Przyjaciel czy wróg?
B.J. Daniels
- Średnia ocena:
- 5 (3 głosy)
- Ocena:
-
- Seria:
- Romans i Sensacja
- Liczba stron:
- 224
- Oprawa:
- miękka
- ISBN:
- 9788323873297
- W sprzedaży od:
- 26.10.2011
- Cena:
- 12.99 zł
- Dostępność książki:
- Wyprzedane
Zarejestruj się i:
-
Oceń książkę
Zaznacz tyle gwiazdek na ile oceniasz książkę
- Oznacz jako przeczytaną
- Chcę przeczytać tę książkę
- Skomentuj tę książkę
-
O książce
Andi, dziennikarka śledcza, pomogła policji przy kilku sprawach, na przykład przy tropieniu groźnych bandytów odpowiedzialnych za śmierć jej ojca. Dzięki pracy zyskała wielu fanów, ale też zajadłych wrogów. Coraz częstsze listy i telefony z pogróżkami zmuszają ją do wyjazdu z Teksasu. Podejmuje pracę w lokalnej gazecie w Whitehorse w Montanie. Liczy na to, że w sennym miasteczku odzyska spokój. Jednak pewnego dnia znajduje na biurku stary wycinek prasowy i taśmę z intrygującym nagraniem. Wszystko wskazuje na to, że zabójcy jej ojca znaleźli schronienie właśnie w Whitehorse i byli ściśle powiązani z rodziną miejscowego szeryfa…
Fragment książki:
Andi Blake swój pierwszy poranek w redakcji tygodnika „Milk River Examiner” spędziła na porządkowaniu biurka, odziedziczonego po poprzedniku. Owszem, trochę się zdenerwowała, kiedy dowiedziała się, że jej poprzednik został zamordowany, ale naprawdę tylko trochę. Ów poprzednik, reporter Glen Whitaker, niestety nie był człowiekiem schludnym. Po spakowaniu do kartonu wszystkich jego notatek Andi zmuszona była zabrać się za czyszczenie biurka, usuwając z niego brud z wielu miesięcy, może nawet i lat.
Po tym niezbyt miłym zajęciu poszła na lunch, a kiedy wróciła do redakcji, zauważyła, że na jej biurku pojawiła się jakaś szara duża koperta. Zaadresowana była na nią, wysłana została stąd, z Whitehorse. W sumie nic nadzwyczajnego, oprócz pewnego drobiazgu. Ktoś napisał: Andi West.
Zadrżała, czując nagle dziwny lęk. Nikt tutaj, w Whitehorse, nie znał jej jako Andi, a tym bardziej jako Andi West. Tak naprawdę nazywała się Miranda West Blake. West – po ojcu, który miał na imię Weston. I który kiedyś pierwszy zaczął nazywać ją pieszczotliwe „Andi”.
Kiedy zaczęła pracować w telewizji w stacji Forth Worth, wymyśliła sobie, że na wizji będzie występować jako Andi West. Ale po podjęciu decyzji o wyjeździe z Teksasu, ubiegała się o posadę w tygodniku wydawanym w Whitehorse, małym mieście w Montanie, jako Miranda West Blake. Teraz podpisywała się M. W. Blake.
Jaka była naiwna! Łudziła się, że przeprowadzka do Montany i powrót do prawdziwego nazwiska pomogą uciec przed tym, co wygnało ją z Teksasu. Przed panicznym strachem.
Nie udało się. Ten strach przyjechał tu za nią.
Drżącą ręką podniosła kopertę i obróciła ją w palcach. W porządku, nie ma w niej nic ciężkiego, nic nie tyka... Nagle w kopercie coś się przesunęło. Przeraziła się, po sekundzie jednak strach znikł, pojawił się gniew. O, nie, miała już powyżej uszu gróźb wrednego psychola. Przez niego musiała wyjechać z Teksasu, zostawić wszystko, na czym jej tak bardzo zależało. A ten łajdak ją wytropił!
Nie można dać się tak zaszczuć. Spokój, tylko spokój. Zaraz sprawdzi, co jest w kopercie.
Nożykiem do papieru rozcięła z boku kopertę i przechyliła ją, by zawartość wysunęła się na blat biurka. Najpierw pojawiło się coś białego, twardego. Kaseta magnetofonowa. Zaraz po niej na biurko sfrunął kawałek gazety, jakiś stary wycinek prasowy.
Bardzo ostrożnie wzięła do ręki kasetę, niedużą, wielkości talii kart. Do magnetofonu starego typu. Odtwarzacz CD, stojący na biurku, był w tym momencie całkowicie bezużyteczny. Trzeba będzie popytać, może ktoś ma tu stary magnetofon...
Nie, nie powinna tej taśmy przesłuchiwać. Andi miała już okazję przekonać się, że w tego rodzaju sytuacji lepiej nie być dociekliwym. W przypadku telefonu - od razu się rozłączyć, listów - nie czytać. Chociaż ona, niestety, większość listów przed przekazaniem ich policji jednak przeczytała. A policja okazała się całkiem bezsilna. Nie złapali psychola, nie byli nawet w stanie go spłoszyć, żeby wreszcie się od niej odczepił, przestał dzwonić i przysyłać listy z pogróżkami.
Odłożyła kasetę i wzięła do ręki pożółkły wycinek z lokalnej gazety. Krótka informacja o wypadku samochodowym, który wydarzył się poza miastem, na południe od Whitehorse. Ofiara wypadku, Grace Jackson, żona Cade’a, przypuszczalnie jadąc z wielką prędkością straciła panowanie nad kierownicą. Samochód kilkakrotnie przekoziołkował, stoczył się do jaru i stanął w płomieniach.
Straszne. Co ta nieszczęsna kobieta przeżywała przed śmiercią, uwięziona w płonącym samochodzie...
Ale kto przysłał jej, Andi Blake, ten wycinek? Przecież wiadomo, że nie psychol z Teksasu. Po co jej to przysłano? Ktoś uważa, że warto, by lokalna prasa zajęła się tym wypadkiem? Może, tym niemniej jest to zastanawiające. Ten wypadek przecież miał miejsce sześć lat temu, w Wigilię Bożego Narodzenia. Ale przynajmniej nie ma to żadnego związku z jej prześladowcą z Teksasu, czyli nie ma powodu do zdenerwowania.
Jest. Jej nazwisko. Przesyłkę wysłano z Whitehorse do Andi West, a tu, w Whitehorse, tylko Mark Sanders, wydawca tygodnika, wiedział, pod jakim nazwiskiem występowała w telewizji.
- Andi?
Wspomniany Mark Sanders stanął w drzwiach. Andi bez słowa wyciągnęła do niego rękę z wycinkiem. Mark podszedł do biurka, odebrał wycinek i szybko przebiegł po nim oczami.
- Tak, to bardzo przykra sprawa. Byli świeżo po ślubie – powiedział, kładąc wycinek na biurku.
- Chcesz, żebym się tym zajęła?
- Bo ja wiem... Minęło sześć lat, chyba nie ma sensu do tego wracać.
- Ale ktoś mi to przysłał!
- Odłóż więc ad acta i po kłopocie. Aha, pamiętasz, że dziś wieczorem bierzesz na siebie Paradę Świateł? W Whitehorse to naprawdę wielkie wydarzenie. Jesteś pewna, że możesz porobić zdjęcia?
- Jasne.
Sprawy nazwiska nie poruszyła. Bo i po co? Mark Sanders najprawdopodobniej komuś o tym wspomniał, do czego miał zresztą prawo i na tym jego rola się kończyła. Skąd mógł wiedzieć, że ta informacja dotrze do kogoś, komu zachce się stworzyć jej problem?
Mark wyszedł. Andi uśmiechnęła się do siebie. Parada Świateł! Proszę, proszę! Dobrze, że nie wie o tym Bradley, jej najlepszy kumpel ze stacji telewizyjnej w Fort Worth. Na pewno umarłby ze śmiechu. Ona, gwiazda telewizji, teraz reporterka małomiasteczkowej gazety, lata na jakieś parady i pstryka zdjęcia. Co za upadek!
Bradley... Może do niego zadzwonić? Na pewno się o nią niepokoi, był przecież zdecydowanie przeciwny jej wyjazdowi do Montany. Tęskniła za nim, ale jeszcze do niego nie dzwoniła. Postanowiła, że zrobi to wtedy, kiedy jakoś się tu wszystko ułoży. Pomyślnie. Żeby uniknąć komentarzy typu – a nie mówiłem? Ale do Parady Świateł jeszcze sporo czasu, trzeba czymś się zająć. Poza tym ona naprawdę miała wielką ochotę pogadać z serdecznym przyjacielem.
Bradley odezwał się jakoś dziwnie niepewnym, wyciszonym głosem.
- Halo?
- To ja! Andi! Bradley, u ciebie wszystko w porządku?
- Andi?! Cześć! – Głos Bradleya brzmiał już normalnie. – Wszystko gra, myślałem tylko, że to ktoś inny. Zdarzają się takie świńskie telefony, może i bym je polubił, gdybym, jak to mówią dowcipnie, nie kochał inaczej. Ale nieważne.... Andi, wreszcie się odezwałaś! A ja tu szaleję z niepokoju! Myślałem, że już o mnie zapomniałaś!
- O tobie? Nie ma takiej opcji! – oświadczyła Andi zdecydowanym głosem, wygodniej sadowiąc się w krześle. Cudownie, że zadzwoniła. Nie ma to jak stary kumpel. Z Bradleyem potrafiła gadać godzinami, o starych filmach, książkach, o wszystkim i o niczym.
- Andi? Jak jest?
- Przede wszystkim... ciekawie.
- Ciekawie?! Żartujesz. Jestem pewien, że konasz nudów. Mówiłem ci, żebyś nie brała tej roboty. Po co w ogóle wyjechałaś? Nikt ciebie stąd nie wyganiał, dobrze wiesz. Wsiadaj do najbliższego samolotu, za kilka godzin będziesz w Teksasie. O której mam cię odebrać z lotniska?
Andi roześmiała się.
- Oj, kusisz mnie, kusisz! Ale nic z tego, Bradley. Zostaję.
- Trudno, jakoś to przeżyję. W takim razie opowiadaj. Jak to jest na tym najbardziej dzikim z dzikich, czyli na tym twoim Dzikim Zachodzie?
- Dla kogoś, kto stawia tu pierwsze kroki, przede wszystkim okropnie zimno.
- Wiem. Słuchałem prognozy pogody. Uważaj na siebie, bo jeszcze odmrozisz sobie swój zgrabniutki tyłeczek. Andi, ale tak na serio, nie jest ci tam źle?
- Sama jeszcze nie wiem, jak mi jest. Chociaż już zaczynam tęsknić… oczywiście za tobą, ale także za ładną pogodą i za moją ulubioną kuchnią meksykańską. W Whitehorse to towary deficytowe! Powiedz, co tam w robocie?
- Młyn, jak zawsze. Poza tym pole bitwy. O to miejsce po tobie doszło do prawdziwej walki. Chociaż wiadomo, że nie jest to robota na stałe.
Fakt. Szef obiecał, że przez pół roku stanowisko Andi będzie na nią czekało. Może wracać w każdej chwili.
- Powiedz, kto w końcu dostał moją robotę? Ktoś, kogo znam?
Bradley westchnął, prychnął i zamilkł, czyli wiadomo już było, kto. Jego antypatia Rachel.
- Jednak Rachel? Super. Bardzo się cieszę.
Andi była była zaprzyjaźniona z Rachel jak z żadną inną reporterką zatrudnioną w stacji.
Bradley jęknął.
- Andi, proszę! Ze mną możesz być szczera!
- Ależ ja naprawdę się cieszę, że to Rachel! A ty się wściekasz, bo ona nigdy nie pozwala ci przymierzyć swoich pantofli!
- Przede wszystkim wściekam się, że to nie ty! Tak bardzo mi ciebie brak, Andi!
- Ja też tęsknię. Bradley, powiedz mi, czy po moim wyjeździe były jakieś listy czy telefony z pogróżkami?
- Owszem. Dopilnowałem, żeby przekazane zostały na policję. Andi, nie odpuszczę gliniarzom, dopóki nie znajdą tego świra i go nie przymkną. Wtedy wrócisz do nas. Bo wrócisz, prawda?
- Jasne. I dzięki, Bradley. Jesteś kochany.
Pożegnali się. Rozmowa z serdecznym przyjacielem bardzo podniosła ją na duchu, umocniła też w przekonaniu, że decyzja o wyjeździe do Montany była słuszna. Skoro do stacji telewizyjnej nadal przychodzą listy z pogróżkami, lepiej od Fort Worth trzymać się jak najdalej.
Przed odłożeniem wycinka z gazety ad acta przeczytała go jeszcze raz. Grace Jackson, żona Cade’a Jacksona... Chwileczkę, a czy przypadkiem tutejszy szeryf nie nazywa się także Jackson? Oczywiście, że tak! Carter Jackson. Przypomniała to sobie, ponieważ przed wyjazdem do Montany poczytała trochę miejscowych gazet, żeby zapoznać się z nową rzeczywistością. Nazwisko szeryfa przewijało się dość często, między innymi w związku z zamordowaniem reportera Glena Whitakera, który przedtem urzędował właśnie przy tym biurku.
Ciekawe, czy szeryf Carter Jackson i Cade Jackson to rodzina. Całkiem możliwe...
Zajrzała do koperty, sprawdzając, czy czegoś jeszcze w niej nie ma, na przykład krótkiego listu od nadawcy, z jakimś wyjaśnieniem. Ale koperta była pusta. Koperta, na której napisano „Andi West” i którą nadano na poczcie w Whitehorse... Tak, to wszystko razem jest dość niepokojące i tę taśmę w białej kasecie jednak powinna przesłuchać…
Parada Świateł w Whitehorse, starym miasteczku w stanie Montana, dla jego mieszkańców faktycznie była wielkim wydarzeniem. Przybyli tłumnie, Andi podejrzewała, że nie tylko mieszczuchy z Whitehorse, lecz i okoliczni ranczerzy z rodzinami. Wszyscy, szczelnie opatuleni w ten mroźny grudniowy wieczór, stali na chodnikach i bardzo podekscytowani podziwiali przeciągające jezdnią platformy. Platform było bardzo dużo, wszystkie własnej roboty, każda inna. Widać było, że twórcy włożyli w nie sporo pracy i inwencji.
Andi ustawiła się na krawężniku i zrobiła sporo zdjęć. Podobała jej się ta parada, ta specyficzna atmosfera małego miasta, gdzie wszyscy się znają, tworząc jedną wielką rodzinę. A znali się, bo bez przerwy do siebie pokrzykiwali, ci z platform do tych, co stali na ulicy i na odwrót.
Nagle usłyszała, jak ktoś zawołał:
- Cade! Halo! Cade! Pamiętasz mnie?
Natychmiast spojrzała tam, skąd dobiegł głos. Zauważyła, że jedna z dziewcząt na przejeżdżającej platformie macha bardzo gorliwie, spoglądając w prawo. Andi szybko spojrzała w tę samą stronę.
Pod ścianą domu stał jakiś mężczyzna, wysoki, barczysty, ubrany jak kowboj ze starego westernu. Kowbojskie buty, dżinsy, skórzana kurtka, na głowie stetson, nasunięty nisko na czoło. Z tyłu, na karku, spod kapelusza wymykały się ciemne, wijące się włosy.
Ustawił się wyraźnie na uboczu, jakby wcale nie miał ochoty, żeby ktoś go zauważył. Cade. Czyżby Cade Jackson? Mąż kobiety, która zginęła w wypadku, o którym napisano w tym wycinku z gazety?
Andi odruchowo podniosła aparat i pstryknęła zdjęcie. Miała szczęście, bo kiedy opuszczała aparat, mężczyzna znikał już w tłumie.
Zziębnięta i zmęczona wróciła do redakcji, na szczęście miała blisko, tylko kilka domów dalej. Było już bardzo późno, dlatego postanowiła, że przekopiuje tylko zdjęcia do komputera i wraca do domu. Kiedy jednak trochę się rozgrzała, postanowiła iść za ciosem i od razu napisać artykuł. Szczerze mówiąc, wcale jej się nie spieszyło do jej obecnego domu, czyli do małego, kompletnie pozbawionego duszy wynajętego mieszkania. Oczywiście, że z czasem i to mieszkanie da się oswoić, może nawet zrobić przytulnym, ale jak na razie wcale ją tam nie ciągnęło.
Było dokładnie na drugim krańcu miasta, tak naprawdę jednak bardzo niedaleko. W takim mieście jak Whitehorse było przecież zaledwie dziesięć kwartałów domów. Owszem, do redakcji jeździła samochodem, ale bardziej z przyzwyczajenia niż z konieczności. Poza tym wcale jej się nie uśmiechało dwa razy dziennie brnąć przez śnieg.
Przekopiowała zdjęcia, zrobiła podpisy i zabrała się za pisanie artykułu. Szło opornie, bo tak naprawdę głowę miała zajętą czymś innym. Raczej kimś. Mężczyzną, do którego wołała tamta dziewczyna na platformie.
Mark mówił, że Cade Jackson i Grace pobrali się na krótko przed jej tragiczną śmiercią. W gazecie na pewno było zawiadomienie o ich ślubie, wystarczy poszperać w komputerowym archiwum gazety...
Po pięciu minutach miała już na ekranie monitora zawiadomienie o ślubie i zdjęcie pary młodej. Pobrali się czternastego listopada – na kilka tygodni przed śmiercią Grace.
Andi, spojrzawszy na pannę młodą tylko przelotnie, skupiła się przede wszystkim na panu młodym. Porównała jego zdjęcie ze zdjęciem kowboja, którego widziała tego dnia na ulicy. Nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że kowboj i pan młody, Cade Jackson, to jedna i ta sama osoba.
Teraz spojrzała uważniej na zdjęcie panny młodej, Grace Browning Jackson. Spojrzała raz, drugi i serce zabiło jej zdecydowanie szybciej.
Tak, to na pewno ona. Bardzo dobrze znana jej osoba, problem tylko w tym, że kobieta ta nazywa się inaczej. Wcale nie Grace, i wcale nie Browning.
O serii - Romans i Sensacja
Lubisz usiąść w fotelu i zaczytać się doskonały romans? A może wolisz dobry kryminał? Teraz nie musisz się już decydować na jedno z nich. W serii Romans i Sensacja znajdziesz nie tylko gorące uczucia, ale i dreszczyk emocji.
Przekonasz się, jak bohaterowie reagują w sytuacji zagrożenia i na pewno nie pozostaniesz obojętna na ich losy.
Seria ukazywała się do listopada 2011.
Chcą przeczytać tę książkę (9)
Przeczytali tę książkę (1)
Rejestracja użytkownika
Zarejestruj się w naszym serwisie, by oceniać książki, dodawać opinie oraz spotkać osoby, które tak jak Ty lubią czytać książki.
Zapisz się na newsletter, a otrzymasz prezent w postaci eBooka „Raj na Ziemi”, Mary Alice Monroe
Masz już konto?
Zaloguj się
Hity Miesiąca
-
1. W cieniu starych drzew
- Autor:
- Seria:
- Satine
- Ocena:
-
- Cena:
- 19.99 zł
- Kup taniej:
-
-
2. Bratnie dusze
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 34.99 zł
- Kup taniej:
-
-
3. Trzej bracia
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 34.99 zł
- Kup taniej:
-
Top 10 Tygodnia
-
1. Pozory mylą, W zamku nad Loarą
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie DUO
- Ocena:
-
- Cena:
- 14.99 zł
- Dostępność książki:
- Wyprzedane
-
2. Koło fortuny
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
3. Serce milionera
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
4. Na paryskich salonach
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
5. Niezapomniany wernisaż
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie Extra
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
Nowość
Nowość
Kłopotliwy spadek
- Autor:
- Seria:
- Gwiazdy Romansu
- Ocena:
-
- Cena:
- 12.99 zł
- Kup taniej:
-
Bezpłatny Newsletter
Zapisz się. Poinformujemy Cię o promocjach i konkursach z nagrodami.