Świątynia Afrodyty, Bal maskowy
Robyn Donald, Annie West
- Średnia ocena:
- 4.5 (8 głosów)
- Ocena:
-
- Seria:
- Światowe Życie DUO
- Liczba stron:
- 320
- Oprawa:
- miękka
- ISBN:
- 978-83-238-8262-6
- W sprzedaży od:
- 11.01.2012
- Cena:
- 14.99 zł
- Dostępność książki:
- Wyprzedane
Zarejestruj się i:
-
Oceń książkę
Zaznacz tyle gwiazdek na ile oceniasz książkę
- Oznacz jako przeczytaną
- Chcę przeczytać tę książkę
- Skomentuj tę książkę
-
Fragment książki Powrót
Muszę się tym nacieszyć, bo to moja jedyna okazja, pomyślała Rosie, rozglądając się po sali balowej pałacu w Karatii, w której trwał w najlepsze bal koronacyjny.
Kaskady kwiatów mieniły się wszelkimi kolorami na tle białych i złotych ścian. Od mężczyzn w czarnych frakach biła siła i dostojeństwo, a suknie kobiet były tak szykowne, że sala balowa wyglądała, jak pokaz mody najlepszych projektantów. Światła złoconych kandelabrów migotały w drogocennych diademach, kolczykach i naszyjnikach.
Siedząca obok niej Hani Crysander-Gillan, księżna Wamilii i bratowa koronowanego właśnie Wielkiego Księcia Gerda, bezsprzecznie należała do miejscowej elity. Najlepszym dowodem było pięć rzadkich, wyjątkowej urody diamentów rodowych, które skrzyły się w jej diademie.
– Zazdroszczę ci – powiedziała lekko Rosie. – To pierwszy i ostatni bal koronacyjny w moim życiu. A żeby w ogóle coś zobaczyć, musiałabym wejść na jedno z tych złoconych krzeseł. Nigdy nie widziałam tylu sławnych klejnotów. I te stroje! –westchnęła Rosie z uznaniem. – Czuję się jak przysłowiowa uboga krewna. A nie jestem nawet prawdziwą krewną.
Hani roześmiała się.
– Uważaj, bo ci uwierzę. Wyglądasz olśniewająco i dobrze o tym wiesz. Nie wiem, jak ci się udało znaleźć sukienkę, która tak idealnie pasuje do twoich bursztynowych włosów.
Rosie spojrzała na swoją wieczorową suknię .
– Miałam szczęście, kupiłam ją w butiku z używanymi rzeczami, tuż obok mojego domu. Chyba nawet nie była wcześniej noszona.
– Najważniejsze, że jest stylowa.
W tej wytwornej sukni i na zabójczo wysokich szpilkach, które kosztowały ją prawie połowę oszczędności, Rosie wydawała się wyższa.
Hani uniosła brwi i spojrzała na nią badawczo.
– To nie w twoim stylu, tak się nie doceniać. Coś się stało?
– Właśnie zdałam sobie sprawę, że sama biżuteria w tym pokoju musi być warta tyle, co niewielkie państwo – odparła lekko.
Wcale nie o to chodziło. Nowo koronowany książę Gerd Crysander-Gillan, Wielki Książę i władca Karatii, właśnie tańczył z kobietą, z którą, jak wszyscy oczekiwali, miał się niebawem zaręczyć. Księżniczka Serina była jedną z tych smukłych jak wierzba, niezwykle pięknych kobiet. Jej czarne włosy, zebrane w elegancki kok, stanowiły idealne tło dla rodowych diamentów zdobiących jej diadem.
– A w dodatku każda kobieta na tej sali jest wyższa ode mnie o co najmniej dziesięć centymetrów i do tego jeszcze ma wspaniałe klejnoty – poskarżyła się Rosie. – Dzięki temu, że jestem niska, przynajmniej nie rzucam się w oczy. Ale Gerd nie oczekuje przecież zbyt wiele od dalekiej kuzynki. Zwłaszcza takiej, która dopiero co skończyła studia i właśnie odkrywa, jak trudno jest znaleźć swoje miejsce na rynku pracy.
Podniosła głowę i przyglądała się tańczącym. Jej wzrok natychmiast odnalazł tego, który ją tu zaprosił – ją i setki innych gości. Gerd uśmiechał się do księżniczki, którą trzymał w ramionach. Na chwilę podniósł głowę i omiótł salę balową władczym spojrzeniem.
Rosie zarumieniła się i spuściła oczy. Oczywiście, to nie na mnie spojrzał, a już na pewno nie mnie szukał, pomyślała zawstydzona. Sprawdza tylko, czy wszystko idzie zgodnie z planem. Gerd zawsze miał plan działania i determinację, żeby realizować to, co postanowił, bez względu na okoliczności.
Poczuła ból w sercu. Była pewna, że odrobina nadziei, którą próbowała zagłuszyć przez ostatnie kilka lat, zniknie zupełnie, gdy zobaczy go z piękną i idealnie do niego pasującą księżniczką Seriną.
Jednak przyjazd do Karatii od nowa rozbudził w niej ogień, który próbowała w sobie zagłuszyć, a który nigdy do końca nie zgasł.
Skąd ten melodramatyzm? - zadrwiła z samej siebie w myślach. Jak ogień mógł zgasnąć, skoro nigdy tak naprawdę nie zapłonął? No dobrze, trzy lata temu na drugim końcu świata spędziliśmy razem z Gerdem cudowne lato. Ale to wszystko.
Znali się od dziecka, jednak w ciągu tych długich, gorących tygodni wszystko się między nimi zmieniło. Rosie, mimo że już pełnoletnia, zachowywała się bardzo ostrożnie. Gerd był od niej o dwanaście lat starszy, mądrzejszy i bardziej doświadczony. Jej matka nie miała szczęścia do mężczyzn, więc za każdym razem, gdy Gerd się do niej uśmiechał, Rosie chowała się za beztroską maską, którą sobie stworzyła, żeby się bronić przed światem.
Żeglowali, pływali, jeździli konno i rozmawiali bez końca, aż jej dziecinny zachwyt nad Gerdem przerodził się w głębsze uczucie. Była w tym obietnica czegoś, do czego nawet przez samą sobą nie umiała się przyznać – aż do dnia jego wyjazdu.
Wtedy ją pocałował…
Rosie zapomniała o wszystkich swoich lękach i poczuła obezwładniający przypływ namiętności. Wyszeptał jej imię i chciał się odsunąć, ale ona przylgnęła do niego całym ciałem, tak że znów objął ją mocniej, a ich usta się spotkały.
Sama nie wiedziała, jak długo się całowali, gdy nagle wyrwał się z jej ramion.
– Chyba oszalałem – wyrzucił z siebie.
Oszałamiające pragnienie zniknęło błyskawicznie. Rosie z trudem wzięła głęboki wdech. Nie była w stanie nic powiedzieć, nie czuła nic poza goryczą poniżenia i odrzucenia.
Wyprostował się i zrobił krok w tył.
– Rosemary, nie powinienem był tego robić – powiedział opanowanym, chłodnym tonem. – Wybacz mi. Ty musisz najpierw spokojnie dorosnąć. Ciesz się studiami i spróbuj nie złamać zbyt wielu serc.
Ponury, cyniczny uśmiech pojawił się na jej twarzy. To jej ktoś teraz łamał serce. Po raz pierwszy – i ostatni – Rosie poczuła, czym jest dzikie, obezwładniające pożądanie.
Dlaczego nigdy więcej nie poczuła podobnej namiętności? Przecież spotykała się z mężczyznami prawie tak przystojnymi jak Gerd, mężczyznami o reputacji wspaniałych kochanków, a jednak żaden z nich nie umiał obudzić w niej takich uczuć.
Tylko Gerd.
Oczy Rosie zwęziły się lekko, gdy Gerd pochylił się i powiedział coś do swojej partnerki. Księżniczka uśmiechnęła się w odpowiedzi. Tak pięknie razem wyglądają, przemknęło jej przez głowę. Rosie znów poczuła pustkę, która pojawiła się, gdy tylko tamte wakacje dobiegły końca.
Najwyraźniej wszystko, co się wydarzyło w czasie tych magicznych tygodni, nie miało dla niego żadnego znaczenia. Ani razu nie spróbował się z nią skontaktować. Wieści o nim otrzymywała tylko od jego brata, Kelta.
Oczywiście, że się ze mną nie kontaktował, powiedziała sobie w myślach. Przecież jak tylko opuścił Nową Zelandię, wpadł w wir obowiązków.
Wkrótce po powrocie do Karatii jego babka wyznaczyła go na swojego następcę i musiał sobie poradzić z niezadowoleniem wśród ludzi z gór – ich bunt szybko przerodził się w wojnę domową.
Gdy tylko rebelia została opanowana, księżna Ilona zachorowała śmiertelnie, w wyniku czego Gerd stał się faktyczną głową kraju.
Nie widzieliśmy się trzy lata. Przez ten czas powinnam się była otrząsnąć z czaru wspólnie spędzonych dni, w czasie których tak bardzo się zakochałam, pomyślała ze smutkiem.
Starała się zapomnieć. Całowała się z tak wieloma potencjalnymi kochankami, że zyskała opinię kokietki, ale nic nie mogło się równać z uczuciem, jakie wywoływały w niej pocałunki Gerda. Flirtowanie stało się rodzajem samoobrony, było jak błyszcząca tarcza, która nie pozwalała nawet na najmniejszy przejaw bliskości.
Jakie to straszne, że wciąż jestem dziewicą!
Zawsze chciała, żeby ten pierwszy raz był zupełnie wyjątkowy, z kimś wyjątkowym. Postanowiła nie ulegać pokusie, dopóki nie poczuje tak silnej namiętności, jaką z łatwością wzbudzał w niej Gerd.
Rosie próbowała skupić się na tańczących parach, ale jej wzrok za każdym razem wędrował w stronę Gerda trzymającego w ramionach księżniczkę.
Uchwyciła jego spojrzenie. Gerd patrzył prosto na nią. Przez moment wydawało jej się, że zobaczyła w jego złotych oczach złość. Jednak po chwili Gerd wrócił spojrzeniem do swojej partnerki.
Serce Rosie zabiło szybciej i poczuła, że cała się rumieni.
– Pięknie razem wyglądają – powiedziała możliwie beztroskim tonem do Hani, wskazując w kierunku parkietu.
– Tak, pięknie – odparła powoli Hani po chwili milczenia.
Rosie miała ogromną ochotę spytać, skąd wzięło się to wahanie w jej głosie, ale akurat wtedy muzyka ucichła i podszedł do nich Kelt – mąż Hani i młodszy brat Gerda. Twarz Hani rozświetlił uśmiech, który pojawiał się tylko na jego widok.
Rosie westchnęła cicho. Hani i Kelt wciąż patrzyli na siebie jak kochankowie, choć byli już kilka lat po ślubie i mieli małego synka. Gdy znów popłynęły dźwięki muzyki, Rosie przyglądała się, jak zatopieni w swoich ramionach wirowali na parkiecie. Poczuła przypływ nagłej zazdrości i zachwytu, że udało im się znaleźć taką radość i spełnienie, podczas gdy ona…
Od kiedy to wspomnienia zdominowały moje życie? Jedno lato pełne radosnych chwil, wspólnych wypraw i kilka namiętnych pocałunków obudziło marzenia, które nie mogły się spełnić.
Dość! Rosie poczuła nagły przypływ irytacji. Już starczy tych cielęcych zachwytów! Muszę z tym natychmiast skończyć. Poznam jakiegoś miłego mężczyznę, odkryję, jak wspaniały może być seks i raz na zawsze uwolnię się od tych wspomnień, postanowiła.
– Rosemary.
Nagle straciła grunt pod nogami. Wzięła szybki wdech, zanim wolno odwróciła się, żeby spojrzeć prosto w oczy Gerda. Znów poczuła tę upajającą i zdradliwą tęsknotę.
– Witaj, Gerd – powiedziała z nadzieją, że jej głos nie zdradza uczuć, które nią zawładnęły. – Tyle razy prosiłam cię, żebyś mówił do mnie Rosie. Dlaczego choć raz nie możesz mnie posłuchać?
– Bo ty nigdy nie prosiłaś, ty wydawałaś rozkazy – odparł z lekkim uśmiechem. – A ja nie przywykłem do słuchania poleceń młodych panienek.
Wcale nie jestem w nim zakochana, powtarzała sobie w myślach jak mantrę.
– Zatańcz ze mną, Rosemary.
Jej determinacja stopniała pod wpływem ciepła, które nagle ją ogarnęło. Znów znaleźć się w jego ramionach, pomyślała z rozmarzeniem.
– I to ty mi przed chwilą zarzuciłeś, że ci rozkazuję!
– Być może powinienem przeformułować moją prośbę – stwierdził ironicznie. – Rosemary, czy zgodzisz się ze mną zatańczyć?
– Z przyjemnością.
Kąciki ust drgnęły mu, gdy usłyszał jej poważną odpowiedź. A ona znów poczuła ukłucie w sercu. Zebrała wszystkie siły i spokojnym krokiem ruszyła u jego boku na parkiet.
Gdy Gerd wziął ją w ramiona, przez chwilę jej naturalne wyczucie rytmu ją opuściło. W czasie tego niezapomnianego lata wiele razy ze sobą tańczyli. Zawsze czuła się tak cudownie lekka w jego silnych ramionach.
– Pamiętasz, kiedy tańczyliśmy ze sobą ostatni raz?
– Nie.
To była głupia odpowiedź. Rosie odruchowo próbowała się bronić. Gerd to zauważył.
– No dobrze, oczywiście, że pamiętam – powiedziała tonem pełnym rozbawienia pomieszanego z nostalgią. – To było moje pierwsze dorosłe przyjęcie, pamiętasz?
– Tak.
– Dostałam wtedy od ciebie mój pierwszy dorosły pocałunek. I to taki, który wysoko ustawił poprzeczkę – stwierdziła, śmiejąc się.
Jeżeli chciała go zaskoczyć, to jej się nie udało.
– Zakładam, że od tego czasu stałaś się specjalistką, miałaś wiele okazji do porównań – powiedział surowo.
– Skąd możesz to wiedzieć? – spytała zażenowana.
– W naszej rodzinie plotki szybko się rozchodzą – odparł enigmatycznie.
– Tylko że ja właściwie nie należę do rodziny – zauważyła Rosie. – Pierwsza żona mojego ojca była twoją kuzynką, i to daleką. Będąc tu, stroję się w cudze piórka. Wszyscy myślą, że jestem Crysander-Gillan, a nie jakaś tam zwykła Matthews.
– Nie ma w tobie nic zwyczajnego, Rosemary – rzucił niedbale z lekkim uśmiechem Gerd. – Twój przyrodni brat jest moim krewnym i bliskim przyjacielem, i nie dałby mi spokoju, gdybym ciebie nie zaprosił.
Wiedziała, że zaproszenie jej na tę ceremonie wynikało tylko z konwenansów, ale i tak zabolało ją, że Gerd przyznał to tak otwarcie.
Zdusiła w sobie to uczucie i poszukała wzrokiem swojego przyrodniego brata, którego nigdy właściwie dobrze nie znała. Małżeństwo jej rodziców rozpadło się, zanim jeszcze zdążyła pojąć, że ten chłopiec, który czasem ich odwiedzał, należał do rodziny.
Gerd objął ją mocniej ramieniem. Zapominając natychmiast o Aleksie, Rosie poddała się niememu nakazowi i podążała za krokami swojego partnera.
Czuła, jak ogrania ją niezwykłe ciepło. Wzięła głęboki wdech i poczuła upajający zapach jego ciała.
Jest tak blisko, a jednocześnie tak wiele nas dzieli, pomyślała Rosie.
– Znasz Aleksa lepiej niż ja. Moja matka wysłała go do szkoły z internatem, jeszcze zanim się urodziłam – powiedziała.
– Mówił mi, że masz problemy ze znalezieniem pracy.
– Jak na kogoś, kto mieszka na drugim krańcu świata, jesteś bardzo dobrze poinformowany – stwierdziła, podnosząc głowę i patrząc mu prosto w oczy. – Masz rację, okazało się, że nikt nie potrzebuje niedoświadczonych absolwentek ekonomii. Ale nie martw się, coś znajdę.
– Aleks mógłby cię zatrudnić w swojej firmie.
– Cokolwiek uda mi się osiągnąć, będzie to moja własna zasługa – powiedziała stanowczo Rosie.
– Pochlebia mi w takim razie, że pozwoliłaś mu zasponsorować swój przyjazd tutaj. Mówił, że musiał cię niemal do tego zmusić.
Jej brat wpadł do niej tego dnia, kiedy otrzymała zaproszenie na koronację Gerda. Zapowiedziała mu od razu, że nie stać jej na wyjazd i dlatego nie wybiera się do Karatii. Jednak Aleks postanowił ją przekonać, proponując, żeby uznała ten wyjazd za prezent świąteczny. Nie miało znaczenia, że do świąt zostało jeszcze kilka miesięcy.
Rozbawiła ją ta propozycja, ale stanowczo odmówiła. Jednak kilka dni później zadzwoniła do niej sekretarka Aleksa z informacją, że zamówił dla niej lot prywatnym odrzutowcem. Matka namawiała ją na ten wyjazd, po części z nadzieją, że kilka dni wśród bogatych i sławnych osobistości sprawi, że Rosie zmieni swoje plany życiowe i nie będzie już chciała otwierać własnej kwiaciarni.
– Równie dobrze mogłabyś zostać fryzjerką – użalała się Ewa Matthews. – Wystarczy, że studiowałaś tę ekonomię, a teraz jeszcze chcesz zostać kwiaciarką! Wszyscy ci powtarzają, że jesteś bystra i że masz głowę na karku, a ty robisz wszystko, żeby tego nie wykorzystywać. Twój ojciec byłby zawiedziony. Myślisz, że spodobałby mu się ten twój pomysł na biznes?
Rosie wzruszyła ramionami. Zawsze wiedziała, że powinna była urodzić się chłopcem i co by nie zrobiła, jej rodzice i tak będą rozczarowani.
– Ale to dla mnie ważne – powiedziała z przekonaniem.
Rosie skończyła drogą, elitarną szkołę, bo tego chciała jej matka. Na studia poszła ze względu na ojca, choć zawsze wyrażał niezadowolenie, że wybrała ekonomię zamiast czegoś bardziej intelektualnie ambitnego, jak przystało na córkę znanego archeologa.
Żadne z jej rodziców nie wiedziało, że od dziecka chciała zajmować się kwiatami. Dyplom był pierwszym krokiem w stronę spełnienia tych marzeń. W czasie wakacji pracowała w znanej kwiaciarni, ucząc się nowych rzeczy i rozwijając swój naturalny talent.
Kilka miesięcy przed końcem roku akademickiego kwiaciarnia została zamknięta w wyniku recesji. W momencie, gdy świat finansowy był na skraju paniki, nie należało zakładać nowej firmy, nawet gdyby miała wystarczająco dużo środków. A nie miała i nie umiała określić, kiedy będzie mieć.
Rosie rozmawiała o tym z Keltem. Poradził jej, żeby znalazła sobie pracę i oszczędzała, ile da radę, czekając, aż sytuacja na rynku się poprawi. To była dobra rada.
Rosie spojrzała w kierunku tańczącego z Hani Kelta. Tak pięknie razem wyglądali. Jak Gerd z księżniczką Seriną.
– Są tacy szczęśliwi – powiedział Gred, a w jego głosie zabrzmiała szorstkość, która zupełnie ją zaskoczyła.
– O tak. Ale kto nie byłby, mając za męża Kelta.
Kelt nigdy nie uważał, że jej plany są lekkomyślne czy że nie postępuje rozsądnie. Dorastająca dziewczyna nie mogłaby mieć lepszego przyjaciela. Małżeństwo z Hani zmieniło ich relację. Teraz Kelt miał też inne obowiązki.
Rosie spodziewała się tego, ale brakowało jej ich zażyłości.
– W takim razie, co planujesz? – zapytał lakonicznie Gerd.
– Rozejrzę się, zobaczę, co dam radę znaleźć – odparła lekko. – A co ty planujesz teraz, kiedy w twoim kraju zakończyła się oficjalna żałoba? Jakie zmiany chcesz wprowadzić w Karatii?
– Niewielkie i zamierzam wprowadzać je stopniowo. Nie sądziłem, że interesujesz się moim krajem.
Rzuciła mu rozbawione spojrzenie.
– Naturalnie. W szkole wszyscy zazdrościli mi, że jestem spokrewniona z księciem Karatii. Bez przerwy się tym chwaliłam.
Przyjrzał jej się badawczo.
– Ani trochę ci nie wierzę – powiedział, uśmiechając się do niej. – Ale powiedz mi, Rosemary, dlaczego chcesz zostać księgową?
Alessandro zerknął na materiały promocyjne i natychmiast rzucił je na biurko. Jego nowa asystentka jeszcze się nie nauczyła, co powinna przekazywać szefowi, a czym nie należało zaprzątać mu głowy. Dyrektor zarządzający firmy odzieżowej nie musiał się przecież zajmować każdym drobiazgiem…
Oddio mio!
Alessandro zmrużył oczy na widok fotografii w broszurze, która znienacka wysunęła się ze stosu. Ten uśmiech, te usta...
Dziewczyna na zdjęciu prezentowała się całkiem nieźle, lecz to nie jej uroda przykuła jego uwagę. Kogoś mu przypominała, tylko kogo? Minęły już dwa lata, a on nadal nie mógł dojść do siebie po zapomnianych miesiącach. Inni doskonale wiedzieli, co wtedy mówił i robił, jednak Alessandro Mattani nie pamiętał kompletnie nic.
Zacisnął pięści i oparł je na biurku z czarnego marmuru. Zupełnie nie wiedział, jak walczyć z pustką, która go od tamtego czasu dręczyła.
Gwałtownie wyszarpnął broszurę ze sterty papierów. Była to reklamówka luksusowego hotelu w Melbourne, młoda recepcjonistka na zdjęciu witała parę eleganckich gości. Alessandro przywykł do luksusu i gustowny wystrój lobby nie zrobił na nim najmniejszego wrażenia, w przeciwieństwie do intrygującej dziewczyny o ciemnych, zaczesanych do tyłu włosach. Miała nieduży, lekko zadarty nos i zaskakująco jasne jak na brunetkę oczy. Do tego te szerokie usta…
Nie była agresywnie piękna ani na tyle egzotyczna, by wzbudzać powszechny zachwyt, jednak miała w sobie coś intrygującego, co doskonale uchwycił fotograf.
Alessandro uważnie wpatrywał się w zdjęcie. Nigdy nie był w Melbourne, czyżby więc ta kobieta odwiedziła Lombardię?
Po dłuższej chwili doszedł do wniosku, że nie ma co walczyć z przeznaczeniem, i sięgnął po słuchawkę.
– Dzięki, Saro, ratujesz mi życie. – Carys odetchnęła z ulgą. Przynajmniej ta jedna, najważniejsza sprawa była załatwiona.
– Nie ma sprawy, chętnie zajmę się Leo – zapewniła ją sąsiadka. Carys wiedziała, że jej ukochany syn będzie pod doskonałą opieką, mimo to gorzko żałowała, że musi iść do pracy. Zatrudniając się na stanowisku recepcjonistki w hotelu Landlord, pochopnie założyła, że bez większego trudu zdoła pogodzić zawodowe obowiązki z wychowywaniem dziecka. Na szczęście okazała się znakomitą pracownicą i przełożeni traktowali ją z wyrozumiałością, dzięki czemu często wracała do domu nieco wcześniej. Byłoby fatalnie, gdyby Leo przyzwyczaił się do jej nieobecności, bo przecież poza nią nie miał nikogo bliskiego.
Carys westchnęła ze znużeniem i pokręciła głową. Musiała wreszcie przestać snuć niedorzeczne marzenia i wziąć się w garść.
– Carys? – rozległ się w słuchawce zaniepokojony głos Sary. – Co z tobą?
– Nic takiego. – Carys uśmiechnęła się wbrew sobie. Sara umiała przejrzeć ją na wylot nawet przez telefon. – Odwdzięczę ci się.
– Mam nadzieję, bo potrzebujemy opiekunki do dziecka na przyszły weekend. Chcemy wyskoczyć wieczorem do miasta i chętnie podrzucimy ci Ashleigh.
– Załatwione. – Popatrzyła na zegarek i pomyślała, że najwyższa pora kończyć. – Nie zapomnij dać Leo buziaka ode mnie na dobranoc.
Chociaż godziny pracy Carys zazwyczaj były przyjazne rodzinie, dzisiejszy dzień stanowił wyjątek. Grypa zdziesiątkowała personel hotelu, i to w najgorszym możliwym momencie, przed serią ważnych imprez. Carys spędziła w pracy cały dzień, jednak zaledwie godzinę temu David, starszy kierownik, w końcu skapitulował i z wysoką gorączką pojechał do domu. Oznaczało to, że Carys musiała przejąć jego obowiązki.
Jej serce mocniej zabiło. Czuła, że nareszcie nadarzyła się okazja, by zabłysnąć i udowodnić Davidowi, że podjął słuszną decyzję, zatrudniając ją pomimo niedostatecznych kwalifikacji. Okazał się nie tylko dobrym przyjacielem, ale również świetnym mentorem i Carys wiele mu zawdzięczała.
– Nie mam pojęcia, o której wrócę – oznajmiła na pożegnanie. – Pewnie rano, więc zobaczymy się przy śniadaniu, jeśli nie masz nic przeciwko temu.
– Spokojna głowa. Jak przyjdziesz, to będziesz.
Carys odłożyła słuchawkę i ponownie pochyliła się nad komputerem. Bolały ją oczy, lecz musiała jeszcze wprowadzić ostatnie poprawki do harmonogramu planowanego na dzisiejszy wieczór balu maskowego.
Carys przystanęła w kącie sali balowej, tuż przy drzwiach do kuchni, i z uwagą wysłuchiwała informacji, przekazywanych jej szeptem przez głównego kelnera. Kuchni groziła katastrofa, gdyż większość personelu chorowała, a zjawiło się tylko dwóch kelnerów na zastępstwo. Na szczęście goście nie zauważyli żadnego problemu. Hotel Landford szczycił się doskonałą obsługą, nawet jeśli była ona nieliczna.
Sala balowa, przystrojona na czarno i złoto, prezentowała się niesłychanie elegancko, jak na tak wysokiej klasy lokal przystało. Wszyscy uczestnicy balu wyglądali niesamowicie szykownie i byli odpowiednio ubrani na pierwszą imprezę Tygodnia Mody.
– W porządku – powiedziała Carys do kelnera. – Spróbuję ściągnąć kogoś z restauracji.
Skinęła mu głową i odwróciła się do telefonu na ścianie, żeby szybko wystukać numer, lecz w tej samej sekundzie przeszył ją dreszcz. Zesztywniałymi palcami odwiesiła słuchawkę i spojrzała na wielobarwny, rozbawiony tłum w maskach. Czuła, że na jej policzkach pojawiły się wypieki, na szczęście nikt nie zwracał na nią najmniejszej uwagi. Miała nieodparte wrażenie, że ktoś ją obserwuje, ktoś z przeszłości, kto znienacka się tutaj zjawił.
Na moment zamknęła oczy. To było szaleństwo, musiała wreszcie zapomnieć o tym, co minęło. Jej książę z bajki już nie wróci, więc nie powinna się łudzić.
Z determinacją zacisnęła usta. Miała mnóstwo pracy i obowiązków na głowie, a tymczasem znowu pogrążyła się w marzeniach. Dość tego, pomyślała zirytowana.
Alessandro obserwował młodą kobietę z drugiego końca zatłoczonej sali. Rozpoznał ją od razu, lecz szok okazał się tak silny, że zamknął oczy i zacisnął palce na oparciu krzesła.
Gdy ponownie spojrzał w jej stronę, właśnie odwracała się do telefonu. Nie miał najmniejszych wątpliwości: to była ona. To właśnie jej zdjęcie widział w reklamówce i to ją pamiętał z przeszłości, czy też raczej prawie pamiętał.
Przypomniał sobie nagle, jak odchodziła od niego z walizką w dłoni. Zatrzymała się na moment, lecz nie odwróciła głowy, a po chwili wsiadła do taksówki i odjechała prywatną drogą z jego domu na jeziorem Como.
Poza tamtą chwilą tylko raz w życiu Alessandro doświadczył równie intensywnej mieszanki furii, rozczarowania i bólu. Gdy miał pięć lat, opuściła go matka, aby wieść luksusowe życie z kochankiem. Nigdy jej tego nie zapomniał.
Madonna mia! Kim była ta kobieta?
Koniec oczekiwania, pomyślał porywczo. Zamierzał dowiedzieć się tego tu i teraz.
Carys dyskretnie wysunęła stopę z buta na wysokim obcasie i poruszyła palcami. Bal nieuchronnie zmierzał ku końcowi, więc pozostało jej tylko dopilnować sprzątania, żeby sala była gotowa na pokaz mody.
Z trudem powstrzymała się od ziewnięcia. Bolały ją wszystkie mięśnie i marzyła, aby wreszcie położyć się spać. Rozejrzała się po parkiecie, myśląc o tym, że trzeba jeszcze…
Duża i ciepła dłoń chwyciła ją za przegub. Carys w ułamku sekundy przybrała opanowany wyraz twarzy, aby rozprawić się z gościem, który przekroczył dopuszczalne granice. Miała nadzieję, że nie był zanadto pijany.
Zmusiwszy się do zawodowego uśmiechu, popatrzyła na natręta i natychmiast zamarła. Jej serce zaczęło walić jak młotem.
W przeciwieństwie do większości obecnych, nieznajomy nadal ukrywał się pod maską. Miał ciemne, bardzo krótko przystrzyżone włosy, a jego oczy zdawały się płonąć niezdrowym blaskiem. Wpatrzona w nie Carys z trudem przełknęła ślinę i pomyślała, że to niemożliwe…
Nagle mężczyzna poruszył się i poczuła zapach nieznanej sobie wody kolońskiej. Oczywiście, że to nie był on!
Znad górnej krawędzi maski wystawała blizna, wyraźnie widoczna ponad brwią. Mężczyzna znany Carys był olśniewająco przystojny, bez żadnych znamion, poza tym miał złocistą cerę, nie zaś bladą, jak ten człowiek. On jednak górował nad nią wzrostem, choć włożyła dziś buty na wysokim obcasie. Z pewnością był równie wysoki, jak...
Nie! Dość tego. Nie zamierzała znowu bawić się w tę żałosną grę. Przygryzła wargę, rozczarowana wbrew sobie.
– Tak, słucham? – Pomyślała, że te słowa zabrzmiały stanowczo zbyt łagodnie i zachęcająco. – Chyba mnie pan z kimś pomylił.
Usiłowała oswobodzić dłoń, ale jeszcze mocniej zacisnął palce i pociągnął ją ku sobie. Zachwiała się, zdumiona jego stanowczością, i popatrzyła mu w oczy. Dlaczego milczał?
– Obawiam się, że musi mnie pan puścić. – Uniosła brodę.
Już miała spytać, o co mu chodzi, kiedy nagle jeden z rozbawionych gości zderzył się z nią, popychając ją prosto na nieznajomego.
Duże dłonie chwyciły ją za ramiona. Już wcześniej zauważyła, że człowiek w masce był barczysty, lecz zbyt szczupły jak na jej księcia z bajki. Po chwili palce mężczyzny przesunęły się po jej plecach i zatrzymały tuż ponad pośladkami. Carys poczuła, że ma kolana jak z waty.
– Muszę iść. – Szybko odsunęła głowę od jego muskularnej klatki piersiowej. – Proszę!
Z desperacją oswobodziła się z objęć nieznajomego i zachwiała się, ale na szczęście udało jej się utrzymać równowagę. Mężczyzna ani na chwilę nie spuścił z niej wzroku. Pomyślała, że wpatrywał się w nią niczym drapieżnik gotów do skoku na bezbronną ofiarę. Rozchyliła wargi, chcąc coś powiedzieć, jednak z jej ściśniętego paniką gardła nie wydobył się żaden dźwięk. Pospiesznie odwróciła się na pięcie i na oślep ruszyła do wyjścia z sali.
Zmęczona Carys powoli założyła kosmyk włosów za ucho. Ostatni goście nareszcie zakończyli zabawę i po przestronnej sali balowej kręcili się już tylko pracownicy obsługi.
Jej uwagę przykuł brzęczyk hotelowego telefonu. Miała nadzieję, że nie zwiastował kolejnych kłopotów.
– Słucham? – spytała sennym głosem.
– Carys, to ty?
– Tak. – Od razu rozpoznała głos nowego recepcjonisty.
– Dobrze, że cię złapałem. Pilna rozmowa do ciebie, łączę.
Momentalnie otrzeźwiała. Nie znosiła zwrotu „pilna rozmowa”, gdyż niemal zawsze oznaczał on coś nieprzyjemnego. Zaczęła modlić się w duchu, żeby tylko nic nie stało się Leo.
W słuchawce coś szczęknęło i zapadła kompletna cisza.
– Sara? – krzyknęła Carys z rozpaczą w głosie. – Co się stało? Odezwij się!
W odpowiedzi usłyszała jedynie echo własnego oddechu. Dopiero kilkanaście długich sekund później w jej uchu zabrzmiał dziwnie znajomy, niski głos.
– Carys?
Nagle zakręciło jej się w głowie, gdyż ten głos nawiedzał ją w snach. Carys musiała przysiąść na brzegu stolika pod ścianą, żeby nie upaść.
To było po prostu niemożliwe.
– Musimy się spotkać – oznajmił głos z przeszłości. – Natychmiast.
ROZDZIAŁ DRUGI
– Kto mówi? – Głos Carys przypominał skrzeczenie wrony.
– Dobrze wiesz, kto mówi, Carys.
Dawniej zachwycał ją jego włoski akcent. Przypomniała sobie, jak tym cudownym, aksamitnym głosem przekonał ją, że powinna zrezygnować ze wszystkiego, żeby tylko byli razem. Nie mogła postąpić głupiej.
Wzdrygnęła się i uniosła brodę.
– Proszę się przedstawić – zażądała lodowatym tonem.
To na pewno nie był on, przecież nie przyleciałby za nią do Australii. Powiedział to wprost, kiedy uciekała od niego z podkulonym ogonem. Jeśli jednak to nie był on, to wobec tego kto ją zaczepił na balu?
– Nie udawaj, że mnie nie znasz, Carys, nie mam czasu na niemądre gierki. – Umilkł, jakby oczekiwał komentarza, po czym dodał: – Mówi Alessandro Mattani.
Carys jeszcze mocniej zacisnęła palce na słuchawce. Gdyby nie siedziała, z pewnością osunęłaby się na podłogę.
– Alessandro…
– Mattani. Z pewnością przypominasz sobie to nazwisko. – Jego głos wydał jej się ostry jak brzytwa.
Pomyślała, że dawno temu marzyła o dniu, w którym przyjmie to nazwisko…
Alessandro Mattani. Mężczyzna, którego kiedyś kochała, i który złamał jej serce.
Słysząc odgłos kroków, zaniepokojona Carys podniosła wzrok. Ostatnie wychodzące z sali osoby pomachały jej na do widzenia i znikły za drzwiami. Została zupełnie sama.
– Carys?
– Jestem - odparła.
W słuchawce ponownie zapadła kilkusekundowa cisza.
– Koniec gierek. Spotkamy się.
Postanowiła, że za nic się na to nie zgodzi. Po co miałaby się do niego zbliżać? Nie dowierzała samej sobie. W przeszłości wystarczyło, żeby ten człowiek uśmiechnął się i skinął palcem, a spełniała wszystkie jego zachcianki. Rzuciła pracę, machnęła ręką na dotychczasowe plany i zapomniała o szacunku do siebie, byle tylko być z Alessandrem.
Oparła dłoń o blat stołu.
– To niemożliwe – oznajmiła stanowczo.
– Oczywiście, że to możliwe – burknął. – Dzieli nas zaledwie dwanaście pięter.
Dwanaście pięter? Jej serce przyspieszyło. Alessandro był tutaj, w Melbourne, w hotelu Landford.
– Więc to ty podszedłeś do mnie na balu? – Gdyby była mniej oszołomiona, pewnie przejęłaby się nienaturalnym brzmieniem swojego głosu.
Pomyślała, że bardzo się zmienił. Zaczął używać nowej wody kolońskiej, jego złocista skóra pobladła, nad brwią pojawiła się blizna…
Carys ze strachu wstrzymała oddech. Najwyraźniej stało się coś złego. Korciło ją, żeby zasypać go pytaniami, lecz z wysiłkiem wzięła się w garść i postanowiła skupić uwagę na tym, co najważniejsze.
– Czego chcesz? – Jej głos był tak napięty, jakby miał za chwilę pęknąć.
– Powiedziałem już – zniecierpliwił się. – Chcę cię zobaczyć.
– Jest późno – odrzekła sztywno. – Ciężko dzisiaj pracowałam i teraz wracam do domu. Zresztą i tak nie mamy sobie nic do powiedzenia.
Ostrożnie postawiła stopy na podłodze, żeby sprawdzić, czy nogi utrzymają jej ciężar.
– Czyżby? – spytał aksamitnym głosem, który nadal nie był jej obojętny. – Zatrzymałem się w apartamencie prezydenckim. Oczekuję cię za dziesięć minut.
– Nie masz prawa mi rozkazywać – oburzyła się.
– Naprawdę nie chcesz się ze mną spotkać?
Carys wyraźnie usłyszała niedowierzanie w jego głosie i zaczęła się zastanawiać, czy kobiety zawsze posłusznie spełniały jego żądania.
– Po co rozgrzebywać przeszłość? – Wzruszyła ramionami.
– Może nie ma takiej potrzeby, ale i tak chcę spotkać się z tobą.
Z jego tonu wywnioskowała, że bynajmniej nie zamierzał padać przed nią na kolana i błagać o wybaczenie.
– Masz dziesięć minut – wycedził.
– A jeśli nie przyjdę?
Alessandro nie spieszył się z odpowiedzią.
– Sama podejmiesz decyzję – mruknął. – Musimy porozmawiać o sprawach osobistych. Sądziłem, że wolałabyś spotkać się ze mną na osobności, ale naturalnie mogę wpaść do ciebie jutro, za dnia. Jak rozumiem, pracujesz w otoczeniu kolegów? Nie szkodzi, nasza rozmowa na pewno nie zrobi na nich wrażenia.
Zawiesił głos, a Carys przygryzła wargę, wyobrażając sobie reakcję innych pracowników na rewelacje Alessandra.
– Poza tym twój kierownik z pewnością pozwoli ci na prywatne pogawędki w godzinach pracy – dodał. – Jak rozumiem, jesteś zatrudniona na okres próbny?
Carys rozchyliła usta ze zdumienia. Alessandro bez wątpienia przejrzał jej akta, a przecież takie szczegóły powinny być objęte tajemnicą. Musiała przełknąć gorycz porażki.
Nagle przyszło jej do głowy coś przerażającego. Czy to możliwe, że Alessandro przybył odebrać jej Leo? Zamarła.
– Za dziesięć minut u ciebie – powiedziała jak najspokojniej.
Alessandro stał przy wielkim oknie, popijając zaparzone przez osobistego kamerdynera espresso, i wpatrywał się w rzekę Yarra oraz wysokie budynki Melbourne. Jego myśli krążyły wokół dziewczyny, która dawno temu tuliła się do niego i której obraz przetrwał w jego podświadomości.
Jak przez mgłę pamiętał, że jego rozstanie z Carys nie przebiegło pokojowo i że go zostawiła. Jak to możliwe? Żadna z jego kochanek nie zachowała się w taki sposób. Dlaczego się rozstali?
Musiał poznać odpowiedzi na dręczące go pytania.
Po wypadku wykorzystał całą siłę woli, żeby dojść do siebie i zająć się podupadającym rodzinnym interesem. Odgrodził się od wszystkiego, co przeszkadzało mu w pracy. Przeszłość stała się dla niego rozmazaną, niewyraźną plamą i dotąd nikomu nie udało się przebić przez zaporę, którą sam zbudował. Ta sztuka nie powiodła się ani jego macosze, ani wielu kobietom usiłującym zwrócić na siebie jego uwagę.
Miał mnóstwo znajomych, lecz w gruncie rzeczy uważał się za samotnika, podobnie jak jego ojciec, który po zdradzie i ucieczce pierwszej żony odizolował się od świata i skupił wyłącznie na biznesie. Nic dziwnego, że Alessandro nauczył się, jak ukrywać ból, żal i dezorientację. Wzniósł wokół siebie wysoki mur, dzięki któremu skutecznie dystansował się od własnych słabości.
Dzisiaj wieczorem, kiedy stanął twarzą w twarz z Carys Wells, wszystko się zmieniło.
Rejestracja użytkownika
Zarejestruj się w naszym serwisie, by oceniać książki, dodawać opinie oraz spotkać osoby, które tak jak Ty lubią czytać książki.
Zapisz się na newsletter, a otrzymasz prezent w postaci eBooka „Raj na Ziemi”, Mary Alice Monroe
Masz już konto?
Zaloguj się
Hity Miesiąca
-
1. W cieniu starych drzew
- Autor:
- Seria:
- Satine
- Ocena:
-
- Cena:
- 19.99 zł
- Kup taniej:
-
-
2. Bratnie dusze
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 34.99 zł
- Kup taniej:
-
-
3. Trzej bracia
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 34.99 zł
- Kup taniej:
-
Top 10 Tygodnia
-
1. Pozory mylą, W zamku nad Loarą
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie DUO
- Ocena:
-
- Cena:
- 14.99 zł
- Dostępność książki:
- Wyprzedane
-
2. Koło fortuny
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
3. Serce milionera
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
4. Na paryskich salonach
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
5. Niezapomniany wernisaż
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie Extra
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
Nowość
Nowość
Kłopotliwy spadek
- Autor:
- Seria:
- Gwiazdy Romansu
- Ocena:
-
- Cena:
- 12.99 zł
- Kup taniej:
-
Bezpłatny Newsletter
Zapisz się. Poinformujemy Cię o promocjach i konkursach z nagrodami.