W pałacu szejka, Miłosna zmowa
Tessa Radley, Robyn Grady
- Średnia ocena:
- 4.25 (4 głosy)
- Ocena:
-
- Seria:
- Gorący Romans DUO
- Liczba stron:
- 320
- Oprawa:
- miękka
- ISBN:
- 978-83-238-7653-3
- W sprzedaży od:
- 05.10.2011
- Cena:
- 14.50 zł
- Dostępność książki:
- Wyprzedane
Zarejestruj się i:
-
Oceń książkę
Zaznacz tyle gwiazdek na ile oceniasz książkę
- Oznacz jako przeczytaną
- Chcę przeczytać tę książkę
- Skomentuj tę książkę
-
O książce
Książę Szafir otrzymuje od ojca trudne zadanie. Musi powstrzymać Megan Saxon, która jest podejrzewana o to, że zamierza zakłócić ceremonię zaślubin jego kuzynki. Książę obiera najkrótszą drogę do celu - rozbudza uczucia w pięknej kobiecie. Nie spodziewa się jednak, że sam może paść ofiarą swojego misternego planu i ulec namiętności…
Podczas swojej drogi na szczyty władzy i bogactwa Gage Cameron marzył jedynie o kobiecie, którą z własnej winy stracił przed laty. Teraz Jenna Darley jak nigdy przedtem potrzebuje jego pomocy. Musi odebrać z rąk bezdusznej macochy jedynego ocalałego z wypadku członka rodziny – maleńką siostrzenicę. Gage, szczęśliwy, że może Jennie wynagrodzić to, co się stało w przeszłości, oferuje jej swoją pomoc. Jednak stawka w tej grze okazuje się o wiele wyższa, niż przewidywał…
Fragment książki:
Cisza przywitała księcia Szafira ibn Selim Al Dżahara, gdy przez wysokie, rzeźbione wrota wszedł do pałacu i udał się wprost do swoich królewskich komnat. Wszędzie panował bardzo poważny nastrój.
Trzech mężczyzn pochylonych nad laptopami spoczywającymi na antycznym okrągłym stole na środku komnaty podniosło wzrok na wchodzącego Szafira. Choć dwóch jego braci ucieszyło się ze spotkania, twarz jego ojca – króla Selima – była nadal poważna.
Szafir usiadł przy stole, rozparł się w fotelu i wyciągnął nogi, krzyżując je w kostkach. Ojciec zmarszczył z niezadowoleniem czoło, widząc swobodne zachowanie syna.
- Spóźniłeś się, Szafirze.
- Byłem na pustyni. Przyjechałem tak szybko, jak tylko mogłem. – Szafir wskazał ręką na zakurzone buty. – Nie miałem nawet czasu się przebrać.
Będąc ministrem turystyki Dżahary, Szafir spędził cały tydzień, pokazując międzynarodowej delegacji możliwości rozwoju turystyki przygodowej i wędrówkowej w ich małym pustynnym królestwie. Przekonywał przedstawicieli biur podróży, że otwarcie Dżahary na turystykę będzie ściśle powiązane z zachowaniem naturalnych warunków przyrodniczych pustyni.
- A jest jakiś problem, ojcze?
- Nie problem, a raczej wyzwanie.
- Wyzwanie? – Szafir wymienił się spojrzeniami ze starszym bratem, Khalidem, następcą tronu. Gdy ich ojciec wspominał o wyzwaniu, zwykle oznaczało to niezmiernie skomplikowane sytuacje, z którymi nie potrafili poradzić sobie nawet wytrawni dyplomaci.
- To jest wyzwanie, które powinno przypaść ci do gustu, Szafirze.
- Mnie? A co z moimi szanownymi braćmi? Czy może oni też mają już na swoich karkach jakieś wyzwania?
- Przyjechałeś ostatni, więc wyciągnąłeś zapałkę bez łebka – odpowiedział Khalid, uśmiechając się zgryźliwie.
- To najszlachetniejsza zapałka. Dzięki niej masz szansę zostać bohaterem – skomentował żartobliwie Rafik, młodszy brat Szafira.
- Bohaterem? – Szafir zlustrował spojrzeniem braci, którzy wyglądali, jakby z trudem powstrzymywali się od śmiechu.
- Szafir, jesteś mężczyzną, którego wychowała i zahartowała dżaharyjska pustynia. - Szafir z szacunkiem skłonił głowę.
- Synu, nie chcę wywoływać skandalu, więc to jeden z was musi się tym zająć. Rafik ma swoje zobowiązania, a jego wybranka mogłaby nie zrozumieć powagi sytuacji. Khalid jest następcą tronu i nie mogę pozwolić, by…
- Więc na czym polega to wyzwanie? – przerwał ojcu Szafir.
- Nie jest wcale takie trudne. – Rafik obrócił laptopa w stronę brata. – I nawet nie nazwałbym tego wyzwaniem. Twoim zadaniem będzie pozbycie się jej.
Monitor wyświetał zdjęcie kobiety o ciemnych włosach i radosnych oczach.
- Kim ona jest?
- To kobieta, która chce zepsuć wymarzoną ceremonię ślubną Zary – odparł Rafik.
- Nie żartuj sobie z kuzynki – mruknął król. – Ślub Zary jest pierwszym w naszej rodzinie od dwóch dziesięcioleci, a moi synowie jakoś nie kwapią się, by zrobić ze mnie teścia.
- Nasze nadzieje spoczywają w Rafiku – odparł pospiesznie Szafir. – Jest taki zakochany.
- Ale nie jest jeszcze nawet zaręczony. Na razie przed nami tylko ślub Zary. Przy tak wielkim zainteresowaniu mediów, nie mogę pozwolić, by ta kobieta zniszczyła tak ważną dla naszego narodu ceremonię.
Szafir dopiero teraz po raz pierwszy dowiedział się o zagrożeniu ślubu kuzynki i było to wystarczające wytłumaczenie dla złego humoru ojca, który bardzo przejmował się losami jedynego dziecka swojego nieżyjącego brata.
Szafir poznał przyszłego pana młodego. Jacques Garnier był francuskim biznesmanem, którego rodzina była koszmarnie bogata. Poza związkami z Orientem, polegającymi na imporcie dywanów i oliwek, rodzina Garnierów posiadała winnicę w Loire Valley, z której Jacques eksportował wino na cały świat. Król Selim był zachwycony tym związkiem, szczególnie, że Zara szaleńczo zakochała się w swoim wybranku.
- Jak nazywa się ta kobieta?
- Megan Saxon.
Niewątpliwie piękna, pomyślał… Ale to nie uroda przykuła wzrok Szafira, a promieniująca z jej oczu radość życia.
- Skąd wiecie, że ona chce przeszkodzić w ślubie Zary?
Król westchnął.
- Garnier zachowywał się dziwnie, więc Zara zorientowała się, że coś jest nie tak. Wtedy odkryła, że w prywatnej komórce Garniera są nieodebrane rozmowy od tej kobiety. Poznała ją po nazwisku, bo wiedziała, że Garnier prowadził z nią interesy. Początkowo pomyślała o najgorszym i płakała przez cały dzień. W końcu zdecydowała się porozmawiać o tym z Garnierem.
- I co?
- Okazało się, że ta kobieta ciągle do niego wydzwania. Garnier nie opowiedział o tym Zarze, bo nie chciał jej denerwować. Ta kobieta jednak nie odpuszcza, a teraz okazuje się, że przyjeżdża do Dżahary.
- Tutaj? – zapytał ze zdziwieniem. To już zabrzmiało poważniej niż telefony i SMS-y.
- Zadzwoniła do niego tuż przed odlotem.
- A kiedy on miał zamiar o tym wszystkim nam powiedzieć?
- To nie ma znaczenia. Najważniejsze, że o tym wiemy i teraz musimy przygotować plan. Można zaangażować w to ochronę, jeśli okaże się, że… - Król na moment zamilkł.
- …to zbyt wielkie wyzwanie dla Szafira? – dokończył za niego Khalid z wesołymi iskierkami w oczach.
- Jeszcze nie urodziła się taka kobieta, która byłaby dla mnie zbyt wielkim wyzwaniem – odpowiedział lakonicznie Szafir. – Musimy to rozegrać po cichu. Żadnej ochrony. Żadnej policji. Nie jest nam potrzebne zainteresowanie międzynarodowej opinii publicznej.
Podobnie jak bracia, Szafir uwielbiał Zarę i robił wszystko, by być dla niej jak starszy brat, którego nie miała. Podobnie jak sam król, który starał się jej zastąpić zamarłego ojca.
- Szafir, chcę byś powstrzymał tę kobietę przed zniweczeniem planów Zary.
- Powiedz jej, że marnuje czas, bo Jacques żeni się z Zarą – uzupełnił słowa ojca Rafik. – Przekonaj ją, by wróciła, skąd przyjechała.
- Jeśli ona przejeżdża aż tutaj i jej zamiary sercowe wobec Jacques’a są poważne, to nie będzie to wcale takie łatwe – stwierdził Szafir.
- Masz rację – poparł go król. – Nie możemy dopuścić jej do Zary.
- Nie dopuścimy. Zacieśnimy ochronę – odparł Szafir.
- Ale ona zawsze może sprzedać swoje kłamstwa do europejskich brukowców. Te szmatławce nigdy nie piszą prawdy.
- Faktycznie, mogłaby się do tego posunąć.
- Musisz ją uwieść, Szafir. Wtedy zapomni o Jacques’u – zaproponował żartobliwie Rafik.
Khalid roześmiał się głośno. Nawet ojciec skrzywił twarz w uśmiechu.
- Mylisz mnie z Khalidem – zripostował Szafir. – Kobiety lgną do niego, jak pszczoły do miodu.
- Ty za to je straszysz – odparł Rafik. – Twoja reputacja idzie o krok przed tobą.
- Kobiety lubią, jak się z nimi flirtuje i prawi im komplementy – dodał Khalid. – A ciebie pochłonęła pustynia. Spójrz na siebie, jesteś pokryty kurzem, masz długie i rozczochrane włosy.
Szafir spojrzał na niego groźnie, przeczesał włosy palcami i odpowiedział:
- Włosy chronią moją szyję przed słońcem.
- Choć z drugiej strony, to twoje nieuładzone oblicze może przyciągać kobiety. Poza tym chętnie założę się, że tej nie potrafiłbyś uwieść – prowokował brata Rafik.
Uwodzenie nie było w stylu Szafira. Wobec kobiet zachowywał się z otwartością i uczciwością tak, jak z pozostałymi ludźmi, których spotykał na swojej drodze.
- Jeszcze tak nisko nie upadłem.
- Boisz się? – zapytał Kalid.
- Kobiety? – Szafir wzruszył niedbale ramionami. – Nigdy.
- Szafir – odezwał się król. – Wykorzystując wszelkie możliwe sposoby, nie pozwól, by ta kobieta nam zaszkodziła. Rafik zadba o to, by pomiędzy Jacques’iem a Zarą rozwijała się prawdziwa miłość. – Król poklepał Szafira po ramieniu. – Ale pamiętaj, że nie chcę żadnego skandalu, słyszysz? Jedyne, co chcę obejrzeć w telewizji albo w zachodnich czasopismach, to relacje ze ślubu Zary.
- Biorąc pod uwagę wszystkie przygotowania, będzie to ceremonia dziesięciolecia – mruknął Rafik.
- Czy ja słyszę w twoim głosie zazdrość, młodszy bracie? Może nadszedł już czas, byś i ty się ożenił – oświadczył Khalid.
- Ożenił? – Król wyprostował się w fotelu. – Khalid jest następcą i to on ma się pierwszy ożenić.
Khalid udał, że tego nie słyszał i wbił wzrok w bogato zdobiony sufit.
Szafir też zamierzał zignorować słowa ojca. Jemu wcale nie zależało na ożenku. Zresztą, nie urodziła się kobieta, która mogłaby zagrozić jego miłości do Pustyni Dżaharyjskiej. Ponownie spojrzał na monitor laptopa. Jego zadanie wcale nie wyglądało na żadne szczególne wyzwanie. Miał jedynie nie dopuścić do skontaktowania się Megan Saxon z Jacques’iem Garnierem, dopóki Zara nie wyjdzie za mężczyznę ze swoich marzeń.
Żaden problem.
Limuzyna Szafira zatrzymała się przed budynkiem portu lotniczego, gdy samolot z Megan Saxon na pokładzie, dotykał płyty lotniska.
A więc zaczęło się, pomyślał Szafir i spojrzał na Jacques’a, który osobiście chciał prosić Megan o opuszczenie Dżaharu.
- Czuję się za to odpowiedzialny – wyznał Francuz dwie godziny wcześniej z troską na twarzy. – To przez moje interesy ta szalona kobieta sobie coś wyobraża i niepotrzebnie rani Zarę. Muszę dać jej wyraźnie do zrozumienia, że kocham swoją narzeczoną.
Choć Szafir doceniał męskie podejście do sprawy Jacques’a, to jednak pokręcił głową z dezaprobatą.
- Nie mogę na to pozwolić. To zbyt ryzykowne. Ta kobieta ma najwyraźniej obsesję na twoim punkcie i mogłaby wywołać jakąś publiczną awanturę.
- To musi być moja wina. Cały czas staram się sobie przypomnieć, co takiego zrobiłem podczas prowadzenia wspólnych interesów, że ona zaczęła się tak zachowywać.
- Nie wiń się za to. To wariatka.
Widząc ulgę na twarzy Jacques’a, Szafir poczuł wściekłość wobec nieznanej mu kobiety. Jej spiski dręczyły Zarę i sumienie Jacques’a.
Teraz, gdy wysiadał z limuzyny, dał sobie słowo, że przegoni stąd Megan Saxon. Wybrał szyty na miarę, ciemny garnitur o europejskim kroju i śnieżnobiałą koszulę. Pozwolił nawet uczesać swoje włosy do tyłu.
To ekskluzywne przebranie było jednak zwodnicze. Jako drugiemu synowi króla, pozwalano na sporo wolności, której zupełnie pozbawiono Khalida – następcę tronu. Szafir bowiem przez wiele lat dorastał u babci na pustyni, chodzićł do wiejskiej szkoły i przebywał z Beduinami. Bardzo różnił się od typowego, wymuskanego książątka.
Przybrał stanowczy wyraz twarzy, skinął na szofera i ochronę w drugim samochodzie, by czekali na jego powrót. Wszedł do terminala i z dystyngowaną elegancją, ignorując spojrzenia rozpoznających go obywateli, stąpał po marmurowej podłodze z nadzieją, że swą zdeterminowaną postawą odsunie od siebie tłumy.
Pragnął spotkać się z Megan Saxon bez świadków. Był gotowy na wszystko, aby tylko powstrzymać tę kobietę i uratować szczęście Zary.
Gdy Megan weszła do holu przylotów, przytłoczyła ją olbrzymia przestrzeń. Wysokie sklepienie było wypełnione świetlikami filtrującymi promienie słoneczne, które dawały wrażenie migotania. Podłoga była wyłożona białym marmurem.
Przed sobą za mosiężną barierką spostrzegła tłumek ludzi, w większości ubranych w tradycyjnie w powłóczyste szaty. W rękach trzymali kartoniki z nazwiskami gości, na których czekali. Jacques też będzie z pewnością na nią czekał, pomyślała.
Jego SMS tuż przed wylotem z Los Angeles: „Do zobaczenia jutro. Nie mogę się doczekać” – z symbolami pocałunków i uścisków dokładnie to zwiastował.
Megan przyspieszyła kroku, ciągnąc za sobą walizę. Wypełniało ją narastające podniecenie. Minęły trzy miesiące, odkąd spotkała się z nim ostatni raz w Paryżu, gdzie wspólnie witali Nowy Rok. Potem odjechali w odwrotnych kierunkach. On poleciał w sprawach służbowych do jakiegoś pustynnego królestwa, a ona do rodzimej Nowej Zelandii.
Rozmowy telefoniczne i wiadomości tekstowe nie były nawet marnym substytutem bezpośredniego kontaktu. I wtedy Jacques zaproponował, by spędzili ze sobą trochę czasu. Megan bardzo ucieszyła się na możliwość poznania bliżej sympatycznego i romantycznego Francuza. Podniecona jego opowieściami o egzotyce Dżahary zarezerwowała hotel w stolicy kraju - Katarze. Jacques początkowo nie chciał się zgodzić i namawiał ją do sąsiedniego Omany, jednak uległ w końcu po namowach Megan.
W końcu Jacques zgodził się na wynajęcie luksusowej willi na pustyni, którą ona wyszukała w internecie. Megan miała nadzieję, że ich ucieczka na pustynię da jej szansę bliższego poznania Jacques’a… i zbadania, czy ich wzajemne zainteresowanie okazywane sobie na międzynarodowych targach win na całym świecie było czymś rzeczywistym.
Tym razem praca i biznes nie przeszkodzą im w zbliżeniu się do siebie. Tym razem mieli pełne sześć dni dla siebie, by się dobrze poznać.
Megan rozglądała się po twarzach czekających na pasażerów osób. Jej wzrok przykuła surowa jastrzębia twarz. Ciemne, brązowe oczy przenikliwie się w nią wpatrywały, a twarz była napięta i nieprzyjazna.
W niczym nie przypominał czarującego, zrelaksowanego Jacques’a, pomyślała. Dreszcz przebiegł jej po kręgosłupie i szybko odwróciła wzrok. Rozejrzała się ponownie. Żadnego śladu Jacques’a.
Bez zaproszenia skupiła wzrok na nieprzyjaźnie wyglądającym nieznajomym. Miał na sobie drogi, przepięknie skrojony garnitur, najprawdopodobniej od Diora. Nie nosił krawata. Rozpięty kołnierzyk śnieżnobiałej koszuli ukazywał jego opaloną skórę.
Megan podniosła oczy i poczuła na sobie jego wzrok, zupełnie jakby ją przeszukiwał. Miała wrażenie, że kostium z cieniutkiego, szarego materiału, który miała na sobie – w kraju arabskim doskonałe połączenie okrycia i ochrony przed pustynnym żarem – przylega do niej jak folia. Powinna była ubrać się w swoją garsonkę biznesową z czarnego lnu z wysokim kołnierzykiem i długą spódnicą. Oczywiście, że spaliłaby się z gorąca, ale przynajmniej może nie czułaby się tak odkryta pod jego przenikającym wzrokiem. Gdy ich spojrzenia spotkały się, mężczyzna wygiął lekko usta, jakby chciał dać znak, że wcale nie jest zachwycony tym, co widzi.
Megan była poruszona poczuciem odrzucenia. Nie była osobą pustą, ale zdawała sobie sprawę z tego, że jest atrakcyjna, serdeczna i przyjacielska, i że bez wątpienia podoba się mężczyznom.
Na szczęście ten mężczyzna pozostanie dla niej kimś obcym.
Potrząsnęła głową i spojrzała ponad nim, szukając wzrokiem Jacques’a. Nigdy wcześniej jego charakterystyczny brak punktualności tak jej nie zdenerwował. Chciała jak najszybciej znaleźć się w jego samochodzie i uciec od mierzącego ją wzrokiem obcego mężczyzny.
Nigdzie jednak nie dostrzegła wypełnionych śmiechem znajomych zielonych oczu.
- Megan Saxon?
Megan odwróciła się na dźwięk swojego nazwiska wypowiedzianego głębokim, nieznanym sobie głosem.
- Czego pan ode mnie chce? – zapytała obcego mężczyznę, przypominając sobie wszystkie opowieści o mężczyznach z Bliskiego Wschodu – o ich męskim szowinizmie i wyobrażeniach, że każda kobieta z Zachodu jest na każde ich żądanie.
Przyjrzała się mężczyźnie. Był przystojny, ale w specyficzny, twardy sposób. Można było powiedzieć, że nawet piękny, jeśli oczywiście lubi się mężczyzn o srogich i zawziętych twarzach.
A ten, do tego wszystkiego, znał jej nazwisko.
- Proszę iść ze mną.
- Nie ma mowy. – Z pewnością biali niewolnicy, bez względu na to jak dobrze ubrani, nie przebywali w tego typu miejscach publicznych, zgryźliwie spekulowała w myślach Megan. Ale mimo swojej buńczuczności rozejrzała się dookoła – na szczęście w terminalu było mnóstwo ludzi – mężczyzn i kobiet w chustach na głowach, a nawet funkcjonariusze ochrony w mundurach. Wielu ludzi spoglądało w ich stronę, ale utrzymywali pełen szacunku dystans.
Nie było powodu do obaw. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
Na jej ramieniu wylądowała dłoń.
- Proszę mnie nie dotykać! – powiedziała Megan mrożącym tonem, który porażał nawet jej braci.
- Proszę mi wybaczyć – odpowiedział mężczyzna i cofnął dłoń. – Przestraszyłem panią. Mam na imię Szafir. – Po chwili wahania dodał: – Jestem przyjacielem Jacques’a.
Złość Megan ulotniła się w powietrze i zastąpiła ją fala skrępowania.
- Dlaczego nie powiedział pan tego od razu?
Uśmiech mężczyzny od razu rozświetlił jego twarz. O rany! Już z krzywą miną był ładny, a co dopiero teraz, gdy się uśmiechnął… Był porażająco piękny.
- Jeśli przyszedłeś w sprawie ojca, to się spóźniłeś – powiedziała łamiącym się głosem Jenna Darley i uniosła głowę. – Pogrzeb odbył się dwa dni temu.
Gage Cameron spojrzał na kobietę, idąc niespiesznym krokiem przez trawnik wraz z psem Darleyów - Shadowem. Gdy ich spojrzenia spotkały się, Gage się uśmiechnął. Mimowolnie odrobinę uwodzicielsko. Zupełnie nieadekwatnie do sytuacji, trochę bezczelnie i bardzo w stylu Gage’a Camerona.
Jennie zrobiło się gorąco, jednak nie zdobyła się na to, by odwrócić wzrok od mężczyzny.
Dwanaście lat temu Cameron zwykle nosił wytarte dżinsy i podkoszulek. Dzisiaj był ubrany w garnitur wart tysiące dolarów, ale to spojrzenie samotnego wilka, które niegdyś przykuło jej uwagę, nie zniknęło. Dobrze, że zdecydował się dorosnąć. Pójść naprzód.
Szkoda, że to on z nich dwojga zrobił to jako pierwszy.
Gage ostatni raz podrapał Shadowa za uchem, po czym wyprostował się. Był wyższy niż zapamiętała. Bez cienia zakłopotania Gage potarł o siebie ogromne opalone dłonie i spojrzał na rozciągające się wokół jej rodzinnego domu w Sydney posiadłości.
Ojciec, siostra bliźniaczka i szwagier – wszyscy zginęli w katastrofie helikoptera. Choć dowiedziała się o tym dziesięć dni temu, Jenna nadal nie mogła uwierzyć w to, co się stało. Kiedy nie płakała, czuła się odrętwiała.
W tym tygodniu w biurze rodzinnego prawnika dowiedziała się, że ojciec całą posiadłość oraz ziemię zostawił swojej żonie, wytwornej kobiecie w średnim wieku, którą uwielbiali wszyscy… z wyjątkiem czarnej owcy w rodzinie – Jenny.
Ale i to nie był koniec koszmaru.
Gage podszedł bliżej. Jego szerokie ramiona kołysały się miarowo, gdy stąpał lekkim krokiem po żwirowej ścieżce. Wyglądał jak drapieżnika. Zatrzymał się tuż przed nią i ani na chwilę się spuszczając z Jenny wzroku.
- Kiedy dowiedziałem się, co się stało, byłem w Dubaju. Nie mogłem wyjechać wcześniej – powiedział głębokim głosem, który z biegiem lat stał się twardszy i bardziej chrapliwy.
Jenna założyła ręce na piersiach, czując że gwałtowne ukłucie bólu rozsadza jej serce.
- Obawiam się, że to i tak strata twojego czasu.
Wskakuj do prywatnego odrzutowca i wracaj do którejś ze swoich ekskluzywnych posiadłości. Nie masz tu czego szukać! – pomyślała.
Jego spojrzenie zrobiło się ostrzejsze, jakby czytał w jej myślach. Nie poddawał się jednak.
- Jeśli jest coś, co mogę zrobić…
Jenna nie pozwoliła mu dokończyć.
- Dziękuję. Nie.
W ostatnich latach Gage zgarniał miliony, tak jak inni ludzie zgarniają liście z ogrodu. Choć jego siedziba jego firmy znajdowała się w Melbourne, po całym świecie porozsiewane były jej filie. Od Paryża po Penang, gdziekolwiek Jenna nie podróżowałaby, robiąc reportaże, przystojna postać Gage’a, owo przenikliwe spojrzenie szarych oczu, zdawało się ją śledzić – i nigdy nie udało jej się o nim zapomnieć.
Niestety nic, nie wyłączając świetnej pozycji w świecie biznesu i niewiarygodnego bogactwa, nie było w stanie zwrócić jej trzech członków rodziny, których brakowało jej w tej chwili tak bardzo. Teraz na świecie pozostał już tylko jeden członek jej rodziny –trzymiesięczna siostrzenica. I to na małej Meg Jenna musi się teraz skoncentrować.
Gage przeniósł ciężar z nogi na nogę i starym, młodzieńczym gestem wsunął ręce do kieszeni spodni.
- Zostaję w Sydney na kilka tygodni.
Z niewyspania i płaczu piekły ją oczy, jednak w tym przypadku Jenna nie musiała sobie przypominać, że powinna przynajmniej udawać, że obchodzi ją to, co mówią inni – jak miało to miejsce wiele razy podczas pogrzebu i w dniach, które nastąpiły później. Tym razem cała jej uwaga spoczęła na rozmówcy, co tylko jeszcze bardziej ją drażniło.
- Trzymają cię tu jakieś interesy? – Dodatkowe miliony do zarobienia, dopowiedziała w myślach.
Z całej jego postaci emanował magnetyzm, któremu nigdy nie potrafiła się oprzeć. Jego stalowoszare oczy patrzyły na nią poważnie. Był w nich chłód, jakiego nie znała. Mogła sobie tylko wyobrażać, jak bezwzględny stał się ten mężczyzna.
- Twój ojciec chciałby, żebym dopilnował, by wszystko ci się ułożyło – odpowiedział spokojnie.
Jenna czuła, że maska obojętności, jaką przybrała, nie da się dłużej utrzymać.
- Byłeś tu zaledwie synem gospodyni, Gage. Dzięki ojcu miałeś gdzie spać, co jeść i otrzymałeś wykształcenie. Wyjechałeś bez słowa pożegnania. Przepraszam, ale dlaczego sądzisz, że ojcu jakkolwiek zależałoby na tym, co teraz powiesz lub zrobisz?
Jego oczy zwęziły się błyskawicznie.
- Gdybym uważał, że to coś zmieni – rzucił – powiedziałbym ci, dlaczego.
Posłała mu znużone spojrzenie i opadła na stojące nieopodal krzesło ogrodowe.
- Jasne.
Prawdopodobnie jej zachowanie było nieuprzejme, ale nie była w stanie nic na to poradzić. Niewielka ilość energii, jaka jeszcze w niej drzemała, musi być poświęcona jednej osobie. Meg.
To ona, nie Leeann Darley, była najbliższą krewną dziewczynki. Nie byłoby w porządku, gdyby jej macocha wychowywała Meg. Nieważne, co by nie mówił ten bezduszny prawnik, to prawda, że przez ostatnie lata Jenna nie miała stałego adresu zamieszkania, a na tę chwilę nie miała prawa do opieki nad Meg. Nie miała jednak najmniejszego zamiaru się poddać.
Pogrążona w myślach Jenna zwiesiła głowę i zapatrzyła się w ziemię. Gdy jej wzrok padł na patyk, wzięła go do ręki i rzuciła psu, który za nim pobiegł, machając radośnie ogonem. Gage powoli podszedł do niej.
- Ty i twój ojciec zawsze się ścieraliście – powiedział mężczyzna po długiej chwili namysłu. – Wszystko zostało przepisane na jego żonę, prawda?
Opanowało ją złowrogie przeczucie. Wszystko – dobrze powiedziane.
Przyjrzała mu się uważniej.
- Zgadujesz czy wiesz?
- Na pewno słyszałaś o moim szóstym zmyśle, gdy w grę wchodzą finanse.
Suchy liść eukaliptusa spadł jej na kolano i Jenna wzięła go do ręki, po czym zacisnęła pięść, zgniatając liść. Te drzewa posadzili, kiedy się tu wprowadzili. Im były większe, tym Jenna stawała się coraz bardziej nieszczęśliwa. Aż pewnego dnia po prostu odeszła. Trawiła ją frustracja z powodu nieustannych starań, by wpasować się w nową rodzinę… Miała głębokie poczucie straty, ilekroć myślała o swojej matce…
- Nie zależy mi na majątku ojca – powiedziała. Istniały rzeczy o wiele ważniejsze od pieniędzy.
- Powiedz mi, Jenno, po tych dwunastu latach, na czym ci w takim razie zależy?
Spojrzała na jego twarz o ostrych, wyrazistych rysach, na ledwie widoczną nad górną wargą bliznę, która nawet po dwunastu latach nie zniknęła.
- Gdybym sądziła, że to coś zmieni – rzuciła – powiedziałabym ci.
Na jego twarzy pojawił się leniwy uśmiech.
- Sprawdź mnie.
Stanowiło to pewną pokusę.
Podróżując z kraju do kraju, Jenna nie miała zbyt wielu przyjaciół. Taki styl życia nie sprzyjał długotrwałym relacjom. Miała chęć zwierzyć się komuś, kto znał środowisko, w którym się wychowała. Kto wiedział, że w głębi serca wybaczyła ojcu, że tak szybko się ożenił po śmierci jej matki. Bolało ją jak cholera to, że zginął, zanim zdążyła mu powiedzieć, że – mimo nieustannych zatargów, jakie były między nimi – nadal go kocha.
Co gorsza, już nigdy nie będzie mogła porozmawiać z siostrą – jedyną osobą, której bezgranicznie ufała. Amy była dla niej kimś więcej niż siostrą, kimś więcej niż najlepszą przyjaciółką. Stanowiła część niej samej. I istotna część jej siostry nadal żyła.
Prawda niejako sama wydobyła jej się z ust.
- Muszę walczyć o jej dziecko.
Gage zdumiony uniósł brwi i wyjął ręce z kieszeni.
- Co takiego?
Najchętniej ugryzłaby się w język, ale było już za późno. Powiedziała to. Nie mogła tego cofnąć, podobnie jak nie mogła cofnąć gorącej łzy, która płynęła po jej policzku. Otarła łzę wierzchem dłoni.
- Te ostatnie dni były bardzo… trudne.
Gage wydawał się poruszony. Nie odrywał od niej wzroku.
- O czym ty mówisz? O czyim dziecku?
- Amy… – Urwała tak szybko, jak zaczęła. Czuła, jak w gardle narasta jej ogromna gruda. – Amy miała trzymiesięczne dziecko.
Usiadł ciężko przy niej. Zbyt blisko, lecz w pewnym sensie także zbyt daleko od niej.
- Nic o tym nie wiedziałem.
Na wspomnienie szczegółów wydarzenia Jenna nadal czuła straszny ból.
- Brad, mąż Amy, chciał zasięgnąć opinii ojca na temat terenów, w które chciał zainwestować. Wylecieli o dziesiątej rano. Meg została z moją macochą.
Jenna zarezerwowała lot na chrzciny siostrzenicy na następny miesiąc i planowała zostać jakiś czas w Sydney. Amy była taka podekscytowana. Siostry widywały się regularnie, ale w miarę upływu czasu – zwłaszcza teraz, kiedy Jenna została ciocią – nawet te regularnie składane wizyty zdawały się nie wystarczać.
Kiedy Jenna dowiedziała się o wypadku, przyleciała do Sydney pierwszym samolotem.
Przed przyjazdem tutaj w zeszłym tygodniu widziała tylko zdjęcia siostrzenicy. Od czasu wypadku nieustannie na nie patrzyła. Jej ulubione to zdjęcie pierwszego szerokiego uśmiechu Meg obok misia pandy, którego ciotka wysłała jej przez Express Mail w dniu, kiedy Margaret Jane przyszła na świat.
Teraz mała dziewczynka straciła oboje rodziców i mieszkała z kobietą, która dbała o pieniądze i pozycję społeczną bardziej niż o kołysanki i całowanie na dobranoc. Na pogrzebie Leeann wspomniała, że na Święta zabiera Meg do San Francisco – miała odwiedzić tam starzejących się rodziców. Jenna nie miała pojęcia, kiedy wrócą, ale intuicja podpowiadała jej, że to tylko wybieg Leeann. Do Świąt wciąż było jeszcze trzy miesiące. Tylko tyle czasu zostało Jennie, by coś zrobić.
Jenna zacisnęła ręce na ściśniętym żołądku. Zrobię wszystko, po prostu wszystko, tylko pomóż mi znaleźć sposób, modliła się. Zamknęła oczy, starając się, by na jej twarzy nie widać było bólu i rozgoryczenia.
Poczuła na plecach ciepło jego ogromnej dłoni. Gage objął ją, nie zmieniając pozycji na ławce. Miała ochotę chwycić go za rękę i mocno ścisnąć, lecz nie zrobiła tego.
- Kto ma teraz dziecko? Leeann?
Skinęła głową.
- Ona zawsze chciała mieć własne dziecko.
Rodzice Leeann posłali ją do szkoły z internatem, gdy była jeszcze mała. Jenna i Anna doszły do wniosku, że to dlatego, że Leeann nie była otoczona miłością, gdy dorastała, tam, gdzie powinno znajdować się jej serce, była wielka pusta dziura. Najwyraźniej Leeann sądziła, że dziecko może ją wypełnić. Gdy przekroczyła czterdziestkę, Leeann musiała spojrzeć prawdzie w oczy – może już nigdy nie mieć własnego dziecka – co wcale nie musiało być takie złe, biorąc pod uwagę dobro innych. Na podstawie własnych obserwacji Jenna miała przekonanie, że głodujący szczur traktowałby swoje małe lepiej niż Leeann traktowała dziecko.
- Amy powiedziała mi, że Leeann była zdesperowana – ciągnęła Jenna. – Przymierzała się do prób in vitro i rozważała adopcję.
Po tym, jak zeszłego roku Jenna pisała o domu sierot w Jiangxi, chciała adoptować każde płaczące dziecko, jakie się tam znajdywało… Były tak bezradne i niewinne. Teraz na świecie jest inna sierota, która jej potrzebuje.
- Jest prawną opiekunką na podstawie testamentu?
Jenna uniosła wzrok znad swoich sandałów.
- Mój ojciec oraz Leeann widnieją jako prawni opiekunowie Meg z woli rodziców dziecka.
- Nie ty?
- Zdaje się, że Amy i Brad sądzili, że tak będzie lepiej dla Meg. Jeśli kiedykolwiek zaistniałaby potrzeba opieki nad małą, ojciec był tutaj, na miejscu, podczas gdy ja podróżowałam z miejsca na miejsce i nie byłam nigdzie na tyle długo, by móc zająć się wymagającym opieki dzieckiem.
- Mieli rację. – Kiedy rzuciła mu ostre spojrzenie, Gage wzruszył ramionami. – Widziałem twoje nazwisko pod artykułami podróżniczymi z całego świata. Te, które czytałem, były bardzo dobre.
W innej sytuacji komplement Gage’a sprawiłby jej satysfakcję, ale nie teraz. Nie potrzebowała pochwał. Potrzebowała rozwiązania.
- Brad nie ma żadnych żyjących krewnych – ciągnęła, rzucając spojrzenie w kierunku domu, który ojciec tak kochał. – Wiem, że oboje ufali ojcu, a Amy nie była osobą, która chowałaby urazę, nawet wobec kogoś takiego jak Leeann. – Doprowadzanie do konfliktów rodzinnych było specjalnością Jenny. – Jednak Amy nigdy by nie chciała, żeby Leeann samodzielnie zajęła się wychowaniem jej córki. Nikt nie mógł przewidzieć, że wydarzy się tego rodzaju tragedia – że wszyscy we troje zginą. Amy wiedziała, że oddałabym wszystko… - Słowa uwięzły jej w gardle. – I tak byś tego nie zrozumiał – dodała po chwili.
- Bo nie miałem rodziny, z którą byłbym tak zżyty?
Choć kiedy odszedł, złamał jej serce, Jenna nie miała ochoty ranić go, przypominając mu przeszłość. Ale prawda była zbyt oczywista. Skinęła głową bez słowa.
Gage odwrócił wzrok, wziął z ziemi patyk i rzucił psu.
- Rozmawiałaś z prawnikiem?
- Tak, z prawnikiem ojca. Powiedział, że tak małe dziecko wymaga opieki całą dobę siedem dni w tygodniu i że Leeann ma środki materialne i warunki do tego, by wychowywać dziecko. Że Meg będzie się czuła bezpiecznie, wzrastając w jednym miejscu, w ogromnym domu. Ale to bardzo płytkie spojrzenie na sprawę. Poza tym mogłabym znaleźć stałą pracę i się ustatkować.
- Chciałabyś tego?
Przez głowę Jenny przeleciały obrazy, które zapadły jej głęboko w duszę – Zachód słońca na Hawajach, zielone pastwiska wiosną w Niemczech – ale natychmiast je odepchnęła. Nie było żadnych wątpliwości. Zrezygnowałaby z tego choćby od jutra.
Rozpiął guziki marynarki i odetchnął głębiej.
- Och, rozumiem wędrownego ducha, Jenno. Posiadanie szeregu filii firmy na całym świecie często daje mi okazję do podróżowania. Sam nie zapuszczam korzeni. – Poczuła na twarzy jego aprobujące spojrzenie. – Ty też nie.
Jego spojrzenie sprawiło, że poczuła się niekomfortowo. Miała wrażenie, że Gage daje jej do zrozumienia, że zna ją lepiej, niż ona sama podejrzewa. Że wszystko pamięta…
Cóż on jednak może wiedzieć? Nie widzieli się przecież dwanaście lat. Jego impertynencja sprawiła, że odezwał się w niej cynizm.
- Można by pomyśleć, że jesteśmy bratnimi duszami. – Włożyła w swoje słowa tyle jadu i goryczy, że Gage drgnął.
- Bratnie dusze to zbyt banalne określenie na nas dwoje – powiedział tak ciepłym głosem, że zrobiło jej się gorąco i musiała się uśmiechnąć. Ich oczy spotkały się i oboje patrzyli na siebie. Każde z nich wiedziało, co myśli to drugie.
Mimo czasu, jaki upłynął od ostatniego spotkania, na najgłębszym poziomie nadal dobrze się nawzajem rozumieli. W jego obecności czuła się bezbronna – tak bardzo go teraz potrzebowała – że była gotowa niemal zapomnieć o tym, jak wielki ból przeżyła tamtego lata. Mogłaby po prostu wtulić się w jego ramiona i zwyczajnie mu wybaczyć.
Zanim zdążyła zganić się na te myśli, rozległ się dźwięk telefonu. Gage wyjął telefon komórkowy z kieszeni.
- Przepraszam na chwilę. To zajmie pięć minut.
W jednej chwili opadło z niej napięcie związane z trudnym momentem rozmowy. Z ulgą wstała i zostawiła go samego. W gabinecie ojca zostawiła laptop – gdy usłyszała szczekanie, właśnie miała kliknąć „wyślij”. Napisała bowiem odpowiedź odmowną do jednej z gazet proponującej jej zrobienie serii artykułów na temat pensjonatów od Toskanii aż po Kampanię. Serce znowu zaczęło mocno jej bić, gdy przypomniała sobie, jak stanęła w progu domu i zobaczyła, że w stronę domu idzie wysoki, nieznany jej mężczyzna o ciemnych włosach. Dwie niewiarygodne sekundy później zdała sobie sprawę, że to chłopak, w którym zakochała się pierwszą, cielęcą miłością, gdy była na pierwszym roku studiów.
Jenna opadła na fotel stojący przed biurkiem gabinetu, na którym leżał laptop. Jej wzrok spoczął na fotografii na biurku ojca – była na niej Amy i ona sama, gdy miały osiem lat. Miały na sobie odświętne sukienki– Amy opiekuńczym gestem poprawiała Jennie falbany sukienki.
Jenna wzięła ramkę ze zdjęciem do ręki. W ostatnich dniach bardzo długo przyglądała się rodzinnym fotografiom. Tym razem jednak jej myśli powędrowały do gościa, który złożył niespodziewaną wizytę.
Gage mieszkał z matką w domu znajdującym się na posiadłościach należących do ojca. Ten dom przeznaczył dla nich ojciec Jenny. Przez pięć lat Jenna znała swojego młodego sąsiada jedynie z widzenia. Tego lata przyjechała do domu na wakacje z college’u. Okazało się, że nieokrzesany chłopiec w ciągu zaledwie jednego roku wyrósł na przystojnego mężczyznę – smukłego, wysokiego o ciemnych włosach i potężnej klatce piersiowej. Był seksowny w dziwnie pociągający i niebezpieczny sposób. Kiedy się do niej uśmiechał, serce stawało jej w miejscu.
O serii - Gorący Romans DUO
To powieści o dynamicznej i pełnej zaskakujących wydarzeń akcji. Głównych bohaterów łączy gorące uczucie, ale sytuacja, miejsce, a czasem ich rodzina nie pozwalają na pełny rozkwit związku. Wbrew pozorom przeciwności losu zbliżają bohaterów do siebie i powodują wzmocnienie uczucia, które ku zaskoczeniu wszystkich ma szansę przetrwać.
Książki z tej serii gwarantują niezapomniane przeżycia i doznania, opisując miłość gwałtowną i pełną namiętności.
Seria ukazywała się do grudnia 2011.
Chcą przeczytać tę książkę (8)
Przeczytali tę książkę (9)
Czytelniczki, które interesował ten produkt, oglądały również:
-
Panna z dobrego domu
- Autor:
- Candace Camp
- Seria:
- Powieść Historyczna
- Ocena:
-
- Cena:
- 34.99 zł
- Kup taniej:
-
-
Obudzić szczęście
- Autor:
- Susan Wiggs
- Seria:
- Powieść Obyczajowa
- Ocena:
-
- Cena:
- 34.99 zł
- Kup taniej:
-
-
Pustynna gorączka
- Autor:
- Diana Palmer
- Seria:
- Satine
- Ocena:
-
- Cena:
- 19.99 zł
- Kup taniej:
-
Rejestracja użytkownika
Zarejestruj się w naszym serwisie, by oceniać książki, dodawać opinie oraz spotkać osoby, które tak jak Ty lubią czytać książki.
Zapisz się na newsletter, a otrzymasz prezent w postaci eBooka „Raj na Ziemi”, Mary Alice Monroe
Masz już konto?
Zaloguj się
Hity Miesiąca
-
1. W cieniu starych drzew
- Autor:
- Seria:
- Satine
- Ocena:
-
- Cena:
- 19.99 zł
- Kup taniej:
-
-
2. Bratnie dusze
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 34.99 zł
- Kup taniej:
-
-
3. Trzej bracia
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 34.99 zł
- Kup taniej:
-
Top 10 Tygodnia
-
1. Pozory mylą, W zamku nad Loarą
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie DUO
- Ocena:
-
- Cena:
- 14.99 zł
- Dostępność książki:
- Wyprzedane
-
2. Koło fortuny
- Autor:
- Seria:
- Romans
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
3. Serce milionera
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
4. Na paryskich salonach
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
-
5. Niezapomniany wernisaż
- Autor:
- Seria:
- Światowe Życie Extra
- Ocena:
-
- Cena:
- 9.99 zł
- Kup taniej:
-
Nowość
Nowość
Kłopotliwy spadek
- Autor:
- Seria:
- Gwiazdy Romansu
- Ocena:
-
- Cena:
- 12.99 zł
- Kup taniej:
-
Bezpłatny Newsletter
Zapisz się. Poinformujemy Cię o promocjach i konkursach z nagrodami.