzieję, że będzie smakował.
   Jego twarz była bez wyrazu, głos uprzejmy, ale kiedy brała szklankę i ich palce zetknęły się na moment, Sarah poczuła przeskakującą pomiędzy nimi iskrę. Cofnęła gwałtownie rękę i kilka kropel napoju prysło na jej nadgarstek.
   - Wątpię – burknęła.
   Nieznajomy uniósł ciemne brwi, uśmiechając się kpiąco.
   - Bardzo pana przepraszam – powiedziała się po chwili, sama zaskoczona swoim zachowaniem. – To nieładnie z mojej strony, ale zazwyczaj biorę co innego. Na pewno będzie pyszny. – Upiła łyk i postarała się wyglądać na zachwyconą. – Mmm, rewelacja.
   Nie przestawał wpatrywać się w nią pytająco.
   - Dlaczego zamówiła pani właśnie to, skoro woli pani co innego?
   Odpowiedziała uśmiechem i wyciągnęła z kieszeni kopertę.
   - Taka gra. Trzeba wykonać wyznaczone polecenia. A że to wieczór panieński mojej siostry…
   Właściwie przyrodniej siostry, dodała w duchu. Pewno powinna mu to wyjaśnić, bo w przeciwnym razie będzie zachodził w głowę, jak to możliwe, że któraś z tych ślicznych dziewcząt ma wspólne z nią geny.
   - Rozumiem. – Popatrzył na jej koszulkę, a potem na taras, gdzie rozbawione dziewczęta śmiały się i flirtowały w najlepsze. – Mam wrażenie, że nie sprawia to pani takiej frajdy jak innym.
   - Och, jest świetnie. – Postarała się, by zabrzmiało to przekonująco, i upiła jeszcze łyk paskudztwa.
   Nieznajomy delikatnie wyjął szklankę z jej ręki i odstawił na sąsiedni stolik.
   - Jest pani najgorszą aktorką, jaką widziałem w życiu.
   - Dzięki – wymamrotała.
   - Proszę mi wierzyć, to był komplement.
   Spojrzała na niego, by się upewnić, że nie żartuje, ale minę miał całkiem poważną. Ich oczy spotkały się na moment i Sarah zarumieniła się po korzonki włosów.
   - No to co jeszcze ma pani na swojej liście? – zapytał.
   - Nie wiem. – Pospiesznie zajrzała do koperty. – Po wypełnieniu każdego zadania otwiera się nową kopertę.
   - Zamówienie drinka było pierwszym?
   - Właściwie drugim, ale pierwsze sobie darowałam.
   - A co to było?
   Potrząsnęła głową i włosy opadły jej na twarz.
   - Nieważne.
   Delikatnie wyjął kopertę z jej ręki. Mogła tylko patrzeć w zakłopotaniu, jak rozkłada i czyta kartkę. Obserwująca ją z tarasu Fenella z uśmieszkiem szeptała coś Angelice.
   - Co za pomysł! – odezwał się z odcieniem niesmaku w głosie. – Znaleźć sobie wolnego kawalera?
   - Tak. Ale na to nie mam szans. – Odwróciła się od ciekawskich spojrzeń z tarasu. – Bo pan na pewno nim nie jest?
   W chwili, gdy wypowiadała te słowa, uświadomiła sobie, jak to brzmi.
   - Przepraszam – mruknęła. – Umówmy się, że tego nie powiedziałam… - Zawstydzona, wpatrywała się w drewnianą podłogę.
   - Nie – odpowiedział krótko. – Nie jestem kawalerem i nie jestem wolny. – Wyciągnął dłoń i uniósł jej brodę tak, że musiała spojrzeć mu w oczy. Jego własne były ciemne i nieprzeniknione. - Ale one o tym nie wiedzą – zamruczał, zbliżając gorące wargi do jej ust.

Lorenzo był znudzony, rozczarowany i sfrustrowany. I nie znał lepszego sposobu, by od tych uczuć uciec. Pochylając głowę, widział ciemne, rozszerzone zdumieniem oczy dziewczyny. Jej wargi były miękkie i słodkie, tak jak to sobie wyobrażał. Zadrżała, ale nie broniła się przed pocałunkiem. Kobiety na tarasie musiały jej nieźle dokuczyć. Lorenzo uśmiechnął się, po raz pierwszy od tygodni czy też miesięcy naprawdę się uśmiechnął. Tak ogromna była czysta przyjemność całowania tych słodkich warg kobiety o wspaniałych, kasztanowych lokach, pięknych piersiach i bardzo smutnych oczach.
   Przybył do Oxfordshire w desperackim poszukiwaniu miejsc, które od dawna istniały w jego myślach dzięki zniszczonym stronicom powieści „The Oak and the Cypress”, mało znanego autora, którą przeczytał przypadkiem wiele lat temu. Nie mógł o niej zapomnieć i przybył tutaj w nadziei, że zdoła odnaleźć i udokumentować tamte klimaty. Ale rzeczywistość przyniosła rozczarowanie. Zamiast opisanej przez Tate’a sielskości, znalazł tylko parodię Anglii z malowniczych pocztówek, nijaką i bezduszną.
   Ta kobieta była ekscytująco prawdziwa. Jej twarz wiernie oddawała przeżywane emocje, niczego nie ukrywając. Po krętactwach Tii uznał to za niezwykle odświeżające. W dodatku była ogromnie seksowna i zupełnie nie zdawała sobie z tego sprawy. Wyczuwał w niej pokłady żaru i namiętności. Pocałował ją ze współczucia; wyglądała tak smutno… a to nic nie kosztowało i miało nic nie znaczyć… Ale nie spodziewał się, że da mu tak wiele radości.
   Przeniósł dłonie na zaokrąglone biodra i przyciągnął ją do siebie. Niecierpliwe palce napotkały pod koszulką na ciepłe i miękkie ciało. Sarah zamarła, ale zaraz odepchnęła go gwałtownie. Przez moment wpatrywała się w niego z twarzą ściągniętą bólem, potem odwróciła się na pięcie i przepchnęła przez tłum w kierunku drzwi.

To był żart. Istotą wieczorów panieńskich były żarty, zabawa, flirt. Jej przygoda stanowiła tylko część tego wszystkiego.
   Sarah przedarła się przed dziurę w żywopłocie na tyłach parkingu. Kolczaste gałązki poraniły jej ramiona. Ze złością otarła łzy grzbietem dłoni. Nie płakała z powodu upokorzenia w pubie. To tylko przypomniało jej bolesne przeżycie sprzed tygodnia. Przygotowywała wtedy catering na przyjęcie zaręczynowe, a kiedy narzeczonym okazał się jej kochanek, z którym była od siedmiu lat, i zarazem ojciec jej pięcioletniej córeczki, upuściła tort z zapalonymi świeczkami tuż przed nosami szczęśliwej pary i zaproszonych gości. W dodatku goście stanowili krąg ich dawnych przyjaciół.
   Słońce było już nisko nad horyzontem i pole pszenicy złociło się jak morze o zachodzie. Sarah przedzierała się przez nie dziko, dając ujście kłębiącym się w niej uczuciom. Czuła się tak samotna i zrozpaczona, że pusty pocałunek nieznajomego dał jej złudzenie bycia pożądaną i docenianą.
   Osiągnęła szczyt pagórka i odetchnęła głęboko. Na blednącym, niebieskim niebie rysował się rożek księżyca. Pomyślała o Lottie i przyspieszyła kroku.

Lorenzo podniósł kopertę upuszczoną przez Sarah. W bajce byłby to zgubiony przez Kopciuszka pantofelek, pomyślał. Obrócił kopertę w dłoniach. Jego Kopciuszek miał na imię Sarah.
   Sarah. To brzmiało prosto, uczciwie i pasowało do niej. Szybkim krokiem ruszył do wyjścia. Wybiegł na piaszczystą drogę i rozejrzał się dokoła. Parking po prawej stronie był zapełniony samochodami, a po dziewczynie nie było śladu. Odwrócił się ku polu pszenicy za żywopłotem. Było parno, najwyraźniej zanosiło się na burzę. Z tarasu słabo dobiegały rozbawione głosy. Dziewczyna rozpłynęła się w powietrzu.
   Bystrym okiem wychwycił ruch w oddali. Ktoś wędrował przez pole i tym kimś była kobieta. Poznał to po wdzięcznych, płynnych ruchach. Zachodzące słońce oświetlało burzę miedzianych loków. To była ona, Sarah, i Lorenzo zatęsknił za kamerą. Oto odnalazł to, po co tu przyjechał. To była esencja Anglii Francisa Tate’a, serce i dusza książki, która była mu bliska od tak dawna, zamknięta w obrazie dziewczyny ze słońcem we włosach, brodzącej po pas w zbożu. Patrzył za nią, wstrzymując oddech. Na szczycie wzgórza przystanęła i popatrzyła na księżyc, odrzucając włosy na plecy. Potem ruszyła w dół i znikła z pola widzenia.
   Nie wiedział, kim była i dlaczego się tam znalazła, ale to było mniej ważne. Wdzięczny był losowi za przeżycie, które natchnęło go nadzieją i chęcią do pracy. Teraz, pomyślał trzeźwo, pozostała jeszcze tylko kwestia praw do książki.

Trzy tygodnie później
   
Zmęczenie podróżą nie mogło przysłonić Sarah szczęścia. W końcu była w krainie swoich marzeń. Toskania to żywiczny, lekko szczypiący w nosie aromat rozmarynu i cedru, z wyraźną nutą nagrzanej słońcem ziemi, to coś o lata świetlne odległego od londyńskiego smogu. Tutaj nawet upał jest inny niż w Anglii.
   - Wyglądasz na wykończoną, kochanie.
   Sarah i jej matka spotkały się wzrokiem nad butelką chianti. Sarah z trudem opanowała ziewnięcie i zmusiła się do uśmiechu.
   - Zwykłe zmęczenie podróżą, ale cieszę się, że tu jestem.
   Sama była zaskoczona prawdziwością swoich słów. Dotychczas nie pozwoliła sobie cieszyć się tym wyjazdem.
   - Cudownie jest mieć cię tutaj. – Martha ogarnęła ją przenikliwym spojrzeniem. - Mam wrażenie, że nie jesteś w najlepszej formie.
   - Wiem. – Świadoma niedostatków swojej sylwetki, Sarah wiła się z zażenowania. – Jestem na diecie, ale to wszystko co przeszłam z Rupertem… i to ciągłe zamartwianie się o pieniądze…
   - Miałam na myśli formę psychiczną, a nie fizyczną – powiedziała Martha ciepło. – A co do finansów, to Guy i ja zawsze ci chętnie pomożemy.
   - Nie trzeba – odpowiedziała natychmiast. – Jakoś sobie radzę.
   Wróciła myślami do listu otrzymanego przed kilkoma tygodniami od wydawcy ojca. Była to jeszcze jedna prośba o możliwość ekranizacji powieści „The Oak and the Cypress”, do której prawa odziedziczyła przed jedenastu laty. Do tej pory nie chciała słyszeć o ich sprzedaży, ale kto wie?

Powrót

Rejestracja użytkownika

Zarejestruj się w naszym serwisie, by oceniać książki, dodawać opinie oraz spotkać osoby, które tak jak Ty lubią czytać książki.

Zapisz się na newsletter, a otrzymasz prezent w postaci eBooka „Raj na Ziemi”, Mary Alice Monroe

Zarejestruj się lub

Hity Miesiąca

  1. 1. W cieniu starych drzew W cieniu starych drzew

    Autor:
    Penny Jordan
    Seria:
    Satine
    Ocena:
    5
    Cena:
    19.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  2. 2. Bratnie dusze Bratnie dusze

    Autor:
    Diana Palmer
    Seria:
    Romans
    Ocena:
    5
    Cena:
    34.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  3. 3. Trzej bracia Trzej bracia

    Autor:
    Nora Roberts
    Seria:
    Romans
    Ocena:
    5
    Cena:
    34.99 zł
    Kup taniej:
    Kup

Top 10 Tygodnia

  1. 1. Pozory mylą, W zamku nad Loarą Pozory mylą, W zamku nad Loarą

    Autor:
    Julia James, Christina Hollis
    Seria:
    Światowe Życie DUO
    Ocena:
    4
    Cena:
    14.99 zł
    Dostępność książki:
    Wyprzedane
  2. 2. Koło fortuny Koło fortuny

    Autor:
    Margaret Way
    Seria:
    Romans
    Ocena:
    4
    Cena:
    9.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  3. 3. Serce milionera Serce milionera

    Autor:
    Lucy Monroe
    Seria:
    Światowe Życie
    Ocena:
    5
    Cena:
    9.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  4. 4. Na paryskich salonach Na paryskich salonach

    Autor:
    Caitlin Crews
    Seria:
    Światowe Życie
    Ocena:
    5
    Cena:
    9.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  5. 5. Niezapomniany wernisaż Niezapomniany wernisaż

    Autor:
    Kate Hewitt
    Seria:
    Światowe Życie Extra
    Ocena:
    3
    Cena:
    9.99 zł
    Kup taniej:
    Kup
  1. Podróż w chmurach
  2. Zakochana bez pamięci
  3. Kłopotliwy spadek
  4. W cieniu starych drzew
  5. Smak czerwonego wina, Bezsenne noce

Nowość

Trzej bracia Trzej bracia

Autor:
Nora Roberts
Seria:
Romans
Ocena:
5
Cena:
34.99 zł
Kup taniej:
Kup

Przejdź do strony książki

Bezpłatny Newsletter

Zapisz się. Poinformujemy Cię o promocjach i konkursach z nagrodami.